W Wesołym PeGeeRze (247)

PGRNiektórzy twierdzą, że Lenin nie jest żywy. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma już PeGeErów. O święta naiwności! PeGeEry są i mają się świetnie. Tylko, że – tak jak krasnoludków – często ich nie zauważamy. Redakcja przybliży Czytelnikom życie jednego z nich. Podobieństwo do znanych osób, miejsc i faktów jest zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe.

Żar lał się z nieba. Śliczna Pani Joasia beznamiętnym wzrokiem wpatrywała się w wirujące przed jej twarzą śmigła wentylatora, który nie przynosił ulgi. Usłyszawszy pukanie do drzwi, zmęczonym głosem powiedziała „Proszę!”. By w sekundę później zapomnieć o upale.

– Aruś! – wykrzyknęła na widok dawno nie widzianego w PeGeeRze Arusia Diabelskiego. I wyskoczywszy zza biurka rzuciła się w jego kierunku. Nie zawisła mu jednak na szyi, bo w ostatniej chwili powstrzymała go jego wyjątkowo poważna, żeby nie powiedzieć nabożna, mina. Pani Joasia stanęła przed nim jak wryta i uważnie wpatrzyła się w jego twarz. I aż pobladła.

– Boże święty! – szepnęła nie zważając iż grzeszy przeciw drugiemu przykazaniu. – Ty się boisz!

Aruś Diabelski westchnął ciężko. Wiedział, że tylko prawda go wyzwoli.

– Owszem, boję się…

– Ale naprawdę nie ma czego! – Pani Joasia szybko otrząsnęła się z szoku jakim było dla niej odkrycie, że ten dzielny mąż może się czegokolwiek kiedykolwiek przestraszy. Wiedziała, że musi w tej dramatycznej chwili pocieszyć Arusia. – Jasio wygra te wybory.

Aruś Diabelski tylko machnął ręką.

– A co mnie tam wybory Jasia – burknął.

Pani Joasia odskoczyła od Arusia jak oparzona. Wszystkiego się po nim mogła spodziewać, ale nie tych dwóch rzeczy, nie lęku i nie obojętności o los jego najlepszego przyjaciela. Tego dla tej wrażliwej dziewczyny było już za wiele.

– Co tobie, człowieku, co tobie?! – wykrzyknęła tak trochę bez związku i logiki.

Aruś znów tylko machnął ręką. I nie wiadomo co by się stało, gdyby w tej właśnie chwili nie otworzyły się drzwi i nie stanął w nich Jasio Pieski. I dobrze, że stanął w drzwiach. Bo gdyby postanowił nie wchodzić przez drzwi, ale jakimś dziwnym sposobem wejść obok drzwi, poprzez przeniknięcie przez ścianę, nikt by go nawet nie zauważył. Taki był blady. Jak ściana właśnie!

– Matko święta! – Pani Joasia grzeszyła dziś przeciw drugiemu przykazaniu jak nigdy przeciwko żadnemu innemu. – A tobie co?!

– Co mi? – Jasio blady jak ściana odpowiedział tylko pytaniem na pytanie.

– No jak to co? Całkiem kolory straciłeś! Blady jesteś! – Pani Joasia wykrzyczała z siebie, by po chwili złapać się za usta. – Matko jedyna! – znów zgrzeszyła. – Ty też się boisz!

Jasio westchnął ciężko. I znów nie wiadomo co by się stało, gdyby drzwi znów się nie otworzyły. Tym razem Pani Joasia nie przeżyła żadnego szoku. Bo i nic w tym nie było szokującego, że w drzwiach stanął, uśmiechnięty do ucha do ucha, w absolutnie nie wyjątkowo dobrym humorze, przewodniczący rady starszych Mariusz Daciak.

– Cześć wam – rzucił od progu, po czym skierował swoje kroki w kierunku barku, z którego sprawnym ruchem wyciągnął flaszkę mineralki. Jeszcze sprawniej pozbawił jej najpierw korka a chwilę potem zawartości. Ugasiwszy pragnienie spojrzał na wpatrzonym w niego Jasia Pieskiego, Arusia Diabelskiego i Panią Joasię.

– No co? Gorąco chyba jest, to człowiek pije, nie? – oznajmił nieco zaczepnie.

– Jak ty w ogóle możesz pić w takiej chwili!? – nagle i niespodziewanie wyrzucił z siebie Jasio Pieski. – Jak możesz?!

– Właśnie. Jak możesz?! – jak echo powtórzył Aruś Diabelski.

Przewodniczący podrapał się w głowę. Nie bardzo rozumiejąc, o co chodzi jego przyjaciołom, a jednocześnie wiedząc, że tylko prawda go wyzwoli, odpowiedział jasno i rzeczowo, jak jasno i rzeczowo zwykł był odpowiadać na nawet najgłupsze pytania podczas obrad rady starszych.

– Normalnie.

– W taki dzień?! – wykrzyknęli chórem Jasio i Aruś?

Przewodniczący znów podrapał się w głowę.

– A jaki dzisiaj dzień? – zawsze tak miał, że po zaspokojeniu pragnienia stawał się bezpośredni i szczery.

Aruś na te słowa nie odpowiedział nic. Tylko zatrząsł się z oburzenia. Jasio Pieski też się zatrząsł, ale szybko się uspokoił i odpowiedział.

– Dziś do PeGeeRu przyjeżdża sam prezes! Zapomniałeś?

– No, patrz pan, zapomniałem – przewodniczący uśmiechnął się szczerze.

Jasio i Aruś spiorunowali go wzrokiem.

– Aaaaa! – nagle do dyskusji włączyła się Śliczna Pani Joasia. – To dlatego wy tacy od rana spięci jak budżet PeGeeRu – popisała się trafną metaforą.

Jasio i Aruś spojrzeli po sobie. I spojrzeniem tym dodali sobie otuchy.

– Jesteśmy po prostu podenerwowani i podekscytowani – Jasio starał się mówić jak najspokojniej. – To bardzo ważna wizyta i chcemy, żeby prezes był zadowolony.

– No to w czym problem? – Pani Joasia była dociekliwa.

Jasio wiedział, że tylko prawda go wyzwoli.

– W czym? W czym? – zdenerwował się. – W tym, że nie ma Empiku i KFC!

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się