W Wesołym PeGeeRze (250)

Niektórzy twierdzą, że Lenin nie jest żywy. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma już PeGeErów. O święta naiwności! PeGeEry są i mają się świetnie. Tylko, że – tak jak krasnoludków – często ich nie zauważamy. Redakcja przybliży Czytelnikom życie jednego z nich. Podobieństwo do znanych osób, miejsc i faktów jest zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe.

PGR

Panią Joasię z zamyślenia wyrwało pukanie do drzwi. Stanowcze, a jednocześnie delikatne. Pewne siebie, a jednocześnie nie narzucające się. Jednym słowem – światowe. No, może tylko stołeczne, w każdym razie Pani Joasia wiedziała, że tak może pukać tylko jedna osoba. Dlatego, zanim powiedziała „proszę”, szybko poprawiła fryzurę i bluzeczkę na piersiach. Gość za drzwiami czekał cierpliwie.

– Proszę – Pani Joasia wypowiedziała to proste słowo niemal uroczyście.

– Witam – Aruś Diabelski, bo on to przekroczył próg gabinetu, odpowiedział dość oschle. Po czym rzucił krótkie żołnierskie pytanie – Jasio jest?

Pani Joasia w naiwności swojej miała cichą nadzieję, że Aruś rzuci się na nią. Musiała się jednak pogodzić z tym, że rzucił tylko krótkie żołnierskie pytanie. Nie tylko pogodziła się z tym, ale też odpowiedziała równie krótko i po żołniersku.

– Nie ma!

– Jestem! – ułamek sekundy później jej słowa okazały się nieaktualne. Jasio Pieski właśnie przekroczył próg gabinetu. – Ty, jak widzę, też już jesteś – zauważył przytomnie zauważając w gabinecie Arusia.

– Jestem! – potwierdził Aruś. W tej chwili można już było uznać, że obaj przyjaciele potwierdzili ponad wszelką wątpliwość swoją obecność. Najwidoczniej jednak chcieli się tym jak najdłużej nacieszyć, bo przez czas pewien nic nie mówili jedynie patrząc sobie głęboko w oczy. Śliczna Pani Joasia patrzyła zaś na nich podziwiając tę prawdziwą, głęboką i bezinteresowną przyjaźń, która jak wiadomo może być udziałem tylko mężczyzn. Ten idealny obraz nie mógł jednak trwać w nieskończoność. Jasio i Aruś w końcu westchnęli głęboko i mrugając do siebie porozumiewawczo, przeszli do gabinetu. Pani Joasia oddałaby wiele za to, żeby móc pójść tam za nimi. Wiedziała jednak, że nie może zakłócać narady tak ważnych osobistości. Dlatego pozwoliła sobie jedynie na przyłożenie ucha do drzwi. Sekundę potem odskoczyła od nich przerażona tym co usłyszała.

– Dupa tam! – Aruś Diabelski do narady z Jasiem przystąpił konkretnie i rzeczowo.

– Znaczy, że niedobrze? – dopytał Jasio nie do końca rozumiejąc co ma na myśli jego przyjaciel. A mówiąc prawdę, nic nie rozumiejąc.

– Mówię przecież. Kamieni kupa – Aruś nieco rozwinął swoją myśl.

Nie na tyle jednak, żeby cokolwiek rozjaśnić w umyśle Jasia. Ten wiedział, że tylko prawda go wyzwoli. I szczerość, na którą akurat w obecności Arusia mógł sobie pozwolić.

– Nic nie rozumiem.

– To akurat wiem – Aruś też pozwolił sobie na szczerość. – Dlatego zostałeś wyznaczony na skromną placówkę w PeGeeRze, a ja zostałem wysłany do stolicy, gdzie dzieją się rzeczy ważne, a nawet ważniejsze.

Jasio przełknął tę zniewagę z godnością i spokojem.

– Ale może jednak zechcesz wytłumaczyć skąd w tobie tyle defetyzmu i zniechęcenia? O ile oczywiście dobrze zrozumiałem twoje słowa.

– To akurat dobrze zrozumiałeś – Aruś westchnął ciężko. – Przepraszam, za to co powiedziałem przed chwilą, ale rzeczywiście mamy pewne kłopoty…

– My?

– No, my. Znaczy partia.

Jasio spojrzał swojemu przyjacielowi głęboko w oczy.

– Dobrze się czujesz?

– Bywało lepiej.

– Ale przecież nasza partia ma się jak nigdy. Sondaży nie widziałeś? Ani się człowiek obejrzy i będziemy rządzić.

– No właśnie. I w tym jest problem…

– A to nie o to chodzi? – Jasio znów poczuł, że tylko prawda go wyzwoli. – Nie rozumiem.

– Co trzeba mieć, żeby rządzić? – Aruś odpowiedział pytaniem.

Jasio zastanowił się chwilę. Ale tylko chwilę.

– Trzeba mieć wizję, ideę, śmiałość, wiernych poddanych i parę etatów do obsadzenia tymiż – wyrecytował.

Aruś machnął ręką jakby odpędzał się od natrętnej muchy. Albo jakby ciął szablą Moskala.

– To w PeGeeRze. A my mówimy o prawdziwym rządzeniu. A do prawdziwego rządzenia potrzebne są dwie rzeczy: pieniądze i ludzie.

– I? – tym razem to Jasio zadał pytanie.

– I pieniądze to nie problem…

– To o co chodzi? – Jasio zadając pytanie oddychając jednocześnie z ulgą. Doświadczenie nauczyło go bowiem, że pożyczanie pieniędzy partyjnym kolegom może kończyć się różnie.

– O ludzi!

Jasio po raz kolejny zmuszony był powiedzieć prawdę.

– Nie rozumiem.

– Nie mamy ludzi.

– Jak nie mamy? A ty?

– Ja się niestety na ministra nie nadaję – Aruś też wiedział, że tylko prawda go wyzwoli. – Raz byłem i starczy.

– No to klops – teraz nawet Jasio musiał przyznać, że sprawa jest poważna.

– Dlatego musimy zmienić plany. Odwołujemy cię z PeGeeRu. Zostaniesz ministrem – Aruś zakomunikował to tonem nieznoszącym sprzeciwu. Dlatego Jasio Pieski nie sprzeciwił się.

– Jak trzeba, to trzeba. Ale czego? – Jasio zadał pytanie, i nie czekając odpowiedzi zaczął snuć wizję swojego przyszłego ministrowania. – Mogę być ministrem obrony, przecież niedawno zabiłem wielkiego Portorykańczyka, i to dwa razy. Mogę być też ministrem kultury, bo jak wiadomo mam wielką wizję wielkiego muzeum. A nawet od biedy mogę być ministrem infrastruktury. Wprawdzie cały kraj to nie jedno osiedle w PeGeeRze, ale na tym osiedlu najlepiej widać, że jak chcę, i akurat przypadkiem mieszkam niedaleko, to i ulicę potrafię zbudować.

– Dobra, dobra, nie fantazjuj – Aruś Diabelski przerwał przyjacielowi dość obcesowo. – Wyznaczono dla ciebie już konkretne zadanie. Będziesz ministrem handlu.

– Handlu? – Jasio zdziwił się.

– Handlu. Jak wiesz musimy bronić naszego handlu. A przecież nikt tak jak ty nie potrafi walczyć z wielkimi zachodnimi, wrogimi hipermarkatami.

– No tak – Jasio jakby coś sobie przypomniał.

 

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się