W wesołym PeGeErze (240)

Niektórzy twierdzą, że Lenin nie jest żywy. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma już PeGeErów. O święta naiwności! PeGeEry są i mają się świetnie. Tylko, że – tak jak krasnoludków – często ich nie zauważamy. Redakcja przybliży Czytelnikom życie jednego z nich. Podobieństwo do znanych osób, miejsc i faktów jest zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe.

PGR 240

Śliczna Pani Joasia nie usłyszała pukania do drzwi. Bo go nie było. Przewodniczący rady starszych nie miał zwyczaju pukania w drzwi.  Generalnie nie miał zwyczaju zauważania jakichkolwiek przeszkód na swojej drodze. Do obranego przez siebie celu parł prosto i  stanowczo. Tak też właśnie wkroczył do gabinetu. – Jestem! – zakomunikował Pani Joasi. – Widzę! – ta, w ramach rewanżu, także nie zaszczyciła go powitaniem. – Jasio jest? – przewodniczący był konkretny. – Nie ma – równie konkretna była Pani Joasia. – To zaczekam – przewodniczący spoczął na zydelku. Po tej krótkiej, acz treściwej, wymianie zdań między Śliczną Panią Joasią a przewodniczącym rady starszych Mariuszem Daciakiem, zapanowało milczenie. Przewodniczący nie lubił jednak milczenia. Trudno się zresztą temu dziwić, w milczeniu najłatwiej usłyszeć własne myśli. A po słuchać czegoś, co może zaskoczyć, przestraszyć, oszołomić?
– Wiosna przyszła – zakomunikował więc przewodniczący Ślicznej Pani Joasi, żeby coś zakomunikować. I mimo, że było to  najprawdziwszą i radosną prawdą, Pani Joasia nie zareagowała w żaden sposób. Jakby nie usłyszała. – Wiosna przyszła, a Jasio nie  przyszedł – kontynuował więc przewodniczący. I zamyślił się nad tą dziwną koincydencją. – Myślisz, że to przypadek? Pani Joasia nie zdążyła odpowiedzieć, do czego zresztą wcale się nie spieszyła. W tym bowiem momencie rozległo się pukanie do drzwi. – O, ktoś puka – zauważyła głośno dziewczyna, spojrzawszy wymownie na przewodniczącego Daciaka. Ktoś pukający, nie czekając na „proszę” wszedł do gabinetu. Prawie nie dał po sobie poznać, że nie jest do końca zadowolony z faktu, że przewodniczący rady starszych już tu jest. – Cześć – rzucił tak obojętnym tonem na jaki go było stać Paweł Błazen. Bo to właśnie on przestąpił próg. – Jest Jasio? – Nie ma – odpowiedział przewodniczący, choć to nie do niego skierowane było pytanie. – Ale wiosna przyszła! Właśnie tak tu z Panią Joasią rozmawiamy czy ma to jakiś związek z nieobecnością Jasia. Jak sądzisz? – zakończył swoją błyskotliwą wypowiedź pytaniem. Żeby znowu nie zostać zignorowanym. – Oczywiście, że nadejście wiosny ma ścisły związek z Jasiem! – tonem nadgorliwego ucznia odpowiedział Paweł Błazen. – Jasio już jakiś tydzień temu mówił mi, że z braku pieniędzy na muzeum i z braku pomysłu na jakiś pomnik, z chęcią wybudowałby, albo chociaż wyremontował jakąś ulicę. I nawet zlecił mi znalezienie takiej, którą by się dało w miarę szybko i w miarę  tanio zbudować. – I co znalazłeś? – zaciekawił się przewodniczący. Paweł Błazen uśmiechnął się triumfująco. – Znalazłem! Choć powiem ci w sekrecie, że łatwo nie było… – Taa? – zagaił przewodniczący nieco zdziwiony taką wylewnością prawej ręki Jasia Pieskiego.
– Naprawdę! Wydawać by się mogło, że to nie jest takie trudne. Sam przecież wiesz jak się jeździ po naszych ulicach… – Nie wiem, staram się nie jeździć – wszedł mu w słowo przewodniczący, który doszukał się złośliwej aluzji tam gdzie jej nie było. – I zupełnie nie
rozumiem twojej głupiej aluzji. Dobry rok już minął jak nikogo nie stuknąłem, ale ty ciągle musisz jakieś głupie aluzje robić… – Jak Boga kocham, że nawet nie pomyślałem – pod nieobecność Jasia, jego prawa ręka pozwoliła sobie na zgrzeszenie przeciw drugiemu przykazaniu. Przewodniczący rady starszych udał, że uwierzył. – Dobra, dobra, o czym to mówiliśmy? O jakichś drogach chyba – naprowadził rozmowę na bezpieczniejsze tory. – A tak! – Paweł Błazen znów się zapalił. – Że nie latwo było znaleźć coś do zrobienia! No bo jak już zacząłem szukać, to się okazało, że większość z tych dziurawych dróg nie bardzo się nadaje do robienia. – A to ciekawe – wtrącił przewodniczący. – Bardzo ciekawe! Bo ty nawet sobie nie wyobrażasz jak to jest trudno taką drogę zbudować albo chociaż wyremontować… – Trudniej niż prowadzić klub piłkarski? – Nieporównanie trudniej! – Paweł Błazen nie był delikatny. – Na budowanie
albo chociaż remontowanie dróg przede wszystkim potrzebne są pieniądze. – No nie gadaj! – przewodniczącego żywo zainteresował temat budownictwa. Chwilę pomyślawszy, znalazł jednak rozwiązanie. A przynajmniej tak mu się wydawało. – A Jasio nie może dać? Jak na klub… Paweł Błazen tylko się uśmiechnął. – Nie może, nie może. Bo to są nieporównanie większe pieniądze. To są niewyobrażalnie wielkie pieniądze! Przewodniczący znów się zamyślił. – Ale to powiedz mi w takim razie, jak to jest, że inni potrafią. Sam przecież widziałem, że czasem gdzieś tam jakąś drogę ktoś buduje. – No ja też widziałem – Błazen nie tracił zapału. – I nawet się zainteresowałem. Tu popytałem, tam popytałem i wiem skąd oni mają pieniądze. – Wal! – przewodniczący nie mógł już wytrzymać napięcia. – Dofinansowanie dostają – Paweł Błazen ściszył głos zdając sobie sprawę, że zdradza największą tajemnicę. – O cholera! Cwaniaki! – No! Przewodniczący znów się zamyślił. – Ty, czekaj. Bo tak sobie właśnie pomyślałem… A my nie moglibyśmy też tak.
Paweł Błazen zrobił poważną minę. – Też o tym pomyślałem. Ale niestety. Jasio zakazał. – Jak to zakazał? – Normalnie. Powiedział, żeby broń Boże, żadnych pieniędzy nie brać. Ani w reklamówkach, ani w przelewach, wcale. Żadnych. – Słusznie – przytaknął przewodniczący. By znów się zamyślić. I po chwili spojrzeć na Pawła Błazna podejrzliwie. – Ale zaraz, zaraz. To w takim razie wytłumacz mi proszę, z czego tak się cieszysz. Paweł Błazen może by i odpowiedział. Gdyby nie to, że w tym właśnie momencie drzwi otworzyły się i stanął w nich Jasio Pieski. – Cześć – rzucił od drzwi i od razu, widząc swoją prawą rękę, przeszedł do rzeczy. – Dobrze że jesteś. Znalazłeś, jak prosiłem, jakąś drogę, którą by można tanio i szybko zrobić? – Znalazłem! – Paweł Błazen mało nie pękł z dumy.
– Słucham, co to za droga? – Droga Krzyżowa!…

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się