W Wesołym PeGeeRze (248)

Niektórzy twierdzą, że Lenin nie jest żywy. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma już PeGeErów. O święta naiwności! PeGeEry są i mają się świetnie. Tylko, że – tak jak krasnoludków – często ich nie zauważamy. Redakcja przybliży Czytelnikom życie jednego z nich. Podobieństwo do znanych osób, miejsc i faktów jest zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe.

PGR

 

Śliczna Pani Joasia nie usłyszała pukania do drzwi. Bo go nie było. Do uszu dziewczyny dobiegło tylko ciche skrzypnięcie. Kiedy podniosła głowę znad najnowszego katalogu kostiumów kąpielowych ujrzała wsuwającego się do gabinetu Jasia Pieskiego.

– Cześć – odezwała się Pani Joasia nie zastanawiając się zbytnio, dlaczego Jasio nie przywitał się pierwszy. Bardziej zajmowało ją w tej chwili czy kupić na zbliżające się upały kostium jednoczęściowy w kolorze słońca zachodzącego, czy raczej bikini w kolorze słońca wschodzącego.

Jasio na grzeczne i kulturalne powitanie pani Joasi odpowiedział tylko skinieniem głowy. To już ją nieco zaniepokoiło. Jasio miał wprawdzie, jak każdy, swoje wady i niedostatki, może nawet ze trzy, ale kultury i uprzejmości nie można było mu odmówić. A dziś ani be, ani me, ani kukuryku…

„Może też zastanawia się czy wziąć żółte slipy, czy może raczej seledynowe bokserki” – przeszło przez myśl Ślicznej Pani Joasi racjonalne całkiem usprawiedliwienie takiego zachowania swojego pryncypała. Szybko jednak uznała, że to nie może być jednak prawdziwy powód jego milczenia.

– A czemu ty tak nic nie mówisz? – postanowiła więc zapytać wprost.

Niestety, nie doczekała się odpowiedzi. Jasio milczał jak zaklęty. Ciszę panującą w gabinecie zakłóciło kolejne skrzypnięcie drzwi. Bez słowa powitania pojawił się w nich Paweł Błazen. Prawa ręka Jasia skinęła tylko głową w kierunku Pani Joasi i wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Jasiem.

– Czy wyście wszyscy powariowali?! – Pani Joasia nie wytrzymała.

Odpowiedziało jej tylko piorunujące spojrzenia Jasia i Pawła. Po spiorunowaniu jej wzrokiem, obaj przeciągle syknęli i obaj położyli palce na ustach. Oczywiście Błazen swój palec na swoich ustach, a Jasio swój palec na swoich. Pani Joasia zrozumiała ten gest, ale każdym atomem swojego ciała zbuntowała się przeciw temu. I już miała dać wyraz swojemu buntowi, kiedy drzwi znów otworzyły się i stanął w nich przewodniczący rady starszych Mariusz Daciak.

– Cześć wszystkim! – rzucił głośno przywracając w Pani Joasi wiarę w człowieka. – Przepraszam, że się spóźniłem, ale taki głodny byłem, że musiałem zalecieć na kebaba!

Na te słowa Paweł Błazen całej siły walnął się otwartą dłonią w czoło. Zapominając przy tym, że rękę ma wyrobioną od sięgania po unijne dotacje. Nic więc dziwnego, że po uderzeniu się w czoło wyrżnął jak długi na podłogę. Po chwili pozbierał się jednak i stanął przy Jasiu na chwiejnych nogach. Widok to był dość osobliwy, bo Jasio też nie stał do końca stabilnie. Wprawdzie on nie walnął się w czoło, wiedząc, że gdyby walnął się po tych wszystkich latach treningów karate, to by się o własnych siłach nie podniósł. On nie stał stabilnie z powodu drżenia kończyn dolnych spowodowanych olbrzymim wzburzeniem. Widać było, że coś się w nim gotuje. A że prawa fizyki są nieubłagane, to coś gotującego się w Jasiu musiało wybuchnąć. I wybuchło!

– Cholera jasna!!! – wrzasnął Jasio słowami, których nie używał od czasu oblanego egzaminu z homiletyki. – Przecież mówiłem wyraźnie, że nie masz prawa jadać w restauracjach!!!

Wyrzuciwszy z siebie całą złość Jasio złapał się za usta. A że jako się rzekło od lat trenował karate, zabolało. Zniósł to jednak po męsku i tylko syknął do Pawła Błazna: – Włącz zagłuszanie…

– Nigdy z królami nie będziem w aliansach!!! Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi!!! – ten bez słowa pytania zaczął śpiewać na cały głos Pieśń Konfederatów Barskich.

Pani Joasia w tej sytuacji zrozumiała, że zrozumienie tego co się dzieje przerasta możliwości jej rozumowania i spokojnie wróciła do przeglądania katalogu z najnowszą kolekcją strojów kąpielowych. Przewodniczący Daciak podrapał się tylko w głowę.

– Przecież ja tylko kebaba zjadłem – burknął pod nosem, czego oczywiście nikt nie usłyszał, ponieważ jego słowa zostały skutecznie zagłuszone śpiewem Pawła Błazna.

– Bo u Chrystuuuusa my na ordynaaaansaaaach!!! – ten wyraźnie wczuł się w swoją rolę.

– Co mówisz?! – krzyknął Jasio próbując przekrzyczeć zagłuszacza.

– Że kebaba tylko zjadłem!!! – odkrzyknął Daciak.

– Słuuudzy Maaaaryi!!! – wył Paweł Błazen.

– Ciszaaaaaa!!! – przez totalny zgiełk przebił się głos Jasia.

I zapanował cisza… Jasio Pieski wziął głęboki wdech.

– No nie. Tak się nie da – powiedział.

Odpowiedziało mu milczenie. Jasio wiedział, że całą odpowiedzialność musi wziąć na siebie. Znów wziął głęboki oddech.

– Odwołuję wszelkie środki bezpieczeństwa.

Znów odpowiedziało mu milczenie.

– Możemy spokojnie jadać kebaby w mieście, możemy mówić, co uważamy za słuszne, w ogóle możemy mówić. Nie możemy poddać się szantażowi podsłuchów!

– Czyli co możemy mówić? – Pawel Błazen był konkretny.

– Normalnie, nie zważając czy nas podsluchują czy nie, możemy mówić co będziemy realizować, robić i budować.

– No to w sumie i tak nie będzie czego podsłuchiwać – skwitował wyjątkowo jak na niego przytomnie, przewodniczący rady starszych.

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się