W Wesołym PeGeeRze (246)

Śliczna Pani Joasia uśmiechała się pod nosem i cmokała z niedowierzaniem czytając poranną prasę. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi.

– Proszę! – zakomunikowała pukającemu, że może wejść.

I wszedł. I to jak! Krokiem sprężystym z powitaniem na ustach.

– Witam – zakomunikował pukający jeszcze przed chwilą.

– Matko Boska! – wykrzyknęła Pani Joasia nie zdążywszy ugryźć się w język. – To ty?!

– A cóż w tym dziwnego? – odpowiedział niezbyt grzecznie, pytaniem na pytanie, Grzesio Spłoszony. Bo on to, we własnej osobie, stał przed Śliczną Panią Joasią.

Ta, mimo zaskoczenia, czy wręcz zaszokowania, dość jasno i wyjątkowo szczerze, wytłumaczyła Grzesiowi co w jego zachowaniu było dziwnego.

– Po pierwsze walisz w drzwi jakbyś wstawiał do budżetu PeGeeRu kolejne budowy pomników patrona – w dość, trzeba przyznać, wyszukanej metaforze opisała wyjątkowo energiczne i, jak na Grzesia, ekstremalnie głośne, pukanie do drzwi. – A po drugie – ciągnęła dalej. – Prawie wbiegasz do środka, wydzierając się w niebogłosy…

– I to jest dziwne? – szczerze zdziwił się Spłoszony.

– Oczywiście, że dziwne – czego jak czego, ale szczerości nie sposób było Pani Joasi odmówić. – Bo zwykle smyrasz tylko drzwi, a jak już się w końcu zdecydujesz wejść, to ledwie coś burkniesz…

– Może rzeczywiście dawniej brakowało mi pewności siebie i przebojowości – szczerość i samoanaliza Grzesia spowodowały, że Pani Joasia tylko jeszcze szerzej otworzyła usta. Jej zadziwienie rosło w tempie dorównującym tempu wzrostu zadłużenia PeGeeRu. – Ale to było dawniej! Teraz…

– A, to dlatego! – przerwała mu pani Joasia, która w końcu skojarzyła niecodzienne zachowanie Grzesia Spłoszonego z tym, nad czym cmokała i co czytała tuż przed tym, jak ten zaczął walić w drzwi. – To od tych wszystkich głosów tak ci odwaliło!

Tym razem dziewczyna chyba przesadziła ze szczerością. A może po prostu nie zorientowała się, że ma już do czynienia z innym Grzesiem. Nie tym, któremu można było wszystko powiedzieć i wszystko przyjmował on ze spokojem i godnością.

– Ty lepiej uważaj co mówisz! – niemal krzyknął na dziewczynę. – Obrażasz te tysiące mieszkańców PeGeeRu, którzy wykazali się zdrowym rozsądkiem i głęboką troską! Tych, którzy nie ulegli krzykliwej i nachalnej kampanii moich konkurentów i, mimo niezwykłej skromności mojej fizjonomii uwiecznionej na równie skromnych plakacikach, poszli i podjęli odpowiedzialność za PeGeeR i włożyli ją na moje skromne barki, i wsiadłszy do tej barki odbili od brzegu i na przekór wichrom…

– Nie przeszło mu? – to pytanie wyrwało Grzesia z szaleńczego słowotoku, w który brnął w zastraszającym tempie. Na dźwięk tych słów aż podskoczył, nie tyle rażony ich treścią, co niepomiernie zdziwiony z jakich ust się wyrwały. Bo trzeba wiedzieć, że były to usta Jasia Pieskiego, który w tym właśnie momencie wszedł do gabinetu i z poczciwym uśmiechem zrozumienia na twarzy przysłuchiwał się co też plecie jego lewa ręka.

– A co mi miało przejść?! – Grzesio, pozostając w jakimś szale, niemal rzucił tym pytaniem w twarz swojego pryncypała.

Ten nie odpowiedział jednak. Spojrzał tylko porozumiewawczo na Śliczną Panią Joasię.

– Przejdzie mu – powiedział ze spokojem. – Też tak się zachowywałem jak pierwszy raz zanotowałem niezły wynik w wyborach…

– Niezły?! – wrzasnął Grzesio Spłoszony. – Ty to nazywasz niezłym wynikiem?! – znów rzucił pytaniem w twarz Jasiowi. – Niezłym wynikiem?! – powtórzył. – To była deklasacja, zwycięstwo w cuglach i bez lipy! Niewiele brakowało, naprawdę niewiele brakowało, żebym ci teraz kartki z Brukseli przysyłał.

– Nie kartki, nie kartki – wszedł mu w słowo Jasio, który nie zrozumiał chyba swojego współpracownika. – Żadnych kartek na razie w PeGeeRze nie będzie. Owszem, niezbyt może nam wychodzi wprowadzanie tego dobrobytu, co to go mieliśmy wprowadzać, ale nie przesadzajmy…

– Co ty mi tu o kartkach! – Grzesio pozostawał w szale, co powodowało, że rozmowa obu, zdawałoby się, przyjaciół, zaczęła nabierać nieoczekiwanego przebiegu. – A jak już mowa o kartkach, to może masz mi coś do powiedzenia na temat kartek wyborczych?! Co?! Nie odpowiada temat?! – Grzesio strzelał pytaniami jak z automatu. I sam na nie odpowiadał. – Pewnie, że nie pasuje! Bo ty się po prostu boisz! Boisz się, że następnym razem wystartuję razem z tobą! I znów wygram. Bo jestem zwycięzcą!!! – Grzesio Spłoszony wyrzucił ręce w górę w geście triumfu.

Pani Joasia zaczęła już niepostrzeżenie wybierać numer pogotowia ratunkowego. Niepotrzebnie, bo najskuteczniejsze pogotowie stało obok. Jasio Pieski spokojnie pozwolił się wykrzyczeć swojej lewej ręce. I spokojnie powiedział.

– Zanim to się jednak stanie, to może, z łaski swojej, zajmij się tym, do czego cię zaangażowałem…

– Czyli, że co? – Grzesio już się nieco uspokoił, ale nie do końca.

– Czyli na ten przykład bezrobotnymi, bo przecież między innymi za to, zdaje się, odpowiadasz – Jasio pozostawał natomiast spokojny niezmiennie.

– Zajmowałem – poprawił go Grzesio. – Przecież wiesz, że już nie ma żadnych bezrobotnych!

– Chwilowo może i nie ma, ale z tego co się orientuję, to zaraz te super, hiper, ekstra sklepy otwierają…

Dymek

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się