Przejazdem przez Ostrołękę

Ostrołęka nie była miejscem docelowych wycieczek. Była jednak odwiedzana przez turystów podróżujących na Kurpie czy wzdłuż Narwi. Sądząc po informacjach zamieszczanych w przewodnikach, jednodniowy pobyt był wystarczający by poznać miasto.

Niektórzy podróżni zostawili relacje z krótkich jednodobowych pobytów w mieście. Kilka zapisów sprzed pierwszej i drugiej wojny światowej pozwoli na poznanie ich wrażeń z pobytu w Ostrołęce.

Przed pierwszą wojną światową, wracając ze współtowarzystwem z wyprawy na Kurpie, odwiedził Ostrołękę Kazimierz Moszyński. To bardzo ważna postać w historii badań nad kulturą ludową Słowian. Z wykształcenia był biologiem i fizjologiem, a nawet studiował malarstwo u Mehofera. Zasłynął jednak jako samouk etnolog, historyk kultury i językoznawca. Doprowadził do rozwinięcia na niebywałą skalę badań terenowych obejmujących cały kraj. Pierwszy widok, jaki mu się roztoczył przy wjeździe do miasta, to widok pomnika carskiego stojącego przed mostem, postawionego dla upamiętnienia rosyjskiego zwycięstwa. Nie wywarł on na nim najlepszego wrażenia, bowiem w korespondencji przedstawił go jako monument „czarny i posępny”. Zwracał też uwagę na pole bitwy z 1831 roku i opinie o naczelnym wodzu gen. Skrzyneckim, który według opowieści ostrołęczan, pozował do portretu, gdy Dybicz nadciągał pod Ostrołękę. Moszyńskiego nie zachwycił ogólny widok z mostu na Ostrołękę. Pisał, że panorama nie przedstawia nic nadzwyczajnego. Dodawał jednak, że widok „nie jest tak nużąco pospolity jak wielu naszych miast i miasteczek”.

Podróżny zatrzymał się na noc w mieście u Witolda Śnieżki. Jak na rasowego krajoznawcę i badacza przystało, rankiem odbył wycieczkę Narwią, a następnie wyruszył zwiedzić miasto. Przypadkowo czy nie, spotkany Piotr Szymański, zapalony miłośnik wszelkich pamiątek historycznych i archeologicznych, pomógł wytrawnemu turyście poznać bardziej szczegółowe historie. „Dzięki wprost nadzwyczajnej uprzejmości, jaką nam okazał, ujrzeliśmy i usłyszeliśmy w ciągu jednej godziny więcej, niż kiedy indziej przez cały dzień”.

Mimo barwnych opowieści Szymańskiego, Moszyński stwierdził, że „Ostrołęka nie przedstawia ani dla historyka, ani dla etnografa zbyt wielkiej wartości”. Ubolewał, że tak niewiele w niej historycznych pamiątek. Etnologowi ich brak mogły zrekompensować jedynie widoki Kurpiów przyodzianych w malownicze stroje, lecz ci bywali w mieście nader rzadko. Nie zachwyciły go ostrołęckie kościoły, które „nie są ani zbyt piękne, ani zbyt ciekawe: p a r a f i a l n y , wzniesiony w r. 1399 przez ks. Janusza mazowieckiego, został kilkakrotnie przebudowany i zupełnie zmieniony; w ściany jego wmurowano kule, jakie tu padły 31 roku; w południową – rosyjskie, w północną – polskie; o wieży opowiadają, że gdy wszedł na nią jeden z oficerów rosyjskich, aby rozejrzeć się w pozycjach wojsk polskich, kula nasza zza Narwi strąciła go wraz z wieżą na ziemię. Jeszcze mniej p a m i ą t e k zawiera obszerny klasztor pobernardyński z r. 1666. zachowały się w nim zwłoki założyciela, sędziwego Tomasza Gocłowskiego, które leżą w podziemiach w rozbitej trumnie, w prochu i śród kości innych zmarłych; pozostał na nich tylko kontusz i barwne buty – resztę zrabowano. Dzięki p. Szymańskiemu obejrzeliśmy w miejscowym probostwie dwa listy, pisane do bernardynów ostrołęckich; jeden z nich papieski, a drugi królewski, własnoręcznie podpisany przez Jana Kazimierza. Ten ostatni do niedawna zaopatrzony był w pięknie zachowaną pieczęć, którą obecnie z niewiadomych przyczyn usunięto. […]

Po obejrzeniu miasta Piotr Szymański i Witold Śnieżko, „nie znając miary w swej gościnności, odwieźli nas na stację kolei […]. Jak zwykle pociąg się opóźnił i mieliśmy wiele czasu na gawędy.”

W 1912 roku, czyli rok po pobycie w Ostrołęce Kazimierza Moszyńskiego, relację z pobytu w mieście zostawili wioślarze z Towarzystwa Wioślarskiego z Włocławka, którzy płynąc Narwią zatrzymali się w drodze powrotnej z Łomży. W opisie nie znajdziemy jednak uwag, jakie wywarły na nich ostrołęckie kościoły, tak jak miało to miejsce w przypadku Moszyńskiego. Owszem, zwracają uwagę na bitwę jaka rozegrała się w mieście 1831 roku i carski pomnik. Swoje wrażenia z krótkotrwałego pobytu w Ostrołęce opisali tak: „udaliśmy się do jednego, z pośród pięciu żydowskich, polskiego hotelu <<Victoria>>. Po zainstalowaniu się w brudno utrzymanych numerach, wyszliśmy na miasto. Wrażenie wywarło ono na nas niezbyt miłe. Ulice wąskie, zaśmiecone, brak chodników; przez otwarte bramy zalatywał nas z brudnych podwórzy zaduch; domy murowane, przeważnie piętrowe, wznosiły się jeden przy drugim; nigdzie ani ogrodu, ani drzew na ulicach, dlatego też powietrze w mieście było duszne i ciężkie. Tłumy żydostwa w długich kapotach pomimo niedzieli zalewały miasto. Ruch handlowy niewielki, bo miasto znajduje się na kurpiów obszarze. Dawniej szumiały pod Ostrołęką ciemne bory, stanowiące puszczę Myszyniecką, dziś pozostały tylko mizerne lasy, a wraz z borami zniknęła i obfita ilość bursztynu, którego handlem słynęła niegdyś Ostrołęka”. Szkoda, że wodniacy podczas zwiedzania miasteczka nie spotkali Piotra Szymańskiego, który być może odwróciłby uwagę od niemiłych małomiasteczkowych widoków pasjonującymi opowieściami.

Wacław Świątkowski, który opisywał Ostrołękę w 1927 roku, w swojej relacji z drugiej wycieczki po kraju, podał informacje z historii miasta, za najważniejsze uznając opór przeciwko Szwedom oraz bitwę z 1831 roku, podczas której „generał Skrzynecki stoczył bój krwawy o wolność ojczyzny i uległ brutalnej przemocy. […] Przykrego wrażenia doznał autor „Dorzecza Narwi” jedynie na widok miasta, jednak nie z powodu jego wyglądu, ale z uwagi na jego historię. Pisał: „(…) boć tutaj na polach jego pod lekkim całunem piaszczystym leżą nasi dziadowie, którzy życie złożyli za ojczyznę, a na którym za tyle poświęceń nie wolno było krzyża skromnego wznieść na ich mogile, lecz jak na uręgowisko nasze powstała wysoka kolumna z brązu, z banią gwiaździstą u szczytu i złoconymi orłami carskimi u podstawy, jako nagroda dla <<bohaterów>> przemocy nad garścią <<buntowszyków>>.” Podróżnik zwrócił uwagę na wybrukowane ulice oraz chodniki (których brakowało włocławskim wioślarzom w 1912 roku), na niewielkie, przeważnie murowane domy o pospolitej strukturze. Jego uwagę zwrócił również kościół pobernardyński: „posiada ładne ołtarze i freski, okalający cmentarz kryje śmiertelne szczątki bohaterów z 1831 roku.” Za osobliwość miasta uznał również skromny ogródek spacerowy oraz ubogie, podupadłe, pracownie wyrobów z bursztynu.

Przewodniki z okresu międzywojennego zachęcały do zwiedzenia Ostrołęki i sąsiednich letniskowych wsi, do wypraw Narwią i wąskotorówką na Kurpie.

Autorzy przewodnika z 1935 roku proponowali zwiedzanie miasta od placu 3 Maja (sprzed ratusza), następnie kierowali do pobernardyńskiego klasztoru z kościołem. Pisali: „Klasztor ten z wysokim murem dookoła i wieżyczkami w rodzaju baszt wygląda jak mała forteczka. W murach broniły się oddziały wojska polskiego w r. 1831. Ulicą Świętokrzyską (w przecięciu ul. Kościuszki) dochodzi się do położonego przy ul. Farskiej, Szwedzkiej i pl. Wolności parafialnego kościoła św. Mikołaja, zniszczonego niejednokrotnie w czasie wojen. Posiada on w swych murach dawne i nowe kule i pociski wmurowane na pamiątkę. W murach tego kościoła i cmentarza w r. 1702 zamknąć się miał oddział wojsk szwedzkich 300 ludzi, który Kurpie zdobyli szturmem. Stąd ulica obok nazywa się Szwedzką. Ulicą Farską, przez pl. 3 Maja i ul. gen. Bema idzie się przez most. Po prawej stronie Narwi tuż za mostem – forty z fosą, zbudowane przez zaborców rosyjskich po bohaterskiej walce powstańców polskich pod Ostrołęką w r. 1831 z przeważającymi siłami rosyjskimi. W r. 1931 zaczęto tu budowę mauzoleum. W miejscu, gdzie stał pomnik żelazny rosyjski (rozebrany i zabrany przez Niemców w czasie ostatniej wojny) – kapliczka [w rzeczywistości stała na poprzecznicy fortu, a nie w miejscu po carskim pomniku], a tam gdzie prażyła w Rosjan artyleria polska, stoi opodal pomnik Bema. Na pole walki wchodzi się na lewo od mostu (idąc od miasta).”

Mieczysław Orłowicz w przewodniku po województwie białostockim z 1936 roku podawał: „Życie miasta skupia się na niewielkim Rynku (pl. 3 Maja) i sąsiadujących z nim ulicach: Kościuszki, 11 Listopada i Piłsudskiego. W Rynku skromny Ratusz empirowy z wieżą zegarową, odbudowany w 1924 r. według proj. Stefana Wodnickiego. Na północ od Rynku, w niewielkiej od siebie odległości (dojście ul. Kościuszki lub ul. Farską), stoją dwa kościoły. […] Cenniejszym artystycznie jest kościół Bernardynów, fundowany wraz z klasztorem w 1666 r. przez Tomasza Gocłowskiego, sędziego nurskiego, którego piękny portret zachował się w prezbiterium kościoła. Od ulicy oddzielają kościół krużganki, ładne i oryginalne, ozdobione stacjami Męki Pańskiej z początku XIX w., słabego pędzla. Krużganek ten zdobią od strony ulicy trzy malownicze wieże, przypominające baszty obronne. Rzeczywiście w murach klasztoru broniły się oddziały wojska polskiego w 1831 r. Wnętrze posiada bogate urządzenia barokowe oraz dobrze zachowane freski zakonnika bernardyńskiego Walentego Żebrowskiego z połowy XVIII w. Przedstawiają one sceny z życia św. Antoniego Padewskiego. W prezbiterium tablica pamiątkowa tutejszego rektora ks. Stanisława Pędzicha, którego 22 sierpnia 1920 r. zamordowali bolszewicy pod Szczuczynem. Jego grób znajduje się pod kościołem.” Podobnie jak poprzedni przewodnik, również ten podał złą lokalizację kapliczki. Wspomniał o budującym się mauzoleum i pomniku Bema.

W czerwcu 1937 roku korespondent „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, który podróżował wąskotorówką do Myszyńca pisał „…miło zobaczyć z okien lilipuciego wagonika pamiętne z roku 1831 pobojowisko pod Ostrołęką i przed sześciu laty postawiony obelisk w tym miejscu, skąd Józef Bem na czele swej artylerii z odległości kilkuset kroków rozbijał kartaczami kolumny rosyjskiej piechoty, forsującej Narew po moście, który stał na tym samym miejscu, co i obecnie. Patrząc na te pamiętne pola i na rusztowanie budującego się mauzoleum na wzgórzu fortu, mimo woli daje się uwieść wspomnieniom…”

Barbara Kalinowska

Fot. Panorama Ostrołęki sprzed pierwszej wojny światowej

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.