W szkole rozmawialiśmy

W szkole rozmawialiśmy z kolegami o wojnach i zaciekawiło nas, jak to było podczas drugiej wojny światowej. Moi koledzy opowiadali różne ciekawe historie, które gdzieś słyszeli lub o których gdzieś przeczytali. Ja mało o tym wiedziałem, więc nie chciałem zbytnio się wypowiadać. Kiedy wróciłem do domu postanowiłem, że porozmawiam z tatą o tym, jak to było podczas wojny.

– Tato, czy możesz mi coś opowiedzieć o wojnie? Tej drugiej – zapytałem taty.

Popatrzył na mnie, usiedliśmy na kanapie i wtedy tata zaczął mi opowiadać.

– Wojna zaczęła się w 1939 roku 1 września od ataku Niemców na Polskę…- opowiadał tata.

Mówił długo, ale dalej byłem ciekawy, jak to było. Jak ludzie żyli, gdy była wojna? Tata widział, że nadal chciałbym wiedzieć więcej.

– Jest jedna osoba, która może tobie opowiedzieć o tym, jak wyglądało życie ludzi podczas wojny – oznajmił mi tata.

– Tak? Kto, tato, powiedz? – pytałem z ciekawością.

– Twoja prababcia Genia – powiedział tata.

– Prababcia? Ale czy ona pamięta to? – dopytywałem.

– Oj, synku. Prababcia ma 95 lat, więc na pewno pamięta wojnę. Miała 17 lat, jak wybuchła, więc na pewno pamięta, jak się żyło – wytłumaczył mi tata.

– Masz rację, tato – odpowiedziałem.

– Jeśli chcesz, to możemy jutro pojechać do prababci i spróbujemy zapytać jej o to, co cię ciekawi – powiedział.

Następnego dnia po szkole wróciłem do domu, zjadłem obiad i razem z tatą pojechaliśmy do prababci Geni. Mieszka ona u mojej babci Wandy. Gdy przyjechaliśmy, przywitałem się z babcią i prababcią. Zrobiła nam herbatę i usiedliśmy wygodnie przy stole.

– Tata mówił, że chciałeś porozmawiać z prababcią, wnusiu – powiedziała babcia.

– Tak, babciu. Jestem ciekawy, jak wyglądało życie ludzi, w tamtych trudnych czasach podczas wojny – odpowiedziałem.

Prababcia siedziała w swoim fotelu, pijąc herbatę. Mimo swego wieku była bardzo pogodną i uśmiechniętą kobietą.

Usiadłem obok niej i zapytałem…

– Prababciu, pamiętasz może, jak żyliście, gdy nastał czas wojny? – grzecznie pytałem.

Uśmiechnęła się ciepło, wzięła mnie za rękę i zaczęła opowiadać cichym głosem.

– Mieszkaliśmy na wsi, jak wybuchła wojna, więc początek nie był taki straszny. Nadal żyliśmy prawie tak, jak wcześniej. Lecz w miarę upływu miesięcy sytuacja zmieniała się, bo wojsko niemieckie docierało coraz dalej w głąb naszego kraju. Do najbliższego miasta mieliśmy kilkanaście kilometrów, więc staraliśmy się żyć normalnie. Ale wiedzieliśmy, że i do nas może dotrzeć. Miałam sześcioro rodzeństwa, byłam najstarsza z nich. Na wsi życie wyglądało jak teraz. Pracowaliśmy na polu, by mieć co jeść. Nie byliśmy bogaci, ale to co sami wyhodowaliśmy, starczało dla nas, by normalnie żyć. 

Mijały kolejne miesiące, wojna trwała a życie coraz bardziej było trudne. Wojska niemieckie dotarły i do naszej wsi, zabierały jedzenie i karały za próby obrony naszych domów. Nic nie mogliśmy zrobić. Ale w mieście ludzie mieli gorzej, tam brakowało jedzenia, ludzi łapali i wywozili daleko. Część mieszkańców uciekło z miasta na wieś, by jakoś przeżyć ten trudny czas. Któregoś razu w naszej wsi pojawiła się rodzina: dwoje dorosłych i dwoje dzieci. Widać było, że uciekają gdzieś, bo mieli przy sobie walizki. Szukali schronienia na noc i chwili odpoczynku. Ludzie bali się obcych, bo ukrywanie kogokolwiek było karane śmiercią. Mój tata nie bał się i zaprosił tych ludzi na noc do naszego domu. Okazało się, że to była rodzina żydowska. A Niemcy wywozili Żydów i zabijali ich.

– Ale jak to? Czemu zabijali Żydów? – przerywając, zapytałem przerażona.

– Wnusiu, Adolf Hitler, przywódca Niemców, rozkazał, żeby wszystkich Żydów zabić. Tak, nas Polaków też zginęło bardzo dużo. Ale to od nich zaczęli wywożenie do obozów pracy. Ale wróćmy do tego czasu, kiedy pojawiła się ta rodzina Żydów u nas. Mój ojciec zaprosił ich, by odpoczęli w naszym domu, by zjedli i mogli odetchnąć chwilę przed dalszą drogą. Moja mama poczęstowała gości tym, co mieliśmy. Oni opowiadali nam, że uciekają już parę dni przed wojskiem niemieckim. Mówili nam, jak jest w mieście, że tam Niemcy nie dają ludziom normalnie żyć. Mieszkańcy nie mają co jeść, bo Niemcy zabierają wszystko dla siebie.

Słuchaliśmy opowieści o życiu w mieście, jak tam ludzie walczą nie tylko z Niemcami, ale i z głodem, i strachem przed kolejnym dniem. By nikt nie znalazł rodziny, tata zaprowadził gości do stodoły, gdzie leżało siano. Tata rozgarnął je, a mama przyniosła pierzyny, by mieli ciepło i wygodnie w nocy. Gdy goście już się położyli, tata przykrył ich sianem tak, by nie było widać nikogo. A my poszliśmy spać. Pamiętam, że ojciec całą noc czuwał, by nic złego nie stało się naszym gościom. Rano zaprosiliśmy rodzinę na śniadanie, a potem, żeby nikt nie widział żydowskiej rodziny, tata zaprzągł konia do wozu i poprosił, by wsiedli, i położyli się na wozie. Przykrył ich sianem i pojechał. Nie było go godzinę, może dwie. Bardzo się baliśmy, że może Niemcy złapali tatę i znaleźli Żydów, których ukrywał. Ale wrócił.

Powiedział, że zawiózł ich daleko stąd, tam znajdą schronienie.

– Twój tata był bardzo odważny. Ja bym się bał tak zrobić – powiedziałem do prababci.

– Tak, wnusiu, to był bardzo dzielny człowiek. Nie tylko tym jednym ludziom pomógł, ryzykując życie.

– Naprawdę? A co jeszcze zrobił twój tata? Proszę opowiedz mi – prosiłem bardzo.

– Synku, prababcia pewnie jest już zmęczona. Może innym razem opowie tobie. Teraz już może pojedziemy do domu – oznajmił mi tata.

– Oj nie. Mogę opowiedzieć małemu – uśmiechnęła się do mnie prababcia.

– Kiedy ojciec pomógł rodzinie żydowskiej długo rozmawiał z mamą. To, co mówili o tym, że ludzie w mieście głodują, że nie mają co jeść, bardzo poruszyło tatę. Postanowił, że postaramy się pomóc, może nie wszystkim, ale nawet jeśli kilku osobom, to już i tak będzie dużo.

– A jak chciał to zrobić twój tata? Przecież mógł zginąć, jeśli Niemcy by go złapali – dopytywałem.

– Tak, masz rację. To było bardzo niebezpieczne. Mama nie chciała go puścić, ale ojciec chciał pomóc tym biednym ludziom. Postanowił, że wyruszą przez las wozem z workami ziemniaków, wezmą trochę mięsa i chleby, które sami piekli, no i owoce z sadu. Pomagało mu jeszcze parę osób ze wsi. Pierwszy raz ojciec wyruszył nocą, tak, by nikt ich nie widział. Wozem pojechali przez las, a potem mieli przeprawić się przez rzekę. Nie było ich dwa dni. Mama co noc wyglądała, czy ich nie widać. Modliła się, żeby wrócili szczęśliwi. Gdy ojciec wrócił, opowiedział nam, co udało im się zrobić komu pomóc. Mówił, że jedzenie trafiło do rodzin, które mają dużo dzieci i do starszych osób. Opowiadał, że musieli chować się po piwnicach, by Niemcy ich nie znaleźli. Po tygodniu pojechali jeszcze raz, by zawieźć kolejną partię jedzenia. Mijały dwa dni, gdy nie było go. Ale wrócili wszyscy. O tym, co robił mój ojciec, dowiedzieli się ludzie z następnych wiosek. Wszyscy chcieli pomagać. Już nie jeden wóz, ale dwa ruszyły z jedzeniem. Trwało to parę miesięcy, najgorzej było zimą, bo mróz był bardzo duży, nie mogli też się dobrze schować. Ale starali się pomagać ludziom w mieście, tak jak mogli. My z mamą szyłyśmy ciepłe rzeczy, by mogli przeżyć te trudne dni. Niestety, któregoś razu ojciec nie wrócił do domu. Powiedzieli, że został zabity, gdy uciekał przed Niemcami.

– Przykro mi bardzo. Ale był bardzo dzielny – powiedziałem ze smutkiem.

– Masz rację, był bardzo dzielny. – Ze łzami w oczach powiedziała prababcia, tuląc mnie do siebie. Ale jego śmierć nie poszła na marne, bo zaczął coś, co trwało jeszcze długo. Ludzie pomagali sobie w tych trudnych czasach. Trzymaliśmy się razem, bo tylko tak mogliśmy przeżyć tę wojnę.

Patrzyłem na prababcię, zamyśliła się tak, jakby wróciła do tamtych czasów.

– Dziękuję bardzo, że opowiedziałaś mi o tym, jak wyglądało życie w tym trudnym czasie. Podziękowałem babci.

Mocno ją przytuliłem i pocałowałem. Gdy wróciliśmy do domu, długo myślałem przed snem o tym, co powiedziała mi prababcia. Zrozumiałem, że ludzie walczyli nie tylko z pistoletem w ręku, ale walczyli, pomagając innym. Tak samo narażając swoje życie. Teraz mogę z dumą opowiedzieć chłopakom o tym, czego się dowiedziałem. Jestem dumny, że kiedyś moja rodzina walczyła o to, bym ja teraz żył normalnie.  

Kacper Murawski kl. IV

Szkoła Podstawowa nr 6 im. Orła Białego w Ostrołęce 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się