Smutne konstatacje po debacie o kulturze

Dziś w Muzeum Kultury Kurpiowskiej odbyła się debata na temat kształtu edukacji kulturalnej na Mazowszu. Debata o tyle ciekawa, że zorganizowana z myślą o osobach pracujących w jednostkach kulturalnych, których w znakomitej większości zabrakło. Na głos zostały więc wypowiedziane bolączki pozostałych, a były ich nie mało.
debata (8)Wielcy nieobecni

Na początek nie sposób nie zwrócić uwagi na frekwencję. Znakomitą większość debatujących stanowili pracownicy Muzeum, gdzie debatę zorganizowano. Poza tym pojawiła się trójka przedstawicieli organizatorów, czyli Mazowieckiego Instytutu Kultury oraz Federacji Mazowia. Wymienić też trzeba przedstawicieli jednostek spoza Ostrołęki – z muzeum w Ostrowi Mazowieckiej, Muzeum Warszawy, Domu Kultury w Tarczynie oraz Domu Kultury w Czerwonce, w powiecie makowskim.

Z lokalnych instytucji pojawił się, na krótko ale jednak dyrektor Ostrołęckiego Centrum Kultury Bogdan Piątkowski, państwo Bziukiewiczowie z Muzeum Kurpiowskiego w Wachu oraz dwóch artystów plastyków – Radosław Jastrzębski oraz Mateusz Wróblewski i fotograf Bogdan Białczak. Nie wymieniam bynajmniej z kronikarskiego obowiązku odnotowania listy obecności. Znacznie lepiej wybrzmiałoby to gdybym wymieniła osoby, których zabrakło.

Nie pojawili się w ogóle przedstawiciele powiatu ostrołęckiego, choć w gminach działają ośrodki kultury, a w samym starostwie są przecież ludzie odpowiedzialni za promocję. Nie było także nikogo z urzędu miasta. Nie pojawił się nikt z tworzącego się Muzeum Żołnierzy Wyklętych, choć niebawem to również będzie jednostka zajmująca się edukacją kulturalną w naszym mieście. Nie było wreszcie nikogo zajmującego się turystyką, choć i ta kwestia została poruszona podczas debaty, a mamy w mieście, gdzie turystyka nie jest specjalnie rozwinięta dwie jednostki tym się zajmujące!

Czy spodziewałam się czegoś innego? Niespecjalnie. Debatę zorganizowało Muzeum Kultury Kurpiowskiej, które jak wiadomo jest finansowane z funduszy województwa mazowieckiego. Pierwszym punktem debaty było omówienie Mazowieckiego Programu Edukacji Kulturalnej, a prowadzący rozpoczął od omówienia sytuacji w Warszawie. Wiadomo, że lokalnie niewiele można z tego przenieść od Ostrołęki, bo i pieniądze nie te i odbiorca znacznie skromniejszy. Poza tym miejskie instytucje z funduszy marszałka nie korzystają, więc po co słuchać o tym co inni mieć mogą.

Pod nieobecność pozostałych, zgromadzeni omówili swoje bolączki dotyczące życia kulturalnego w mieście i propozycje ich rozwiązania.

debata (7)Brak współpracy i komunikacji

Pierwszym zarzutem wysuniętym na forum był brak współpracy między poszczególnymi jednostkami kulturalnymi w mieście. Jak zauważyli przedstawiciele MKK często zdarza się tak, że organizowane wydarzenia pokrywają się. Odbiorca musi więc wybrać czy pójść do muzeum, do biblioteki czy Galerii przy placu Bema. Od wielu już lat wernisaże są organizowane w czwartki, podobnie jak spotkania w Miejskiej Bibliotece. I prawie zawsze o 18.00. Jedynymi osobami, którymi udaje się czasem docierać w oba miejsca są fotoreporterzy, którzy bawią na nich trzy minuty.

Często dochodzi do sytuacji, że poszczególne jednostki się ze sobą nie komunikują. A skoro nawet pracownicy kultury nie wiedzą co się w mieście, poza ich jednostką dzieje to jak ma się w tym zorientować przeciętny odbiorca.

Wspaniały, choć prawdopodobnie trudny do powtórzenia przykład świetnej współpracy podał dyrektor domu kultury w Tarczynie. Otóż raz w miesiącu przedstawiciele różnych instytucji powiatu piaseczyńskiego organizują wspólne śniadania, na których omawiają nadchodzące wydarzenia.

Czy w Ostrołęce problem jest nie do rozwiązania? Nie wiadomo. Barbara Kalinowska słusznie stwierdziła, że nigdy nie było takiej próby.

Takie będą Rzeczypospolite… 

debata (1)

Okazuje się, że odbiorca który odczuwa potrzebę uczestniczenia w wydarzeniach kulturalnych i robi to w sposób aktywny to rzadkość. Większość nie jest do odbioru sztuki przygotowana, część uważa, że nie ma wystarczającej wiedzy, by pójść na wernisaż wystawy abstrakcyjnej, część w ogóle nie rozumie „co autor miał na myśli”.

Animatorzy kultury w dużej mierze za ten obraz sytuacji winią szkoły. Nauczyciele rzadko wychodzą z uczniami poza mury klasy, niewielu wykracza poza podstawę programową, a kiedy już tak się dzieje wybierają kino – amerykańską kreskówkę albo historyczny film. Galeria (nie handlowa) z pewnością nie jest na liście priorytetów zarówno nauczycieli jak i uczniów i ich rodziców.

Głos w tym punkcie zabrał Radosław Jastrzębski, uczący w szkole podstawowej nr 2, który stwierdził, że wyjście z klasą jest przede wszystkim trudne organizacyjnie. Pięć lekcji pod rząd, a godzina lekcyjna zbyt krótka, by wyjść, zobaczyć i wrócić. Do Galerii chciałby wychodzić z uczniami, bo sam jest malarzem, ale plan lekcji skutecznie niweluje jego pomysły.

Muzeum Kultury Kurpiowskiej organizuje u siebie lekcje muzealne. Jakiś czas temu pojawiły się głosy, że gdyby zorganizować lekcje o bitwie pod Ostrołęką to szkoły chętnie, by w niej uczestniczyły. Muzeum lekcje zorganizowało, oferta trafiła do szkół, a przynajmniej do sekretariatu, po czym utknęła w martwym punkcie. Z lekcji skorzystały dwie grupy.

Galeria handlowa z parciem na kulturę

 Grażyna Talarek z MKK zauważyła słusznie, że w Ostrołęce to Galeria Bursztynowa przejmuje funkcję kulturalną. To tam organizowane są pikniki historyczne, miejskie festyny i koncerty, w Bursztynowej spotykają się lokalni twórcy rękodzieła, a od czasu do czasu można obejrzeć wystawę. Według słów zgromadzonych dużą rolę odgrywa tu postawa urzędu miasta, które tę lokalizację na swoje imprezy wybiera.

Z jednej strony jest to w pewnością próba dotarcia do odbiorcy, który styka się z tą kulturą przy okazji, ale przyjemniej ją zauważa. Z drugiej jednak, jak zauważył Mateusz Wróblewski, plastyk, sprawia że sztuka i artyści są degradowani, bo swoją twórczość pokazują między proszkiem do prania a stoiskiem z chińską bielizną. A do tego jest niedoceniony, bo odbiorca nastawiony na tanią rozrywkę nie jest przygotowany do odbioru sztuki wyższej.

Niestety przejmowanie przez galerię handlową funkcji kulturalnych skutkuje tym, że słysząc hasło „galeria” ludzie rzadko myślą o galerii sztuki.

Nieco opuszczony Wach

debata (2)

Nie mogę przy okazji tego tekstu nie wspomnieć o małżeństwie Bziukiewiczów, które prowadzi Muzeum Kurpiowskie w Wachu. Jako zupełnie prywatne przedsiębiorstwo przybyli na debatę o kulturze. I nie pierwszy to już raz. Na spotkaniu dotyczącym turystyki też byli. Na tym właśnie polega ich przewaga, że oni wiedzą, że aby coś zrobić trzeba działać a nie zamykać się we własnych programach.

Łatwo z pewnością nie jest. Od dawna proszą o oznakowanie ich Muzeum, tak by kierowcy zmierzający na Mazury mogli ich odwiedzić. Ich na to nie stać. Problemem jest również informacja turystyczna, która jest czynna od poniedziałku do piątku w godzinach pracy urzędu, a w weekendy turysta musi szukać na własną rękę Wachu. Miasto o nich nie pamięta, powiat zapomina, a w województwie nie wiadomo czy słyszeli. Ale mimo to działają i mają swoich bywalców. Rekomenduję jako przykład dla innych.

Anna Siudak 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.