Radosław Jastrzębski – dekonstruuje, scala, przyciąga

Urzekł ostrołęczan Radosław Jastrzębski. Pomazaną przez dziecko kopią Mona Lisy, dopieszczoną w każdym calu bitwą popkulturowych postaci, infernalnym wyobrażeniem otchłani, z którego w ostatniej chwili wyłaniają się bajkowe ciasteczka ze Shreka. I słusznie zauważył Zenon Kowalczyk, tak jak on nie maluje nikt. 

Dzięki takim artystom jak Radosław Jastrzębski człowiek nie przestaje wierzyć, że ludzie mogą się autentycznie zachwycać sztuką, malarstwem. Przychodzić na wernisaże w galerii sztuki z przyjemnością, chłonąć atmosferę, napawać się pięknem, choć trudno powiedzieć, żeby te obrazy były w odbiorze łatwe, proste i przyjemne. Nie są z pewnością ładne. A jednak tego często szuka przeciętny Kowalski. 

Na wernisażu zjawił się między innymi Waldemar Nol – kulturysta

Dzięki rozmieszczeniu obrazów na parterze Galerii Ostrołęka, odbiorca już od progu zostaje skąpany w blasku, jaki bije z obrazu ala „Słoneczniki” Van Gogha. Dzięki podwieszeniu na linkach obrazu „Oczekiwanie”, na którym widzimy ludzi siedzących w święta Bożego Narodzenia przy stole, ludzie obecni na wernisażu mogli się poczuć jakby byli częścią tej sceny. A grający na pianinie Andrzej Hyra świetnie wyglądał na tle tęczy z obrazu „Bitwa”. 

Przed rozpoczęciem wernisażu, dla zebranych grał Andrzej Hyra

Tematem wystawy jest „Przenikanie”. Autor mówi, że w swoim malarstwie stara się uchwycić właśnie stany przejścia czy też przeistoczenia się jednych form w drugie. „Różnorodność stylistyczna polegająca na zderzeniu kontrastowych rozwiązań formalnych (od klasycznego realizmu po nowoczesne tendencje malarskie), służy przedstawieniu swego rodzaju napięcia emocjonalnego, wewnętrznego rozdarcia. Obrazy stają się wizualizacją strumienia świadomości egzystencjalnego rozbicia i próbą uporządkowania tegoż wewnętrznego chaosu” – pisze Radosław Jastrzębski w słowie wstępu do katalogu poświęconego wystawie. 

Modelem, który znajduje się na obrazach z tryptyku „Krytyk sztuki” jest bratanek malarza

Może się wydawać, że malarz chciał w pewien sposób podjąć próbę dekonstrukcji utartych schematów malarskich. Stąd obraz piekielnej otchłani przełamany ciasteczkami z kreskówki czy tryptyk „Krytyk sztuki”, gdzie malarz zestawił z bardzo klasycznymi wizjami postać dziecka. Karol Samsel uważa jednak, że nie ma w tym dekonstrukcji, a raczej próba scalenia: „Jest, wydaje mi się, coś zdroworozsądkowego w jego postawie twórczej. Zamiast biesiady na ruinach kultury wybiera mozolną pracę artystyczną – i poprzez dyskurs z różnymi stylistykami oraz zdystansowaną ironią inicjuje swój „prywatny nowe początek” w sztuce . Wiele to znaczy nie tylko w jego indywidualnej skali. Gruntuje jego idiomatyzm, ustala niepodrabiany styl malarski.” – pisze Karol Samsel. 

Bardzo ciekawie wypada również zestawienie obrazów Radosława Jastrzębskiego zaprezentowanych na parterze i na piętrze. Te na górze są bardzo realistyczne, stworzone wcześniej. Choć autor nadal skupia się na każdym najmniejszym detalu to obrazy są znacznie ciemniejsze, dużo mniejszą rolę gra tam jasne światło. Kontrast jaki tworzy się między dwoma wystawami pokazuje jak wielki progres przeszedł autor w ciągu zaledwie kilku ostatnich lat. 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się