Zamiast listu do ludożerców… [KRONIKA KURPIOWSKA]

Jako samozwańczy kronikarz wypadków czasami żałosnych nie mogę nie odnotować kilku przypadków obyczajowych ze sfery kontaktów międzyludzkich w naszym mieście. Nie chcę generalizować, bo nadmierne uogólnienia są domeną głupców, ale gdyby napisać to uogólnienie oględnie i za pewnymi zastrzeżeniami, mogłoby brzmieć ono tak: „są podstawy, aby część z nas przyjrzała się swojemu zachowaniu w miejscach publicznych po to, aby upewnić się czy swoim zachowaniem nie wprowadza nadmiernego zamętu w  otoczeniu”. No bo przecież powiedzieć, że chamstwo wyłazi z ludzi na każdym kroku to by było nadmierne uogólnienie. Ktoś mógłby się obruszyć i powiedzieć, że nieprawda, że z niego wyłazi na co drugim kroku.

Ostrołęczanie jako lokalna wspólnota, którą łączy wspólny obszar zamieszkania, najczęściej spotykają się na zakupach, no no gdzieżby indziej? Niedawno, byłem świadkiem sytuacji, gdy w pewnym dość dużym sklepie pewna pani w wieku postbalzakowskim miała kłopot z zapakowaniem dość niewielkiego i taniego zakupu. Żądała foliowej torebki, oczywiście za darmo, a ten sklep za torebki każe sobie płacić. Sklep ma do tego prawo. Słusznie miniony przepis konsumencki mówiący, że sklep powinien oferować klientom bezpłatne jednorazowe torby, przyczynił się do znacznego zaśmiecenia kraju, więc został wyrugowany z obrotu prawnego. Wiele sklepów torebki nadal jednak daje, a nie sprzedaje i też ma do tego prawo, bo co nie jest zabronione, jest dozwolone. Ten akurat torebek nie miał, więc klientka oburzona wyraża pogląd (no bo przecież nie wydziera się po chamsku na kasjerkę): „No wiecie co?! Sklep wielki jak stodoła a na torebki ich nie stać!”.

stodola_mn

Fot. Marcin Białek CC BY-SA 3.0

Wyżej opisane zajście nie miało miejsca w sklepie „Stodoła”. Stodoła była tu porównaniem, którego ta klientka użyła dla zobrazowania kubatury sklepu. Porównaniem zresztą bardzo znamiennym, bo pokazującym gdzie kończą się horyzonty poznawcze tejże klientki. Nie powiedziała przecież „Sklep wielki jak Teatr Wielki”  (to dopiero byłaby uprzejma złośliwość!), tylko „jak stodoła”. Bo teatru zapewne w życiu na oczy nie widziała (nie dotyczy Teatru Telewizji), a za stodołę chodziła (a może wciąż chodzi) kilka razy dziennie. I w ogóle co to jest za wydatek te osiem czy kilkanaście groszy za jednorazową torbę. Można to zrekompensować w domowym budżecie używając jej potem jako worka na śmieci. Zużyje się w ten sposób o jeden worek mniej.  

Ale wielki teatr życia nie takie zna przypadki. Jakaś część społeczeństwa zachowuje się tak, jak by nikt inny poza nimi na tym świecie nie istniał. Obmacują pomidory tak, że te biedne warzywa pod koniec dnia przypominają sflaczałe purchawki. Grzebią w warzywach czy owocach jak dziad w ulęgałkach, kompletnie lekceważąc to, że po nich przyjdą inni i też coś z tego zbioru będą chcieli wybrać dla siebie. A świat przecież nie zawali się od tego, że trafi mu się w co drugim kilogramie jeden pomidor mniej sprężysty. Zgniłych do handlu się nie wystawia, bo grożą za to wysokie kary. Ale co tam! Najważniejsi jesteśmy my. Inni się nie liczą.

Zresztą oni są jeszcze gorsi. Wszyscy myślą tylko o sobie. Jedynie ja myślę o mnie – zdaje się myśleć niejeden ludożerca (w Różewiczowskim rzecz jasna znaczeniu).

I jeszcze to bezmyślne zawłaszczanie przestrzeni. Widziałem niedawno na własne oczy jak w obiekcie publicznym idzie masa ludzi do schodów a potem wchodzi po tych schodach. A paniusia z wózkiem dziecięcym w wąskim  przejściu przy tych schodach kołysze tym wózkiem w poprzek ruchu tłumu i blokuje przejście. I czyni to kompletnie bezmyślnie, bo nawet nie widać po niej, że ma satysfakcję z tego, że komuś przeszkadza. Albo zadziwiające jest to, że najlepszym miejscem na towarzyskie rozmowy panów chodzących po ulicach w wędkarskich kamizelkach są zawsze najwęższe chodniki i najciaśniejsze korytarze. Skoro już się spotkali, to mogliby pójść na piwo, albo jak nie piją, to na herbatę. Ale nie… Najlepiej toczyć trzykwadransowe (albo i dłuższe) rozmowy stojąc w przejściu i będąc ocieranym przez innych ludzi.

I na koniec przypadłość już nie tylko ostrołęcka, a świadcząca o tym, że część ludzi zachowuje się tak jak by tylko oni byli na tym świecie. W wielu miastach publiczni przewoźnicy wydali już jej wojnę, nie tylko informacyjną, ale wręcz sankcyjną. W Ostrołęce też by się przydało żeby kontroler biletów czy kierowca wystawiał tytuł egzekucyjny pasażerom, którzy zajmują w autobusie więcej niż jedno miejsce. Są tacy, co obstawiają się torbami, żeby tylko nikt się do nich nie przysiadł. Żyjemy jeszcze w wolnym kraju i niech tak jak najdłużej pozostanie, ale jak ktoś chce mieć dla siebie więcej niż jedno miejsce, niech kupi sobie tyle biletów ile miejsc potrzebuje. W przeciwnym razie jest nie tylko aspołecznym typem, ale jak każdy gapowicz – złodziejem.

Nie spodziewam się, żeby po tym odcinku Kroniki Kurpiowskiej coś się wyraźnie zmieniło. Na wszelki jednak wypadek warto ostrzec, że nadmiar uprzejmości również może utrudnić życie. Widzę to bywając w Warszawie. Nie… nie w Teatrze Wielkim, raczej w Stodole. Tam kierowcy są tak uprzejmi i tak się przepuszczają na skrzyżowaniach, że masowym zatrzymywaniem aut aby kogoś przepuścić  potrafią stworzyć korek nawet poza godzinami szczytu. Uff! Jak to dobrze,  że mrugając w Ostrołęce światłami komuś kto nie może wyjechać z podporządkowanej drogi widzę, że ten ktoś zwiększa czujność i jeszcze bardziej nie chce z niej wyjechać. Dzięki temu zator tworzy się na jego drodze, a nie na mojej.

Kronikarz Kurpiowski

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.