Woda niepotrzebnie za droga

wodaLudzi ledwo stać na wodę w kranach, a jeżeli tendencja wzrostu cen nadal będzie taka jak dotychczas, woda stanie się dobrem luksusowym.

Obciążenie Polaków kosztami dostawy wody i odprowadzenia ścieków należą do najwyższych w Unii Europejskiej i osiągnęło już poziom, powyżej którego zostanie naruszona zasada dostępności cenowej usług. Takie wnioski płyną z raportu Najwyższej Izby Kontroli w sprawie kształtowania cen za dostarczanie wody i odprowadzanie ścieków.

Wnioski te zostały sformułowane po skontrolowaniu dostawców wody w pięciu miastach, w których łączna stawka za dostawę metra sześciennego wody i odprowadzenia takiejż objętości ścieków wynoszą:

  • w Szczecinie – 11,09 zł
  • w Poznaniu – 11,08 zł
  • we Wrocławiu – 10,79 zł
  • w Krakowie – 10,15 zł
  • w Lublinie – 8,91 zł i 11,50 zł (w mieście tym jest dwóch dostawców wody).
Stacja uzdatniania wody. Źródło: materiały NIK

Stacja uzdatniania wody. Źródło: materiały NIK

Ostrołęki kontrolerzy NIK nie kontrolowali, ale przypomnijmy, że woda i ścieki kosztują w mieście 9,99 zł za metr sześcienny. Średnia krajowa (wg portalu ceny-wody.pl) wynosi 11,32 zł, a uchodząca za sprawiedliwsze wyliczenie mediana – 10,23 zł.

Najdroższa woda i ścieki są w zachodniopomorskim Białogardzie 48,32 zł, a najtańszą w Polsce usługę polegającą na dostawie wody i odprowadzenie ścieków świadczy podostrołęckie Wąsewo – 4,80 zł/m sześc.

I choć NIK nie kontrolował Ostrołęki ani żadnej z naszych gmin, warto przyjrzeć się niektórym wnioskom z kontroli, bo są one bardzo ciekawe.

Izba zwraca przede wszystkim uwagę na dziwną rolę samorządów lokalnych dostarczających wodę i odprowadzających ścieki. Postawione są one bowiem przez przepisy w potrójnej, schizofrenicznej roli.

1. Są dostawcami wody i odbiorcami ścieków, bo robią to zazwyczaj gminne przedsiębiorstwa.
2. Są regulatorami rynku, bo stawki za wodę i ścieki ustalają rady miast i gmin.
3. Są (przynajmniej teoretycznie być powinny) obrońcami praw konsumentów i reprezentują (a prznajmniej teoretycznie powinny) interesy swoich mieszkańców.

Samorządy muszą więc godzić interesy mieszkańców, którzy chcą płacić jak najmniej, z interesami przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych, w których interesie są wysokie ceny. Czyj interes wygrywa – przekonują się mieszkańcy zazwyczaj wtedy gdy rady mierzą się z projektami dorocznych uchwał o cenach wody i ścieków.

Zdaniem NIK, ceny wody i ścieków są za szybko i za często podwyższane, bo inflacja spada a ceny wody rosną. Izba pokazała tę tendencję (w skontrolowanych miastach) na ciekawym wykresie, który trzeba tu zacytować…

wykres-srednie-ceny-wody-a-inflacja

… bo jest to wykres dość populistyczny. Pokazuje wzrost cen w złotych i spadek inflacji w procentach na tym samym układzie współrzędnych, w którym oś rzędnych wyraża jednocześnie złote i procenty. Gdyby wzrost cen wody na tym wykresie pokazać również w procentach, to wykres nie byłby już tak efektowny. Faktem jednak jest, że ceny wody rosną szybciej niż inflacja.

Stacja uzdatniania wody. Źródło: materiały NIK

Stacja uzdatniania wody. Źródło: materiały NIK

NIK postuluje, aby ogłosić dla całej Polski próg dostępności cenowej wody i ścieków. Obecnie nie jest on ogłoszony, więc samorządy mają dowolność w ustalaniu opłat za wodę i ścieki. Zdaniem NIK, według międzynarodowych dokumentów i konwencji ratyfikowanych przez Polskę gospodarstwo domowe nie powinno płacić za wodę i ścieki więcej niż trzy procent swoich miesięcznych dochodów netto.

Czyli, przykładając do tego postulatu ostrołęcką miarę, jeżeli czteroosobowa rodzina zużywa miesięcznie 12 metrów sześciennych wody, to płaci za nie 120 zł. Byłaby to opłata sprawiedliwa, wg europejskich konwencji, gdyby rodzina dysponowała miesięcznym budżetem w wysokości (co najmniej!) czterech tysięcy złotych, czyli oboje małżonkowie – każdy z osobna – powinni zarabiać na rękę powyżej dwóch tysięcy złotych.

Organy samorządów lokalnych powinny zaś, zdaniem NIK, dokładniej przyglądać się czy przedsiębiorstwa wodociągowe właściwie naliczają stawki dla odbiorców. Zdaniem Izby, robią to rzadko albo w ogóle. Niekiedy, co jest praktyką złą, nie tylko nie badają zasadności podwyżek, ale wręcz bezrefleksyjnie „klepią” uchwały w kształcie przygotowanym przez same przedsiębiorstwa zajmujące się dostawami wody i odprowadzaniem ścieków.

Powinno tymczasem być inaczej. Jeżeli przedsiębiorstwo wodociągowe wnosi o podwyżkę cen, to miejscy czy gminni urzędnicy powinni taki wniosek sprawdzić. Sprawdzić nie tylko wyliczenia nadesłane przez wnioskodawcę, ale zbadać również dokumenty źródłowe – na jakiej podstawie została wyliczona cena wody. NIK zwraca uwagę, że zdarzało się tak, iż cenę wody wyliczano na podstawie kosztów przedsiębiorstwa, do których zaliczano sponsorowanie festynów osiedlowych, rozgrywek sportowych czy wyjazdów do teatru dla załogi przedsiębiorstwa.

Zdaniem NIK nie powinno być również tak, że do ceny wody i ścieków wlicza się koszty amortyzacji sieci i urządzeń jeżeli przedsiębiorstwa instalowały urządzenia i budowały sieci za bezzwrotne dotacje. To dość skomplikowana figura rachunkowa, ale spróbujmy ją zrozumieć, bo z amortyzacji w dużej mierze składa się cena wody.

Załóżmy, że jakaś firma wybudowała wodociąg za milion złotych. Wybudowała go raz, ale czas nie stoi w miejscu. Wodociąg, wprawdzie powoli, ale się zużywa i traci na wartości. Ta utrata wartości to jest właśnie amortyzacja i stanowi ona koszt przedsiębiorstwa. Są to wirtualne pieniądze, ale należy je uwzględniać w planie finansowym.

Tak więc jeżeli budowa wodociągu kosztowała milion, to z powodu samego tylko upływu czasu kosztuje on w pierwszym roku po wybudowaniu 2,1 tys. miesięcznie. Gdzieś trzeba znaleźć te pieniądze. Gdzieś czyli zawsze w kieszenie odbiorców.

Jest to praktyka zgodna z zasadami księgowości i wytycznymi ministerstwa finansów, ale zdaniem NIK tak być nie powinno, jeżeli przedsiębiorstwa budowały sieci i urządzenia za bezzwrotne dotacje, np. z Unii Europejskiej czy z funduszów ochrony środowiska. No bo jeżeli ktoś dostał milion na budowę wodociągu, to dlaczego ma rekompensować sobie utratę wartości, skoro zbudował za cudze, nie za swoje?

To są oczywiście tylko postulaty NIK. Zostały one przekazane różnym organom władzy państwowej. Co z nimi dalej będzie – nie wiadomo. Dla opinii publicznej wniosek z tego jest taki, że warto a wręcz należy naciskać na swoich lokalnych radnych, by byli stanowczy i dociekliwi zanim podniosą rękę za kolejną podwyżką cen wody i ścieków.

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.