W wesołym PeGeeRze (244)

Niektórzy twierdzą, że Lenin nie jest żywy. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma już PeGeErów. O święta naiwności! PeGeEry są i mają się świetnie. Tylko, że – tak jak krasnoludków – często ich nie zauważamy. Redakcja przybliży Czytelnikom życie jednego z nich. Podobieństwo do znanych osób, miejsc i faktów jest zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe.

ostroleka 327

Śliczna Pani Joasia wachlowała się kartkami papieru, kiedy w drzwiach niespodziewanie ukazała się głowa Jasia. Oczywiście samo to, że się ukazała nie było niczym niespodziewanym – nieco zagadkowe wydać się mogło jedynie, że głowa się ukazała, natomiast cała postać Jasia pozostała w korytarzu.

– A co ty tak zaglądasz jak bieda do budżetu PeGeeRu? – spytała Pani Joasia używając dość banalnego porównania.

W odpowiedzi głowa Jasia obróciła się najpierw w lewo, potem w prawo. Reszta Jasia nadal pozostawała za drzwiami.

– Sama jesteś? – głowa Jasia odpowiedziała pytaniem. Dość niedorzecznym, a jednocześnie na tyle zaskakującym, że Pani Joasia odruchowa rozejrzała się po gabinecie. I upewniwszy się, odpowiedziała zgodnie z prawdą.

– Sama.

Jasio jakby tylko na to czekał. Momentalnie wsunął pozostałą część siebie za drzwi, po czym szybko zamknął je za sobą. To jednak nie do końca go uspokoiło, bo będącym już w całości za drzwiami, jeszcze raz nerwowo rozejrzał się wokół. Pani Joasia patrzyła na to z niepokojem z wolna przeradzającym się w irytację.

– Co się tak rozglądasz? Stało się coś?

Jasio przestał się rozglądać wokół i spojrzał prosto w oczy Pani Joasi. I wtedy dziewczyna dostrzegła coś, czego nigdy w spojrzeniu Jasia nie widziała. To coś tak nie przystawało do Jasia, że dziewczynę oblał zimny pot.

– Ty się boisz! – wyszeptała.

Jasio wiedział, że tylko prawda go wyzwoli.

– Boję się.

– Weź się nie bój, bo jak ty się boisz, to i ja się zaczynam bać! – zaapelowała do niego Pani Joasia. Bez skutku.

– Nie mogę,

– To chociaż powiedz, czego się boisz.

– Że mnie znajdą – wyszeptał Jasio. – Że znów zaczną przychodzić i prosić.

Pani Joasia poczuła jak kamień spada jej z serca.

– A! O to, co chodzi. O bezrobotnych i bezdomnych. Nie bój się, nie przyjdą, bo…

Pani Joasi nie dane jednak było wytłumaczyć Jasiowi dlaczego bezrobotni i bezdomnie nie przyjdą. Bo w tym właśnie momencie rozległo się pukanie do drzwi. Jeszcze dobrze nie wybrzmiało, a Jasio jednym sprawnym susem wskoczył na szafę. Pani Joasia nie zdążyła go powstrzymać. Nie zdążyła też rzucić się do drzwi i zamknąć je klucz, bo ten, który pukał, nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka.

Pani Joasia znów poczuła jak kamień spada jej z serca. Aż dziw, że tyle kamieni mogło się pomieścić w tej drobnej klatce piersiowej.

– Aruś! – wykrzyknęła Pani Joasia na widok dawno nie widzianego w PeGeeRze Arusia Diabelskiego. – Gdzieś ty się podziewał?

– Długo by opowiadać, ale wybacz, nie mam czasu – Diabelski spojrzał Pani Joasi głęboko w oczy. – Czy jest Jasio?

Pani Joasia nie zamierzała nawet odpowiedzieć. Poczuła się bowiem śmiertelnie obrażona na Arusia za takie obcesowe potraktowanie. Nie musiał jednak odpowiadać, bo wyręczył ją najwierniejszy druh Diabelskiego.

– Jestem – odezwał się Jasio. Już nieco pewniej niż w niedawnej rozmowie z Panią Joasią. Widać było, że sama obecność Diabelskiego dodaje mu otuchy.

Diabelski zmierzył wzrokiem szafę zwieńczoną skuloną postacią Jasia. I pewnie by się nawet zdziwił, gdyby nie to, że nie takie rzeczy widział w Sejmie. O wyjazdowych posiedzeniach klubu swojej partii nie wspominając.

– Co robisz na szafie? – spytał więc rzeczowo, bez cienia zdziwienia.

Jasio tak już jednak miał, nauczony doświadczeniami z lokalnymi mediami, że w każdym pytaniu, doszukiwał się ataków na swoją skromną osobę, najczęściej wściekłych, w najlepszym razie, niesprawiedliwych. Tak też zareagował na pytanie zadane przez największego przyjaciela.

– Oczywiście, możesz sobie wyobrażać co tylko chcesz! – już bez cienia strachu odpowiedział Diabelskiemu. – Możesz nawet sugerować, że w tej szafie jest reklamówka pełna pieniędzy! Proszę bardzo! Ale wiedz, że siedzę na tej szafie z własnej woli, nieprzymuszony i uczciwie – co powiedziawszy, sprytnie zsunął się z szafy i stanął przed przyjacielem wyciągając doń dłoń.

– Czemu się tak denerwujesz? – Aruś Diabelski uścisnął prawicę Jasia. – Zapytałem tylko.

– Przepraszam – Jasio, czując ciepło dłoni przyjaciela w swojej dłoni, złagodniał zupełnie. – Przepraszam, ale jestem trochę zestresowany, sam rozumiesz, ciągle mnie o coś pytają. A to dlaczego to, dlaczego tamto, dlaczego sramto. A ja już nie mam siły tłumaczyć, że to dla dobra PeGeeRu.

Aruś uśmiechnął się do przyjaciela. Jasio odwzajemnił uśmiech. Zapanowała miła atmosfera, którą jednak postanowiła zepsuć Śliczna Pani Joasia. Oczywiście z zazdrości.

– Nieprawda! – niemal krzyknęła. – On wlazł na tę szafę ze strachu!

Ten krzyk stanowił taki zgrzyt, że Aruś, bezwiednie, zareagował szczerym pytaniem.

– To prawda?

Jasio wiedział, że tylko prawda go wyzwoli.

– Tak to prawda!

– Czego się boisz?

Jasio odpowiedział tak, jak kilka minut temu, na identyczne pytanie, Ślicznej Pani Joasi. Tyle, że teraz odpowiedział hardo, wiedząc, że może liczyć na wsparcie przyjaciela.

– Boję się, że mnie znajdą. Że znów zaczną przychodzić i prosić.

– Ale kto i o co prosić? – Aruś był konkretny.

– Jak to kto? Wszyscy!

– Ale o co?

– O odznakę za zasługi dla PeGeeRu!

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się