Po co książka

Analfabetyzm był wielkim problemem utrudniającym rozwój kraju w II Rzeczpospolitej. Na zdjęciu, pochodzącym ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, kurs czytania prowadzony przez Polski Biały Krzyż w 1935 r. dla mieszkańców Warszawy w świetlicy Cytadeli Warszawskiej.

Analfabetyzm był wielkim problemem utrudniającym rozwój kraju w II Rzeczpospolitej. Na zdjęciu, pochodzącym ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, kurs czytania prowadzony przez Polski Biały Krzyż w 1935 r. dla mieszkańców Warszawy w świetlicy Cytadeli Warszawskiej.

Jedna z moich prababek była półanalfabetką. Nie otrzymała szansy na porządną edukację, bo w czasach jej dzieciństwa uważało się, że „aby się umiała podpisać”, to wystarczy. Dzieciak miał pomagać w polu a nie nad książkami siedzieć. Jednak do końca życia nie przestała się wstydzić, że ona, gospodarska córka, z trudem rozbiera litery. Chodziła do kościoła z książeczką do nabożeństwa i ostentacyjnie ją otwierała. Czasem podobno do góry nogami… Ta rodzinna anegdota przypomina mi się, gdy spotykam świadomych i dumnych z siebie półanalfabetów. Tak, mamy takich w dzisiejszych czasach. Dla nich powodem do przechwałek jest fakt, że nie przeczytali ani jednej książki. Zupełnie, jakby biegali po ulicy, wołając: śmierdzę, bo się nie myję, aha!

Szkoła nie jest rozwiązaniem edukacyjnym ani najlepszym ani jedynym. Jednak edukacja zbiorowa oraz rozpisana na kolejne etapy wg jednego schematu niemal dla wszystkich, jest po prostu wygodna. Po odsianiu dzieci z bardzo specyficznymi potrzebami edukacyjnymi, np. niepełnosprawnych umysłowo, zostaje mniej więcej zunifikowana masa. Szkoła daje szansę na poznanie i zrozumienie świata, ale jak ona zostanie wykorzystana, zależy w równym stopniu od ucznia i od rodzica. Mówiąc wprost: państwo oferuje pomoc w nauce, ale uczyć się trzeba samemu.

Najlepiej, gdy się dorasta w atmosferze szacunku do wiedzy. Jeżeli w domu nie ma książek, to dziecko ma o połowę mniej szans, niż jego kolega, który widuje rodziców pogrążonych w lekturze. Co więcej, nauczyciel ma z nim dwa razy więcej roboty. Musi przekonać takiego ucznia, że warto wykroić ze swojego dnia pół godziny na kontakt z lekturą. To trudne, bo dziecko musi odkrywać nową dziedzinę życia. W jego domu czas spędza się, pracując, oglądając telewizję, ewentualnie korzystając z internetu. Nie ma przestrzeni na książkę czy gazetę. Nagle w mieszkaniu takiego ośmiolatka trzeba wyciszyć na pół godziny telewizor, bo dziecko czyta lekturę. Gdy malec łyknie bakcyla, to jako rodzic będzie w zupełnie inny sposób wspierał swoje dzieci. Nawet tym mniej zdolnym będzie łatwiej, bo w chwili pójścia do szkoły będą już miały na koncie dziesiątki historii, poznanych z książek czytanych na dobranoc przez mamę i tatę. Wraz z tymi książkami wchłoną słownictwo, sposób budowania zdań, wiedzę o wyrażaniu emocji czy układaniu opowieści. Gdy pani nauczycielka zacznie na lekcji omawiać lekturę, to nie będzie dla nich nowe zjawisko. Robiły to z rodzicami od lat. Stąd bierze się wspomniane wyżej 50 procent szans edukacyjnych więcej, niż u dzieciaka pod względem czytania zaniedbanego.

Co zatem mają zrobić ci, którzy przemknęli się przez szkołę, unikając czytania, bo to przecież te wstrętne lektury? Uwierzyć, że spis książek obowiązkowych dla osoby wyedukowanej w Polsce, to nie majaki psychopatycznego polonisty. Bez znajomości mitów, przypowieści biblijnych, „Dziadów”, „Wesela”, wierszy Czesława Miłosza czy „Przedwiośnia”, człowiek się wyklucza z pewnej wspólnoty myśli. Ratując poczucie własnej wartości, skupia się wówczas na wiedzy „podwórkowej”, typu kto uderza w zaloty do Baśki z drugiej klatki albo czy ten kundel Kowalskiego znowu ujadał cały dzień. Taką edukację przechodzi się na ławce pod blokiem. Staje się „oblatany” w informacjach na temat swojego ograniczonego podwórkiem środowiska i dzięki temu czuje się dobrze umiejscowiony w świecie. To faktycznie wystarcza, o ile nie zakocha się w ambitnej dziewczynie albo nie zechce poszukać dobrej pracy. Wtedy okaże się zacofany, jak chłop pańszczyźniany. I nawet pretensji nie będzie miał do kogo skierować, bo się sam wyrzucił na margines.

Anna Wołosz

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.