W Wesołym PeGeeRze (249)

Śliczna Pani Joasia robiła co mogła. Przed sobą postawiła wiatraczek, na głowę nałożyła mokry ręcznik, stopy wetknęła w miskę z wodą. To pozwoliło jej na jako takie funkcjonowanie. Czyli przeglądanie najnowszego katalogu mody kolekcji jesień-zima.

pgr333Było to dość masochistyczne zajęcie – widok płaszczy, kożuszków i czapek z nausznikami nie przynosił bowiem ulgi, ale cóż było zrobić? Świat mody rządził się swoimi prawami – w świecie tym upalne letnie dni odeszły już w przeszłość. Jedynie w tym mniej doskonałym, realnym świecie, pot wciąż lał się z ciał niemiłosiernie męczonych lejącym się z nieba żarem.

– Proszę – Pani Joasia zmęczonym głosem odpowiedziała na pukanie do drzwi. Te otworzyły się cicho i stanęła w nich prawa ręka Jasia Paweł Błazen.

– Cześć – sapnęła prawa ręka i otarła pot z czoła.

Pani Joasia w geście współczucia zdjęła z głowy mokry ręcznik i podała go Błaznowi. Ten szybko narzucił go na siebie i klapnął na zydelku przy ścianie.

– Gorąco – powiedział, żeby coś powiedzieć.

Pani Joasia chciała odpowiedzieć równie błyskotliwie, ale nie zdążyła, bo w tym momencie drzwi znów otworzyły się.

– Jezus Maria, jaki skwar! – krzyknął gość grzesząc szpetnie przeciw drugiemu przykazaniu. Jednak ani na Pani Joasi, ani na Pawle Błaźnie nie zrobiło to większego wrażenia.

– Gdzie się pakujesz?! – zareagowała tylko ta pierwsza. I to bynajmniej nie z powodu tego co powiedział przewodniczący rady starszych Mariusz Daciak, bo on to był we własnej osobie. Raczej z powodu tego co zrobił. Przewodniczący bowiem, wyraziwszy swoje zdanie na temat pogody, nie omieszkał oczywiście zlustrować zgrabnych nóg Ślicznej Pani Joasi. I zauważywszy, że zaczynają się one w misce z wodą, natychmiast postanowił także skorzystać z tego prostego sposobu ulżenia sobie w upał.

– No co? No co? – wobec oporu Pani Joasi użył argumentów jasnych i logicznych. Prawie jakby przemawiał do rady starszych. I uznając, słusznie zresztą, że więcej nie ma tu nic do dodania, wetknął swoje stopy w miskę. Paweł Błazen spojrzał tylko z nieskrywanym zgorszeniem na tych dwoje, próbujących w jakiś sposób utrzymać równowagę. W normalnych okolicznościach może nawet po rycersku podszedłby do nich i nakazał przewodniczącemu siłą argumentów, albo nawet argumentami siły opuścić miskę. Upał zabił w nim jednak rycerskie odruchy, nie chcąc więc widzieć tego czego widzieć nie chciał, nasunął tylko na oczy mokry ręcznik.

– Co tu się dzieje?! – zerwał z głowy ręcznik usłyszawszy ten okrzyk Jasia Pieskiego, który właśnie stanął w drzwiach.

– Nic się nie dzieje, absolutnie nic. Ja tak tylko sobie ręcznik nałożyłem na głowę. Przepraszam – odpowiedział szybko, rzeczowo i samokrytycznie.

Jasio Pieski dopiero teraz spojrzał w jego stronę. I dopiero teraz, prawdę powiedziawszy, zauważył jego obecność. Machnął jednak tylko ręką.

– Co wy wyprawiacie razem w jednej misce?! – gdyby Jasio Pieski potrafił ciskać wzrokiem pioruny, Pani Joasia i przewodniczący, już leżeliby martwi. Ale tak się akurat złożyło, że Jasio nie potrafił ciskać wzrokiem piorunów. A najpewniej po prostu nie chciał, bo przecież jasne jest, że jakby tylko zechciał, to by cisnął. Tak jak wybudowałby most, halę, muzeum, cztery pomniki i dwadzieścia siedem sklepów. Gdyby tylko chciał. Bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto zabił wielkiego Portorykańczyka. I to dwa razy. Ale ani Pani Joasia, ani tym bardziej przewodniczący rady starszych nie byli wielkimi Portorykańczykami. Więc zamiast ich zabijać, raz czy więcej razy, Jasio Pieski wolał z nimi porozmawiać. Stąd jego pytanie.

– Ja sobie wypraszam jakieś razem! – pierwsza odpowiedziała Pani Joasia. – To jest moja miska i się w niej chłodzę. A przewodniczący to mi tu do nie wlazł!

Jasio Pieski cenił prawdomówność, jednocześnie jednak organicznie nie znosił donosicielstwa. Przez chwilę więc nie wiedział jak zareagować. Takie momenty przeżywał rzadko, zazwyczaj tylko po wyborach, kiedy dowiadywał się, że zaledwie 90 procent mieszkańców PeGeeRu oddało na niego głos. Nachodziło go wtedy zwątpienie, że ludzie są dobrzy. Tak i teraz przez ułamek sekundy pomyślał, że wierna mu przecież od lat Śliczna Pani Joasia jest zwykłą konfidentką. Ale tylko przez ułamek sekundy. Wiara w dobroć ludzi zawsze w nim zwyciężała. Zwyciężyła i tym razem.

– Może to i prawda co mówisz, ale skoro to prawda, to zapewne i przewodniczący miał powód, żeby naruszyć integralność miski, w której chłodzisz stopy…

– Absolutnie! – krzyknął przewodniczący. – Bardzo ważny powód.

– Zaprawdę powiadam, wyjaw nam go tu i teraz – poprosił Jasio.

Przwodniczący podrapał się w głowę, czując, że nie ma zbyt wiele czasu.

– Z oszczędności! – trochę grał na zwłokę, ale wiedział w jakim kierunku szukać, żeby Jasio był zadowolony.

– I bardzo słusznie! – nie pomylił się, Jasio był zadowolony. Ale on nigdy nie spoczywał na laurach i nie zadowalał się zadowoleniem. Dlatego po krótkiej chwili, wiedząc, że prawda go wyzwoli, powiedział: – Nie rozumiem…

– No, normalnie. To taki nasz mały aquapark – przewodniczący trochę improwizował.

Jasio uśmiechnął się szczerze.

– Nie głupio kombinujesz! Może jednak zbuduję tę halę…

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Tagi

Podziel się