W wesołym PeGeErze (238)

Niektórzy twierdzą, że Lenin nie jest żywy. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma już PeGeErów. O święta naiwności! PeGeEry są i mają się świetnie. Tylko, że – tak jak krasnoludków – często ich nie zauważamy. Redakcja przybliży Czytelnikom życie jednego z nich. Podobieństwo do znanych osób, miejsc i faktów jest zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe.

PGR 238

Jasio Pieski wszedł do gabinetu dziarskim krokiem.
– Zaprawdę powiadam ci, iż witam cię – rzucił do Ślicznej Pani Joasi.
Ta szybko podniosła głowę znad ważnego urzędowego pisma.
– O, widzę, że jesteś dziś w dobrym humorze – wywnioskowała to z formy przywitania. – Też pewnie już czujesz, że to już koniec z tymi mrozami, śnieżycami, zamieciami i gołoledziami – Pani Joasia uśmiechnęła się promiennie.
– Proszę mi tu nie mówić o żadnych gołych lędźwiach! – huknął Jasio na Panią Joasię, która właśnie zrozumiała, że pomyliła się w ocenie nastroju swojego szefa.
– Że co? – mimo to sprowokowała jego kolejny wybuch.
Jasio mimo, że był wyraźnie wzburzony zdobył się na ciętą i inteligentną ripostę.
– Że pstro! – huknął jeszcze głośniej. Dość głośno, żeby zagłuszyć rozlegające się pukanie do drzwi.
Po chwili krępującej ciszy obrażona nieco na Jasia Pani Joasia i zły na nią Jasio zobaczyli jak drzwi do gabinetu otwierają się i staje w nich przewodniczący rady starszych.
– Jak się wchodzi to się puka! – krzyknął na niego Jasio Pieski. By dopiero po chwili uzmysłowić sobie, że nie zapanował nad sobą. – Znaczy się uderza się lekko zgiętym palcem w płaszczyznę drzwi – poprawił się.
– Pukałem! – przewodniczący rady starszych, także skołowany nieco zaistniałą sytuacją. również nie zapanował nad swoim językiem. – To znaczy uderzałem lekko zgiętym palce w płaszczyznę drzwi. Jak Boga kocham! – tym ostatnim pogrążył się zupełnie. Przy okazji wciągając w otchłań zła Jasia Pieskiego, który, zupełnie już wyprowadzony z równowagi, krzyknął.
– Jezus Maria, co ja się z wami mam!
O ile wcześniejsza cisza była kłopotliwa, to od tej, która teraz zapanowała w gabinecie, wiało grozą, chłodem i zapachem siarki.
– Czy ty aby właśnie nie zgrzeszyłeś przeciw drugiemu przykazaniu? – przerwała ją Śliczna Pani Joasia, w którą najprawdopodobniej wtargnął właśnie jakiś zły duch. Nie dało się bowiem inaczej wytłumaczyć jej niebotycznej bezczelności. Jasio przyjął jednak jej słowa z największą pokorą.
– Tak, zgrzeszyłem – schylił głowę. – Jestem tylko słabym człowiekiem i uległem. Ale to przez was! – wskazał palcem na Panią Joasię i przewodniczącego Daciaka.
Ci spojrzeli po sobie. Nie bardzo rozumiejąc swoje winy. Wyjątkowo dziś śmiała, momentami bezczelna, Pani Joasia nie omieszkała powiedzieć tego głośno.
– Nie rozumiem.
– Ja też! – dżentelmeńsko stanął moralnie przy dziewczynie przewodniczący.
Oboje wiedzieli, że Jasio może eksplodować, ale też oboje pamiętali jak właśnie on często powtarza, że tylko prawda ich wyzwoli. I słusznie pokładali ufność w tej dewizie swojego pryncypała. Jasio nie wybuchł bowiem, tylko spokojnie, po ojcowsku, wytłumaczył. Wprawdzie pytaniem, ale za to jasno i logicznie.
– A kto mówił o pukaniu i gołych lędźwiach?
Pani Joasia i przewodniczący znów spojrzeli po sobie. Tym razem palmę pierwszeństwa w odwadze ujął w swoje ręce przewodniczący Daciak.
– Ja nie mówiłem o pukaniu! To ty mówiłeś o pukaniu, pozwól, że zacytuję: „Jak się wchodzi to się puka!”
– Tak powiedziałeś. Słyszałam! – tym razem to Pani Joasia stanęła moralnie przy przewodniczącym.
Jasio poczerwieniał. Ale znów się opanował.
– Owszem, powiedziałem. Ale tylko dlatego, że wiem, że ty pukasz! Nie przerywaj mi! – wrzasnął uprzedzając przewodniczącego, który już otwierał usta, żeby coś powiedzieć. Przecież wiesz, że należy lekko uderzać zgiętym palcem w płaszczyznę drzwi. Tak należy! A nie pukać! Pukanie jest obrzydliwym słowem, które przywieść może na myśl złą myśl, a nawet myśl brudną i wszeteczną, a nawet…
– Czy ty aby nie przesadzasz? – przerwała mu Śliczna Pani Joasia. I od razu pożałowała.
– Milcz zepsuta kobieto! – huknął na dziewczynę Jasio. – Ja przesadzam?! A kto mi na przywitanie zaczął opowiadać o gołych lędźwiach?!
Pani Joasia okazała się odporna na krzyki Jasia.
– Ja mówiłam o gołoledzi. A jak ty słyszysz, to co słyszysz, to już jest twój problem.
– Tak, tak – przytaknął jej przewodniczący. – Ja też nie pukałem!
Jasio Pieski westchnął ciężko. Nieoczekiwanie zmienił ton.
– Moi drodzy – na łagodny, wręcz aksamitny. – Ja rozumiem, że wy nawet nie zdajecie sobie sprawy jakiego zepsucia i deprawacji się dopuszczacie z pozoru drobnym przejęzyczeniem albo, jak w twoim przypadku, mój drogi przyjacielu, słowem dwuznacznie wyuzdanym.
– No chyba sobie nie zdajemy – powiedziała Pani Joasia, a przewodniczący w tej samej chwili podrapał się w głowę, co mniej więcej znaczyło to samo.
– No właśnie – Jasio uśmiechnął się łagodnie. – A on właśnie tak działa. Skrycie, sprytnie i perfidnie. Tak, że nawet jego ofiara nie zdaje sobie sprawy, że stała się jego ofiarą i nieświadomie dalej przekazuje dalej zepsucie i zdeprawowanie.
Przewodniczący znów podrapał się w głowę.
– On, znaczy kto? – Pani Joasia wiedziała, że tylko prawda ją wyzwoli. I nie pragnęła niczego innego niż poznanie jej.
– No oczywiście, że gender!
Pani Joasia i przewodniczący zamarli. Przez dłuższą chwilę milczeli. W końcu odezwał się przewodniczący. Drżącym głosem zapytał.
– Ale czy my już jesteśmy całkiem zapsuci, czy możemy się jeszcze jakoś bronić?
– Nie możecie! – huknął Jasio Pieski.
Serca Pani Joasi i przewodniczącego stanęły. Na szczęście tylko na krótką chwilę. Jasio dokończył bowiem myśl.
– Nie możecie! Musicie! Tylko trzeba zachować żelazną dyscyplinę i czujność! Zachowacie?
– Zachowamy! – odkrzyknęli.
– I słusznie. Czujność jest konieczna. Zwłaszcza teraz, kiedy wszyscy, wspólnymi siłami, musimy przygotować się do reerekcji.
Po ostatnim słowie znów zapadła śmiertelnie poważna cisza. Pani Joasia i przewodniczący czuli, że lecą w otchłań bez dna. I lecieli by nie wiadomo jak długo, gdyby nie wyrwał ich już niemal z otchłani głos Jasia.
– Sami słyszeliście jaki przebiegły!

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się