Tajemnicza wizyta prezydentów Ostrołęki w Norwegii

kleczkowski_2Pod koniec września ub. roku prezydent Janusz Kotowski i wiceprezydent Paweł Stańczyk wzięli służbową delegację i udali się Norwegii. Podróż za blisko 2 tys. zł odbyła się na koszt miasta, a  związana była z… budową Muzeum Żołnierzy Wyklętych.

O podróży oczywiście dotychczas nikt z opinii publicznej nie słyszał. Ale zacznijmy od początku.  Prezydent przedstawił radnym sprawozdanie z wykonania budżetu za ub. rok. Jednym z wydatków były podróże służbowe miejskich urzędników. Na podróże krajowe wydano 34,2 tys. zł, a na zagraniczne 19,2 tys. zł. W związku z tym złożyłem interpelację i poprosiłem o szczegółowe wyjaśnienia. Odpowiedź nadeszła po dwóch tygodniach, że wykaz delegacji jest do wglądu u jednego z pracowników ratusza. Z zaproszenia oczywiście skorzystałem. Szczególną uwagę zwróciłem na wyjazdy zagraniczne. O ile podróże do miast partnerskich jak najbardziej rozumiem, to tym bardziej byłem zaskoczony wyjazdem do Norwegii. Z wykazu wynika, że prezydent Janusz Kotowski i wiceprezydent Paweł Stańczyk od 26 do 28 września byli w delegacji służbowej w Norwegii. Jako cel podano jedynie lakoniczną informację: „podpisanie umowy partnerskiej”. Koszt wyjazdu to blisko 2 tys. zł (dokładnie 1.153,77 zł – prezydent Janusz Kotowski i 793,21 zł – wiceprezydent Paweł Stańczyk). Przy okazji przypomnę miasta partnerskie: Meppen (Niemcy), Mosty (Białoruś), Alytus (Litwa), Cafelandia (Brazylia), Balassagyarmat (Węgry), Pryluky (Ukraina) i Slavkov u Brna (Czechy). Tak więc żadna z miejscowości nie leży w Norwegii.

W sprawozdaniu z działalności prezydenta Ostrołęki z września ub. roku też nie ma najmniejszej wzmianki o podróży do Norwegii. 26 września, a więc bezpośrednio przed podróżą, odbyła się sesja rady miasta. Prezydent o podróży do Skandynawii nie wspomniał na sesji ani słowem.

Aby poznać cel wyjazdu i korzyści płynące dla miasta wynikające z podpisania umowy partnerskiej udałem się z pytaniami na komisję kultury narodowej i promocji. Żadnych konkretnych odpowiedzi nie uzyskałem, gdyż nie pojawił się na niej żaden z trójki prezydentów. Dowiedziałem się jedynie, że wyjazd do Norwegii był związany z pozyskaniem tzw. funduszy norweskich w związku z budową Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Odpowiedź niezwykle pokrętna, gdyż fundusze norweskie przyznawane są przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To tak jakby po środki unijne trzeba było jeździć, aż do Brukseli (decyzje zapadają oczywiście w Warszawie).

Przypomnę, że miasto zawarło we wrześniu ub. roku umowę za 24,6 tys. zł z kancelarią prawną z Poznania, na przygotowanie wniosku. Ratusz bezskutecznie ubiegał się o środki ze wspomnianych funduszy norweskich na budowę Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Ministerstwo odrzuciło wniosek nie pozostawiając na pomyśle prezydenta Ostrołęki suchej nitki. Uznano za zerową „potrzebę realizacji projektu, ważność projektu z punktu widzenia polityki kulturalnej państwa” i także na zero oceniono „aspekt społeczny”.

Jak wynika ze sprawozdanie z wykonania budżetu za ub. rok, jedyną miejską inwestycją w kulturze było… przygotowanie wspomnianego wniosku przez kancelarię ze stolicy Wielkopolski. Na komisji kultury narodowej i promocji pytałem się dlaczego wybrano akurat kancelarię z Poznania i czemu wniosku nie przygotowali pracownicy ratusza (jest to w ich kompetencjach). Jak się można domyśleć, niestety nikt nie potrafił mi odpowiedzieć na moje pytania.

Na koniec pozytywna informacja. Po moim oświadczeniu na czerwcowej sesji rady miasta, gdzie publicznie wezwałem prezydenta Ostrołęki do rezygnacji z budowy Muzeum Żołnierzy Wyklętych (podobna placówka powstanie z dofinansowaniem unijnym jeszcze w tym roku w stolicy), urząd miasta poszedł po rozum do głowy. Ostrołęcki ratusz zmniejszy wydatki w tym roku na muzeum z 2 mln zł do 500 tys. zł. Zamiast na muzeum, 1,5 mln zł zostanie przeznaczone na remont hali sportowej w Wojciechowicach. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłaby całkowita rezygnacja z budowy muzeum, ale z pewnością sam kierunek zmian w budżecie jest jak najbardziej właściwy.

 

Maciej Kleczkowski

Facebook.com/maciej.kleczkowski

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.