Tak poszli pod prąd, że zaiskrzyło w Argentynie [ZDJĘCIA, WIDEO]

Zbigniew Mądry napisał o nich na YouTube, że ich muzyka jest magiczna. Przebojem wdarli się na YouTube. Konsekwentnie udowadniają, że muzyka ludowa jest atrakcyjna dla młodych. Jak zagrają, to aż chce się skakać. I jak się nie porozjeżdżają po Polsce, albo nie pokłócą, to na pewno  za parę lat  będą sławni.

Sobotnie Granie w obecnym składzie to:  Sebastian Zapadka, Karolina Zapadka, Agnieszka Samsel, Paulina Samsel, Mateusz Samsel, Dominik Koziatek, Jan Karczewski i Julia Samsel    |     Fot. Adam Wołosz

W podstawowym składzie jest ich ośmioro. Dziewczyny śpiewają, choć jedna gra na skrzypcach. Chłopaki grają, choć i zaśpiewać im się zdarzy. I jest coś niezwykłego w ich wykonaniu kurpiowskiej muzyki. Dwa akordeony jak by gadały ze sobą, a. próbuje przekrzyczeć je trąbka. w końcu wszystkich godzi wielki bęben, który ma taką moc, że wzbudza falę uderzeniową w powietrzu. Przy tym akompaniamencie dziewczyny śpiewają nie bojąc się rywalizować z orkiestrą i uwagę słuchacza – dynamicznie i ekspresyjnie, choć unisono,  Wszyscy razem nazywają się: Kapela Młodych Sobotnie  Granie. Jeżeli jeszcze o nich nie słyszeliście, to na pewno usłyszycie.

Zatrzęśli krzokami i poruszyli pnioki

Na rozdaniu „Kurpików” 20 lutego w Ostrołęce zagrali w swoim stylu. Tak, że choć Kurpie to naród zawzięty i nieskory do zmian, występ Sobotniego Grania wzbudził powszechny aplauz, a wiceprezeska Związku Kurpiów Iwona Choroszewska-Zyśk ogłosiła, że zostaje ich wierną fanką. Nie ona jedna zresztą.

 

Sobotnie Granie to młoda kapela ludowa z Bandyś. W przeciwieństwie do rówieśników nie chcą rymować w poetyce hip hopu, nie grają rocka, nie sięgnęli po disco polo. Grają oberki, polki i trempane. Śpiewają pieśni – i leśne, i “skocne”.  

Kiedy kilka lat temu Stowarzyszenie Trójwiejska zaczęło organizować na Kurpiach spotkania dla przyjezdnych w trakcie których starsi, miejscowi śpiewacy uczyli ich kurpiowskich melodii,wtedy  przy starszych zaczęli pojawiać się młodzi – dzieci wręcz, ciekawe świata. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się spotkania w Bandysiach w gminie Czarnia. Nazwano je Kurpiograniem. Najpierw młodzi podglądali te spotkania przez okna, potem zaczęli wchodzić do środka. Niejednokrotnie w grupie seniorów byli także dziadkowie młodych muzyków.

Z czasem Kurpiogrania zaczęły się odbywać coraz rzadziej, a sami organizatorzy zauważyli, że ich formuła nie do końca się sprawdza. Przyjezdni z innych części Polski przyjeżdżali na Kurpie na kilka dni, na tydzień, uczyli się śpiewu, melodii, słuchali o tradycjach grania ale potem wyjeżdżali, a w Bandysiach znów było jak od kilku lat. Gdyby nie młodzi z Sobotniego Grania i Katarzyna Huzarska ze Stowarzyszenia Trójwiejska, która sformowała z nich kapelę, pewnie do dziś niewiele by się zmieniło.

Bo to mniej nudne niż radio z krótką playlistą

Skąd u młodych ludzi, którzy mają niewątpliwy talent muzyczny zainteresowanie muzyką ludową? – To było coś innego. Ciągle słyszymy tylko te gatunki muzyczne, które puszczane są w radiu czy internecie a tych starszych, które śpiewali nasi dziadkowie nie znaliśmy – mówi Sebastian Zapadka z Bandyś, który jako jeden z pierwszych dołączył do Kurpiogrania.

Fot. Adam Wołosz

Pierwsi członkowie kapeli nie byli laikami. Na pierwsze spotkania przyszli z własnymi instrumentami, na których już grali. Niektórzy dzięki kapeli rozwinęli swoje umiejętności.

Umiejętności, które przejęli od dziadków. W wielu rodzinach na Kurpiach tradycje muzykowania są wciąż żywe i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Tak jest w przypadku Janka Karczewskiego, który bardzo wzoruje się na swoim pradziadku – Bolesławie Karczewskim, znanym na Kurpiach, jeszcze przedwojennym muzykancie.

Pradziadek – wirtuoz nie do ogarnięcia

Bolesław Karczewski urodził się w 1916 roku w Łęgu Starościńskim. Od najmłodszych lat grał. Z przekazów rodzinnych wiadomo, że był samoukiem. Nikt wcześniej wśród jego bliskich nie opanował gry na żadnym instrumencie – ani ojciec ani bracia. Do grania zaangażował innych muzyków. Przed wojną skład jego kapeli wyglądał następująco: dwie harmonie, bęben, bębenek obręczowy i skrzypce. Skrzypek przyjeżdżał aż z Kurpi Białych, niejaki Zyśk, bo na Kurpiach skrzypka nie było. W takim składzie grali bardzo długo.

Kiedy przyszła wojna, muzykę trzeba było odłożyć. Po wojnie, do kapeli dołączył syn Bolesława – Mieczysław. Na początku grał na kornecie potem na saksofonie. Po wojnie na Kurpiach zaczęły się pojawiać instrumenty dęte. Potem Bolesław douczył grać jeszcze swoich dwóch bratanków. Wtedy kapela wyglądała następująco: Bolesław Karczewski – harmonia pedałowa, Mieczysław Karczewski – saksofon, Edward Karczewski – trąbka, Henryk Karczewski – perkusja. Bolesław grał na harmonii pedałowej niemal do śmierci. Kiedy już nie domagał, prosił najbliższych, żeby tylko go posadzić przy harmonii i grał.

– W rodzinie Karczewskich krąży taka opowieść, że mój pradziadek Bolesław kładł głowę i grał, taką miał technikę. Żeby rozszyfrować jego oberka, to chyba trzeba by było skorzystać z jakiegoś specjalnego programu. Wszystko zwolnić, na spokojnie przesłuchać, bo on bardzo zawijał – wspomina Janek.

Trzymał kasetę jak skarb – do śmierci

Janek grę pradziadka zna tylko ze starych nagrań na kasetach. Dostał je od dziadka Mieczysława Próbuje odtworzyć dawne rodzinne melodie. Niedawno otrzymał trzecią kasetę. Zmarł jeden z nestorów rodu Karczewskich, który ją posiadał.

–  On jeszcze za życia mówił, że ma coś nagrane. Ale za życia nie chciał nam dać, bo mówił że zabierzemy. Kiedy zmarł poprosiłem jego wnuczkę, żeby mi tę kasetę wyniosła i tam faktycznie było tam kilka nagrań –  mówi Janek.

Fot. Adam Wołosz

Dziś już nie trzeba robić podchodów po kasetę skrywaną przed światem przez dziadka. Internet daje nieograniczone możliwości. Pod jednym z nagrań potańcówki w Bandysiach, pojawił się komentarz; “Brawo młodzi! Pozdrowienia z Argentyny”. Pozdrowienia z Argentyny ktoś wyraził w języku… chorwackim.

Akademia śpiewu krzyczanego

Skarbnicą wiedzy o kurpiowskich pieśniach są kobiety z Bandyś. Od nich dziewczyny uczą się śpiewu specjalną techniką krzyczaną. Niewiele zespołów, nawet na Kurpiach potrafi się nią dobrze posługiwać. W Sobotnim Graniu brzmi naturalnie, jakby młode Kurpianki robiły to od lat. Młodzi szukają też innych śpiewaków i muzykantów na Kurpiach.

– Odszukujemy dawnych śpiewaków, tych dobrych i od nich się uczymy, spisujemy ze starych zeszytów, skanujemy. Szukamy ich też w śpiewniku księdza Skierkowskiego, po nazwisku. Tam sporo tego jest, a to szczególnie pomocne przy osobach, które nie żyją. To, że te pieśni są zebrane bardzo nam pomaga – mówi  Sebastian Zapadka.

 

Szlaki do rozpowszechniania kurpiowskiej muzyki w show biznesie przeciera im między innymi Genowefa Lenarcik, która w 2016 roku nagrała ze znanym instrumentalistą Raphaelem Rogińskim płytę „Żywizna”, z tradycyjnymi pieśniami kurpiowskimi, które poznała dzięki swojemu ojcu, Stanisławowi Brzozowemu. Nie wszystkim Kurpiom podoba się jednak to co robią dzisiejsi muzykanci, a zwłaszcza ich eksperymenty nie pozwalające na ortodoksyjne trzymanie się tradycji.

Niechętni strażnicy tradycji

– Chodzi o to, żeby ta muzyka przetrwała – przyznaje szczerze Janek. – Nie ważne w jaki sposób, czy to zagra chór, orkiestra, czy to zagramy my w taki tradycyjny sposób, czy z gitarą, w atmosferze bluesa, rocka. Chodzi o to, żeby przetrwały melodie i słowa. Bo tego zmienić się nie da. Sposób wykonania owszem  będzie inny. Uważam jednak, że nie ma co tego krytykować. Tylko, że na Kurpiach jest taka zawziętość niestety. Ci starsi często krytykują. Po cichu powiemy, że i do nas są takie zarzuty, że nie gramy typowo po kurpiowsku. Człowiek się musi rozwijać, nie może być zacofany. To nie znaczy, że kiedyś źle grali, albo grali wszyscy tak samo, bo nie. Mieli rozpisane wszystko. Trzeba czerpać inspiracje z dobrych, a nie ze złych.

Sobotnie Granie w obecnym składzie, czyli Sebastian Zapadka, Karolina Zapadka, Agnieszka Samsel, Paulina Samsel, Mateusz Samsel, Dominik Koziatek, Jan Karczewski i Julia Samsel gra od czerwca 2016 roku. Wówczas po raz pierwszy wystąpili na dużym przeglądzie – Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym.

Na co dzień łatwo nie jest. Zwłaszcza, żeby zbierać się regularnie na próby, bo muzykanci nie są tylko Bandyś. Janek mieszka w Łęgu Przedmiejskim pod Ostrołęką, Dominik Koziatek jest z Kuczyńskich w gminie Kadzidło, a Julia Samsel z Czarni.

Wasza muzyka, nasze słowa. Albo odwrotnie…

Ale jest też siła w tym geograficznym rozrzucie. Choć wszystkie te miejscowości są położone na Kurpiach Zielonych, a niektóre nawet w bliskiej odległości, w muzyce pojawiają się różnice – w słowach, w melodii, sposobie wykonania. Na próbach często więc idą na kompromis – twoja melodia, nasze słowa. Ćwiczą długo, żeby osiągnąć efekt który ich zadowoli, a słuchaczy zachwyci.

Teraz stopień trudności wzrósł jeszcze bardziej. Do zespołu dołączył Dominik Koziatek, który gra na trąbce. Do tej pory swój talent wykorzystywał w orkiestrze kościelnej. Kiedy trafił do jednej klasy w szkole średniej z Jankiem Karczewskim, Dominik zasilił Sobotnie Granie. Pozostali muzycy zauważają, że trąbka dodała zespołowi kolorytu i charakterystycznego brzmienia. Niełatwe jest jednak zgranie ze sobą akordeonów, harmonii pedałowej, śpiewu, skrzypiec i trąbki.

Z pasji młodych cieszą się mieszkańcy Bandyś. Wreszcie, po kilkudziesięciu latach ma im kto przygrywać do tańca podczas wiejskich potańcówek. I nie muszą już słuchać disco polo.

– W tym roku chcielibyśmy odtworzyć takie potańcówki jak były kiedyś – mówi Julia Samsel – W jak największym gronie. Dużo o to dba nasza opiekunka. Kiedyś to nie wyglądało tak, jak my dzisiaj gramy. Te piosenki, które mamy w repertuarze były grane do śpiewu, a do tańca polki i oberki. Chodziło o to, że im lepszy muzykant tym musiał więcej tych polek, oberków grać. A to nie jest takie łatwe. Nie każdy potrafił podołać. Im dłużej mógł  grać, tym był lepszy. Pani Kasia zauważyła, że te melodie, które kobiety śpiewały w przerwie, bo muzykant musiał odpocząć, one są taneczne. I my próbujemy też to odtworzyć.

Nim zagrali do tańca, musieli posklejać parkiet

Salę wynajmują od sołtysa Bandyś, który sam świetnie się bawi na takich spotkaniach. To budynek po starej szkole. Drewniany. Z klimatem. Młodzi muzykanci sami posklejali do kupy stary drewniany parkiet, żeby można było tańczyć. Atmosfery dodają stare piece kaflowe.

Na potańcówki w Bandysiach najczęściej przychodzą starsi. Na razie nie przychodzą, bo jest Wielki Post, Ale gdy przychodzą, to słuchając wspominają czasy swojej młodości, kiedy to oni grali i śpiewali. Ale Sobotnie Granie zaraża też rówieśników, którzy dołączają się do grania i tańców.

O Sobotnim Graniu na Kurpiach i w Ostrołęce wiadomo niewiele. W października 2016 roku w ramach cyklu „Dzika muzyka” film dokumentalny o kapeli z Bandyś nagrała Telewizja Polska (do zobaczenia bezpłatnie na VOD). Byli również gośćmi Miejskiej Biblioteki Publicznej w Ostrołęce. W czerwcu znów będą reprezentować Kurpie podczas  Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym.

Anna Siudak

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.