Sztuka na ulicy, ale nie z ulicy

Festiwal Teatralny InQbator na stałe wpisał się w kalendarz imprez ostrołęckich. I choć w powiatowym mieście trudno znaleźć pokaźne grono świadomych odbiorców sztuki, można odnieść wrażenie, że z roku na rok widzów przybywa. Cieszy fakt uczestnictwa w tym wydarzeniu całego przekroju społecznego: od emerytów, poprzez rodziców ze swoimi pociechami, na młodzieży skończywszy. To cenna inicjatywa, dzięki której Ostrołęka na dwa dni, 18-20 września br., zamieniła się w świątynię sztuki.

05 fot wojciech dorobiński

Festiwal rozpoczyna się, zresztą tak samo od wielu lat, co można uznać za pewnego rodzaju tradycję, barwnym korowodem ulicami miasta, który wyrusza z placu gen. J. Bema i maszeruje w stronę sceny ustawionej pomiędzy domami handlowymi „Kupiec” i „Handlowiec”. Parada jest niejako zaproszeniem wystosowanym do ostrołęczan, aby zachcieli wziąć udział w święcie teatru, i pokazaniem całej palety kolorów, jakie InQbator wnosi w życie naszego sennego miasteczka.

Początki zawsze są trudne, stąd doświadczony uczestnik tego festiwalu, nie pierwszy raz mający z nim coś wspólnego, nie mógł mieć wielkich oczekiwań artystycznych czy estetycznych po występie Ostrołęckiej Sceny Autorskiej, która zaprezentowała się z czymś o nazwie „Republika Lem”. W programie podano, że był to „spektakl teatru ruchu inspirowany twórczością literacką Stanisława Lema i muzyką Grzegorza Ciechowskiego”. Doprawdy, inspiracji dziełami autora „Solaris” trzeba było szukać ze szkłem powiększającym, natomiast muzyka Republiki rzeczywiście była i to był niewątpliwy atut tego występu.

Na wzmiankę choćby zasługuje natomiast „Gogol” w wykonaniu Teatr Warszawskiego Centrum Pantomimy. W wypełnionej sali widowiskowej Ostrołęckiego Centrum Kultury można było wziąć udział w swoistym misterium. Zaskakujące, jak za pomocą ruchu i gestu można wyrazić uniwersalne prawdy dotyczące kondycji nie tylko człowieka, ale i świata. Twórcy tego spektaklu odwołują się do znanego przedsięwzięcia pt. „Płaszcz” sprzed ponad pół wieku, ale potrafili – o czym zapowiadali – tchnąć w niego nowe życie, jednocześnie zachowując to, co najważniejsze: wyraz artystyczny.

Być może jednym z ważniejszych wydarzeń tegorocznego InQbatora był widowiskowy spektakl „Spotkać Prospera” w wykonaniu Teatr Woskresinnia. To barwne widowisko powstałe na podstawie wiecznie żywych dramatów Williama Szekspira: „Burzy”, „Romea i Julii”, „Hamleta” i „Snu nocy letniej” było w pewnym sensie katharsis – oczyszczeniem przed kolejnymi dniami wrażeń festiwalowych.  Teatr Woskresinnia używa szeroką paletę środków scenicznych pobudzających wszystkie zmysły widza i zmuszających do możliwie pełnego odbioru zaprezentowanego dzieła. „Magiczność, a także widowiskowość tego ulicznego przedstawienia tworzą bohaterowie szekspirowskich arcydzieł oraz ubrani w bogate i barwne kostiumy postacie na szczudłach. Pojawiające się w widowisku sceny z dramatów Szekspira przenoszą widza w bajkowy świat układanek i fantazji. W spektaklu ważną funkcję pełni muzyka, raz niespokojna, oparta momentami na trąbce, kołatkach, bębnach, kiedy indziej fortepianowa, wesoła i optymistyczna, ilustrująca zabawę” – czytamy w programie festiwalu i trudno się z tymi słowami nie zgodzić, a nawet je uzupełnić o kilka jeszcze pochlebniejszych spostrzeżeń. Teatr Woskresinnia bowiem nie idzie na łatwiznę i nie podaje widzowi gotowych, zgrabnych i łatwych do przyjęcia konwencji. Artyści potrafią prowadzić publiczność, jak troskliwy ojciec swe dziecko prowadzi za rękę, poprzez meandry sztuki, doprowadzając do szczęśliwego, widowiskowego i niejednoznacznego finału. Uczestnictwo w spektaklu Teatru Woskresinnia można uznać zatem za bycie częścią jakiegoś misterium. To się rzadko na prowincji zdarza.

Ciekawą propozycją, szczególnie dla widzów, dla których wyrażanie się poprzez ruch i mimikę jest najważniejsze, był spektakl „Performer” w wykonaniu gwiazdy światowego formatu – Otto Skrävlare. Ten swoisty monodram daje się odczytywać w rozmaitych konfiguracjach i w kontekście różnych rozważań, zarówno błahych, jak i najważniejszych. Nie jest to jednak pobieżne obchodzenie się z problemami, ale głębokie ich penetrowanie za pomocą szyderczych, komicznych a na ogół ironicznych uogólnień. Konstrukcja spektaklu zbudowana jest na konwencji wykładu na temat performansu i performera, w którym padają niezliczone definicje m.in Sechnera i Grotowskiego. Zderzenie się widza z tym przedstawieniem na pewno nie pozostanie bez wpływu na jego postrzeganie teatru i sztuki w ogóle.

Choć InQbator jest festiwalem prezentującym głównie spektakle uliczne, można śmiało stwierdzić, że nie zaprezentowane przedstawienia z pewnością nie są sztuką z ulicy, jedynie zaprezentowaną – w głównej mierze – na ulicy. To niezwykle istotne, aby w tego typu miastach jak Ostrołęka, w których nie funkcjonuje stacjonarny, sezonowy teatr, w których nadal pokutuje bardzo niska świadomość kultury i są niewielkie tradycje uczestnictwa w wydarzeniach kulturalnych, odbywały się tego rodzaju przedsięwzięcia. Początki zawsze są trudne i obarczone wielkim ryzykiem. Odnoszę jednak wrażenie, że ostrołęczanie zaczęli doceniać magię teatru, także dzięki InQbatorowi. Przy tej okazji trzeba sobie uczciwie zadać pytanie: gdzie na spektaklach są nauczyciele poloniści z ostrołęckich szkół, którzy powinni wspierać młodzież w dążeniu do pełnego humanistycznego rozwoju? Na palcach jednej ręki można policzyć pedagogów, którzy nie dość, że sami uczestniczą w kulturze, to jeszcze zachęcają do tego swoich podopiecznych.

 

Paweł Trzemkowski

fot. Wojciech Dorobiński

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.