Piąta rocznica śmierci pierwszego maratończyka z Ostrołęki

W Dniu Matki, 26 maja 2013 r. (niedziela) ok. godz. 13.00 wielki pasjonat sportu Stanisław Dzięgielewski uległ wypadkowi. Na drugim okrążeniu wyścigu kolarskiego pod Łodzią upadł na szosie, uderzając głową w przydrożny słupek. Zginął na miejscu. W tym roku mija 5. rocznica jego śmierci.

Kolarstwo to jego druga pasja ale zaczynał od biegania. Od najmłodszych lat biegał amatorsko, już w Obierwi gdzie urodził się i mieszkał w dzieciństwie.

Urodził 17 listopada 1953 roku. Po ukończeniu szkoły podstawowej rozpoczął naukę w ZSZ nr 1 w Ostrołęce, na kierunku mechanik samochodowy. Wówczas zaczął trenować lekką atletyką (biegi średnie i długie), pod kierunkiem trenera Wincentego Rybaczyka, w klubie MZKS Narew Ostrołęka. To wtedy ujawnił się jego talent sportowy, co przekładało się na postępy w rozwoju sportowym.

Tuż po ukończeniu szkoły zawodowej podjął pracę w Zakładach Mięsnych w Ostrołęce. W 1975 roku zamieszkał na stałe w Ostrołęce i podjął naukę w Technikum Mechanicznym, które ukończył w 1978 roku. Jednocześnie Stanisław Dzięgielewski rozwijał swój talent biegowy, czego efektem było przygotowanie się do biegu maratońskiego jako pierwszy mieszkaniec Ostrołęki i ziemi kurpiowskiej. Jego debiut maratoński miała miejsce w 1980 roku, w Maratonie Warszawskim (zajął wówczas 7. miejsce). Jego najlepszy wynik w maratonie został uzyskany podczas maratonu w Otwocku (2:31:20). Barwy MZKS Narew Ostrołęka reprezentował do 1980 roku.

Następnie reprezentował inny ostrołęcki klub WLKS Ziemia Kurpiowska. Niestety w 1982 roku uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu, przez co jego kariera zawodnicza została zastopowana. Na ponad rok musiał zawiesić wyczynowe uprawianie sportu. Wówczas rozpoczął kurs instruktora lekkiej atletyki celem stworzenia i prowadzenia grupy maratończyków z województwa ostrołęckiego. Po zakończeniu rehabilitacji i zdaniu egzaminu instruktorskiego Stanisław Dzięgielewski utworzył w 1983 roku pierwszą grupę maratończyków, w ramach klubu WLKS Ziemia Kurpiowska.

Po niespełna dwóch latach działania ponad dwudziestoosobowa grupa biegaczy odnosiła znaczące wyniki na skalę krajową, co zostało przedstawione we wniosku z dnia 5 listopada 2013 roku.

Sport był Jego tak ogromną pasją, że mógłby uczestniczyć w konkursach na temat wyników najlepszych sportowców zarówno polskich jak i zagranicznych. Pamiętał wyniki mistrzów, w wolnych chwilach oglądał w telewizji wszystkie igrzyska sportowe, czytał sportowe publikacje i czasopisma. Dekoracje mistrzów oglądał ze łzami wzruszenia, Mazurka Dąbrowskiego słuchał i płakał przy nim ze szczęścia bo… to Polak wygrał.

Jego aktywność udzielała się innym. W latach 70. zaraził bieganiem kilku lekkoatletów w Ostrołęce, a jeden z jego przyjaciół, Waldek Pędzich – w 2008 r. został mistrzem i rekordzistą Polski w biegach ultra długich, w biegu 24-godzinnym pokonał 243 km 621 metrów. Po biegu, udzielając wywiadu, dziękował swojemu dawnemu trenerowi Staszkowi, za to, że zaszczepił mu upór i charyzmę, które zaprowadziły go na mistrzowską ścieżkę. „Dzięki temu, że spotkałem Staszka, zostałem mistrzem” – to jego słowa.

Stanisław Dzięgielewski był mieszkańcem Ostrołęki do 1990 roku, kiedy to przeprowadził się do Wyszkowa i rozpoczął własną działalność gospodarczą oraz wspierał rozwój młodych sportowców (biegaczy i kolarzy). Sam zaczął również uprawiać kolarstwo.

W kolarstwie nie odniósł większych sukcesów. Wypadek z 1982 roku i wiele innych przeszkód, nie pozwalały Mu poświęcić się sportowi bez reszty. Jednak nadal uprawiał kolarstwo. Pokonywał na rowerze bardzo długie dystanse, jego dzienny trening, pokonywany w chwilach wolnych, to 50-100 km.

Od 1990 roku Staszek prowadził firmę transportową i jednocześnie był kierowcą międzynarodowym. W czasie obowiązkowych przerw w jeździe, wyciągał rower z kabiny TIR-a i robił trening 50-100 km. Po treningu brał prysznic, odpoczywał i jechał w dalszą drogę ciężarówką. Zimą czasem oprócz roweru zabierał do kabiny trenażer i trenował stacjonarnie, np. w przydrożnej restauracji, czy motelu. W swojej kategorii wiekowej nie miał w Wyszkowie partnera, z którym mógłby trenować kolarstwo szosowe.

W sezonie letnim każdego roku Staszek podczas weekendów brał udział w wyścigach kolarskich mastersów w całej Polsce. W ostatnim roku przed wypadkiem bardzo poprawił wyniki. W swojej kategorii wiekowej przyjeżdżał na metę w czołówce, bywało też, że w pierwszej trójce. Przez wiele lat trenował z grupą młodych kolarzy, którzy stawali się jego przyjaciółmi. Znalazł z nimi wspólny język, kiedy tylko wracał z pracy do domu, wybierał się na trening. Wśród nich miał wielu przyjaciół, był dla nich wzorem, ścigali się z Nim na treningach, traktował ich jak synów.

Wspaniali kolarze, uprawiają ten sport zawodowo, twierdzą, że przekazał im „to coś”, dał przykład charyzmatycznego uporu, tytanicznej pracy. Są to młodzi kolarze: Michał Podlaski z Radzymina i Konrad Dąbkowski z Wyszkowa, oni wciąż wspominają Go z ogromnym wzruszeniem. Michał zdobył w 2013 r. tytuł mistrza w Górskich Szosowych Mistrzostwach Polski. Konrad wygrał kilka wyścigów w 2013 r. Mistrzem Polski w kategorii masters w 2013r został Lechosław Michalak, przyjaciel Staszka ze spotkań na wyścigach mastersów.

Stanisław Dzięgielewski pozostanie w pamięci jako wzór uporu, systematycznej pracy, optymizmu oraz jako człowiek o bardzo przyjaznym charakterze. Bo tacy są Kurpie – prości ludzie z naszego sąsiedztwa, którzy poprzez swoje pasje, miłością do tradycji i regionu, zaangażowaniem, pracą rozsławiali i rozsławiają nasz region. Kurp niejedno ma imię, bo odnajduje się w różnej dziedzinie, dlatego i w gronie sportowców nie mogło nas zabraknąć.

Kultura fizyczna przynosiła i przynosi naszej krainie wiele powodów do zadowolenia i dumy. Nasza ziemia kurpiowska zrodziła wiele osób, z których może być dumna. W ich gronie znalazł się także Stanisław Dzięgielewski.

tekst: Rafał Dzięgielewski (syn)
zdjęcia: archiwum rodzine

Informację nadesłał Robert Niedźwiecki. Dziękujemy.
Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.