W wesołym PeGeErze (242)

PGR241

Niektórzy twierdzą, że Lenin nie jest żywy. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma już PeGeErów. O święta naiwności! PeGeEry są i mają się świetnie. Tylko, że – tak jak krasnoludków – często ich nie zauważamy. Redakcja przybliży Czytelnikom życie jednego z nich. Podobieństwo do znanych osób, miejsc i faktów jest zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe.

Jasio Pieski pozostawał w niezmiennie dobrym nastroju. Dlatego, tak jak wczoraj, przedwczoraj, przedprzedwczoraj i przedprzedprzedwczoraj, wszedł do gabinetu z uśmiechem na twarzy i okrzykiem na ustach.

– Witaj królowo! Piąteczka! – wykrzyknął podbiegając jednocześnie do Ślicznej Pani Joasi z wyciągniętą przed siebie dłonią. Czyli w geście, którym członkowie radykalnych organizacji narodowych zwykli byli zamawiać pięć piw. Ale nawet nie sam ten gest spowodował, że Pani Joasia zareagowała tak jak zareagowała. A trzeba przyznać, że zareagowała dość zaskakująco.

– Zaprawdę powiadam ci, opamiętaj się! – huknęła na swojego pryncypała.

Jasio Pieski stanął jak wryty. Tego się po Pani Joasi nie spodziewał. Tak bardzo się nie spodziewał, że nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. Zresztą nie musiał, bo Pani Joasia nie poprzestała jedynie na apelu o opamiętanie.

– Zaprawdę powiadam ci, iż nie godzi się tak postępować! Gorszące to jest i nie dające przykładu. A przecież winieneś dawać przykład, zwłaszcza niewieście, którą zaprawdę jestem.

Jasio nadal stał jak wryty. Nie szokował go nawet styl wypowiedzi Pani Joasi. Wiedział, że czasami próbuje o naśladować. Nie mógł jednak pojąć, co wstąpiło w tę niewinną i dobrą zazwyczaj dziewczynę, że podnosi na niego głos i napomina go.

– Co w ciebie wstąpiło – w końcu zdołał wydusić coś z siebie.

– We mnie?! A czy to ja, nie zważając na okres Wielkiego Postu, jakieś podskoki i krzyki tu uskuteczniam? – zapytała tyleż gniewnie co retorycznie. Nie zdając sobie jednak do końca sprawy z tego, że retoryczność pytania powoduje, że nie wymaga ono odpowiedzi, odpowiedziała sama sobie. – Nie ja!

Jasio zrobił minę, jakby właśnie dowiedział się, że przegrał kolejne wybory. Czyli bezbrzeżnie zdziwioną. By po krótkiej chwili wykrzyknąć.

– Jezus Maria, o Wielim Poście zapomniałem!

Pani Joasia zrobiła się cała purpurowa. Nie zdążyła jednak wykrzyczeć w twarz Jasiowi, że właśnie szkaradnie zgrzeszył przeciw drugiemu przykazaniu. Nie zdążyła, bo najwyraźniej Jasio sam to zrozumiał.

– Nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia – wydukał z miną pełną determinacji. I ruszył w kierunku stojącej w rogu szafy. Po co ruszył? Cóż chciał w czeluściach tej, rzadko otwieranej szafy znaleźć? Strach pomyśleć! Na szczęście w tym właśnie momencie rozległo się pukanie do drzwi. Osoba pukająca, nie usłyszawszy „proszę”, mimo to weszła do środka. osobą tą okazała się prawa ręka Jasia, Paweł Błazen. On, podobnie jak jego szef, wszedł uśmiechnięty i zadowolony. Uśmiech szybko jednak zgasł na jego twarzy, kiedy zobaczył, to co zobaczył. Czyli wciąż purpurową na twarzy Śliczną Panią Joasię i Jasia Pieskiego w dziwnej pozie znamionującej marsz w kierunku szafy.

– Co się stało? Co się stało? – zapytał Paweł Błazen wyraźnie zaskoczony takim widokiem. I nie czekając odpowiedzi uściślił. – Dlaczego jesteś czerwona? – to pytanie skierował do Pani Joasi. – Dlaczego idziesz do szafy – a to, jak łatwo się domyślić, do Jasia.

Pierwsza zareagowała Pani Joasia. Na konkretne pytanie odpowiedziała równie konkretnie i rzeczowo.

– A, eee tam! – dla większej ekspresji wypowiedzi machnęła jeszcze ręką, po czym usiadła za biurkiem. Wyraźnie się przy tym uspokajając. Co znać było po zmianie koloru jej cery – z krwistoczerwonego na przyjaźnie różowawy.

– Acha! – Paweł Błazen uznał, że zrozumiał. Chyba z przyzwyczajenia. Bo trzeba wiedzieć, że jako osoba odpowiedzialna w PeGeeRze za realizację pomysłów Jasia, nauczył się doskonale udawać, że rozumie.

Po chwili zastanowienia, zrozumiał jednak, że jednak nie wszystko zrozumiał.

– No dobrze, ale dlaczego ty idziesz do szafy? – zapytał Jasia.

Ten podrapał się w głowę. Wiedział, że ma przed sobą dwie drogi. Oczywiście chodzi o drogi metaforyczne, bo prawdziwą drogę miał tylko jedną – do szafy. Ale z tych metaforycznych do wyboru miał dwie. Pierwsza – udać, że nie wie o co chodzi, albo wymyślić byle jaki pretekst. Ale nie był przecież ani na posiedzeniu rady starszych, ani na spotkaniu przedwyborczym. Nie miał więc żadnego powodu, żeby udawać, że nie wie o co chodzi. Pozostała mu więc tylko jedna droga. Powiedzieć prawdę.

– Zapomniałem o Wielkim Poście – wyznał najszczerzej jak potrafił. A trzeba wiedzieć, że jak chciał, to naprawdę potrafił!

– I schowałeś do szafy?! – Paweł Błazen był szczerze zszokowany. – Przecież to karygodne! – niemal jak Pani Joasia kilku minut temu naskoczył na swojego pryncypała. – Przecież taki post, nawet nie wielki, tylko zwykły, a co tam dopiero wielki, to są poważne oszczędności! Nie wolno go trzymać w szafie! Należy go dać wszystkim mieszkańcom PeGeeRu co spowoduje realne i olbrzymie oszczędności, co z kolei spowoduje, że za zaoszczędzone w ten sposób środki będzie można zrealizować rozliczne i konieczne cele, tylko jeszcze nie wiem jakie – jak widać Paweł Błazen, nawet w chwili wzburzenia potrafił zachować trzeźwość umysłu, który już wiele lat temu poświęcił w służbie PeGeeRowi i jego mieszkańcom.

– Co ty bredzisz? – niestety Jasio Pieski tego nie docenił. – Nie Wielki Post mam w szafie tylko włosiennicę pokutną, którą właśnie mam zamiar włożyć i wyjść na ulicę, żeby tym znakiem pokory wyznać, iż zbłądziłem strasznie.

Paweł Błazen wzruszył na to tylko ramionami.

– Zrobisz jak zechcesz, ale moim zdaniem to jeszcze trochę za wcześnie na kampanię wyborczą…

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się