RATUJMY ARMATĘ! Czy aby warto?

Przychodzę dziś do pracy, robię kawę i siadam przed komputerem by wypełnić poranny rytuał, jakim jest siorbanie gorącego naparu nad klawiaturą i stosem korespondencji do przejrzenia, która zresztą musi poczekać na swoją kolej. Pierwsza rzecz, to poczta i prywatne wiadomości, maile i znienawidzony facebook. A tak! Wolno mi. Jestem przedsiębiorcą, nie urzędnikiem.

No dobra, co my tu mamy… „EuroMajdan na Ukrainie” – lubię to. „Śmierć Nelsona Mandeli” – chwila wahania … a co tam, lubię to. „Prześliczny kotek wystawiający nos z czyichś spodni” – hyh niby zabawne, ale… a co mi tam, lubię to. „Ratuj swoją emeryturę” – zaraz, jak można ratować coś, czego i tak nie ma?

Przewijam dalej, „Ratujmy armatę z placu Bema” – chwila, o co chodzi? Co za krzywda dzieje się naszej armacie?! Klikam i czytam, o zgrozo chcą zabrać nam naszą armatę z placu Bema. Świętokradztwo! Wzburzyłem się i czytam dalej artykuł na eostrołęce, dolewając sobie kawy.

 

Plac Bema, lufa armatnia widoczna na cokole na pierwszym planie. Źródło zdjęcia: Wikipedia/Piotr Brichacek (Briho) CC 3.0

Plac Bema, lufa armatnia widoczna na cokole na pierwszym planie. Źródło zdjęcia: Wikipedia/Piotr Brichacek (Briho) CC 3.0

 

 

Okazuje się, że nasza XVIII- lub XIX-wieczna armata, stojąca od niepamiętnych czasów na placu, zostanie zabrana przez właściciela. Hm, to ona nie była nasza?! Właścicielem okazuje się Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie i ma być przeprowadzona na niej po raz pierwszy od jej wyeksponowania, jakaś przedziwna operacja konserwacji i że nikt nie ma pewności, ani żadnych gwarancji, że po tych czynnościach kiedykolwiek ona do nas wróci.

No nie. Tak być nie może. Trzeba o nią walczyć! Kursor, wiedziony impulsem, pochodzącym z elektronicznej myszki sterowanej moim ramieniem bezwiednie nakierował się na przycisk „lubię to”, palec wskazujący uniósł się o centymetr w górę by zwiększyć potencjał energii kinetycznej potrzebnej do „kliknięcia” … w tym samym czasie kofeina wprowadzana od kilkunastu minut do organizmu za pomocą ceramicznego naczynia pokonuje barierę: krew – mózg, dokonując cudu. Zaczynam myśleć. Zaraz, chwila, hmmm, a może to wcale nie jest dla naszego miasta złe?

Z jednej strony ta armatka to już pewien symbol, taki nasz rodzimy artefakt. Autentyczny zabytek z poprzedniej epoki, kto wie, być może nawet świadek bądź uczestnik rozlicznych bitew Powstania Listopadowego. A kto wie może nawet któryś z naszych ukochanych Czwartaków ją zdobywał, bądź z niej strzelał? Cóż, jakiekolwiek by nie były losy tej armatki to po prostu strasznie mi jej zrobiło się szkoda. Nie daj Boże po renowacji trafi do Radomia, … jak co lepsze z naszych urzędów? Ale z drugiej strony, może w takim Radomiu potrafią o nią zadbać, może oddadzą jej należytą cześć i chwałę. Może tam zrobią dla niej miejsce piękne i godne by mogła lśnić i błyszczeć chwałą przeszłości?

Bo w naszym mieście jest z tym jakiś problem. Może w końcu, jak nam ją zabiorą, to mieszkańcy naszego małego i pięknego miasta obudzą się i zaczną dopytywać się, co stało się z wynikami ogłaszanych kilka lat temu konkursów na zagospodarowanie i renowację placu Bema. Może w końcu zniknięcie tej armatki stanie się iskrą, która podpali i wzburzy nastroje naszego społeczeństwa. Może w końcu slogan „My Ostrołęczanie” przestanie być pustym frazesem i w końcu My Ostrołęczanie zaczniemy głośno i dobitnie rozmawiać o przyszłości naszego miasta. Może w końcu przekujemy nasz marazm, zniechęcenie i tumiwisizm w coś, co sprawi, że nasze miasto odżyje, zmieni swój wizerunek i stanie się dumą każdego z jej mieszkańców … eeech kawa się skończyła, mus brać się za pracę.

 

Krzysztof Laskowski

Zdjęcia na stronie głównej: WIkipedia/Pppan21 CC.30

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.