Udało się!

kleczkowski_2Po wielu moich interpelacjach, wystąpieniach na sesji, publikacjach i wypowiedziach w lokalnych mediach miasto wreszcie poszło po rozum do głowy. Wydaje się wprost niemożliwe, ale ratusz praktycznie zrezygnował z budowy Muzeum Żołnierzy Wyklętych.

Wydatki na muzeum z zapowiadanych 32 mln zł zostaną zredukowane do zaledwie 124,6 tys. zł czyli ponad 250 razy mniej. Przypomnę, że w czerwcu podczas sesji rady miasta, publicznie wezwałem prezydenta Ostrołęki do rezygnacji z budowy Muzeum Żołnierzy Wyklętych w budynku po areszcie śledczym przy ul. Traugutta. I w końcu się udało.

Dodam, że według pierwotnych założeń ratusza budowa ostrołęckiego muzeum miała być „istotnym ośrodkiem życia kulturalnego w Polsce”. Urząd miasta bezskutecznie ubiegał się o środki z tzw. funduszy norweskich na budowę muzeum. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odrzuciło wniosek nie pozostawiając na pomyśle prezydenta Ostrołęki suchej nitki. Uznano za zerową „potrzebę realizacji projektu, ważność z punktu widzenia polityki kulturalnej państwa” i także na zero oceniono „aspekt społeczny”. Niepotrzebne wydano publiczne środki na wniosek za blisko 25 tys. zł, skoro taki sam mogli przygotować pracownicy urzędu miasta. Prezydent Janusz Kotowski wraz z wiceprezydentem Pawłem Stańczykiem polecieli za publiczne pieniądze nawet do Norwegii, aby zdobyć kilka punktów do wniosku. Jak się okazało, nie przyniosło to żadnego rezultatu, bo i przynieść oczywiście nie mogło. Sam projekt architektoniczny muzeum kosztował kolejne 68,8 tys. zł. Od początku mówiłem, że to pieniądze wyrzucone w błoto, ale na szczęście urząd miasta w porę się opamiętał.

Teraz z innej beczki, ale także dobra wiadomość. Zwróciłem się do prezydenta Ostrołęki z prośbą o przyspieszenie prac związanych z budową odcinka łączącego ul. Gorbatowa z ul. 11 Listopada. Jak doskonale wiemy dopiero po wybudowaniu ww. fragmentu, będzie można korzystać z alternatywnego ponad 1,5 km połączenia ul. Sienkiewicza z ul. 11 Listopada, co w znacznym stopniu przyczyni się do rozładowania korków w centrum miasta. Jak się okazało, już w przyszłym roku miasto będzie realizowało powyższy fragment. Przypomnę, że ratusz podzielił inwestycję na cztery części. Pierwszy odcinek tj. od ul. Sienkiewicza do ul. Poznańskiej został oddany do użytku już cztery lata temu. Potem kolejno mogliśmy korzystać z wydłużenia do ul. Goworowskiej, ostatnio do ul. Gorbatowa, a już za rok do ul. 11 Listopada.

Na koniec o starym basenie.  Miasto za ponad 4,1 mln zł zamierza sprzedać budynek przy ul. Piłsudskiego, tak aby m.in. zmniejszyć rosnący co roku deficyt (różnica pomiędzy tym co wpływa do budżetu, a tym co miasto wydaje). Dodam, że w tym roku deficyt planowany jest na rekordowym poziomie 33,5 mln zł (tyle więcej wydamy niż mamy w budżecie!). Pomysłów na zagospodarowanie starego basenu jest sporo. W Łomży po wybudowaniu nowego basenu, stary z powodzeniem funkcjonuje. Nie wszystkim korzystającym z aquaparku potrzebne są zjeżdżalnie i jacuzzi np. młodym sportowcom czy uprawiającym pływanie amatorsko. Nie ma także problemów z przerwami technologicznymi (prace konserwacyjne na basenach prowadzone są różnym czasie). Innym pomysłem jest stworzenie placówki kulturalnej dla mieszkańców z koncertami, wernisażami, spotkaniami teatralnymi itd. W Ostrołęce brakuje miejsc na tego typu wydarzenia. W związku z tym zwróciłem się do prezydenta o wstrzymanie sprzedaży starego basenu.

Przypomnę, że miasto 10 lat temu sprzedało budynek w Wojciechowicach po Wojewódzkim Ośrodku Kultury. Wcześniej było tam kino „Uśmiech” i odbywały się rewelacyjne imprezy. W latach 80-tych byłem w WDK na wielu wspaniałych koncertach m.in. na Budce Suflera czy Oddziale Zamkniętym. Dziś w tym miejscu mamy jedną z wielu „Biedronek”. Nie chciałbym, aby w miejscu gdzie jest obecnie stary basen, w niedługim czasie powstał market i to niezależnie jakiejkolwiek sieci. A wiemy doskonale, że historia lubi się powtarzać.

Maciej Kleczkowski

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.