Papier w genach i sercu

Kronika rodzinna Bajerów mogłaby służyć równocześnie za kronikę życia ostrołęckiej papierni – dziś Stora Enso. Tam pracował dziadek, rodzice a dziś także synowie Mariusza Bajera. Dziś pytamy trzeciego w pokoleniu ostrołęckiego papiernika o koneksje, Woodstock i niezwykłe konstrukcje z tektury falistej, które zna cała Polska, a stworzył właśnie on.

Z dziada pradziada

01 mariusz bajer (1)– Chyba zawsze wiedziałem, że swoje zawodowe życie zwiążę ze Stora Enso – mówi Mariusz Bajer. – Rodzice tam pracowali, w domu dużo się rozmawiało o firmie i chyba nie wyobrażałem sobie innego pracodawcy niż ostrołęcka Celuloza.

Pracę rozpoczął od spóźnienia w sierpniu 1992 roku. – Najgorsze co, to był to środek wakacji – wspomina nasz rozmówca. –  Koledzy jechali na wakacje, a ja musiałem iść do pracy. Próbowałem zakombinować, że może od pierwszego września, no ale było zapotrzebowanie, żebym zjawił się już w sierpniu.

Mama załatwiła

Wizerunek dziecka, któremu pracę załatwili rodzice, niemal od początku przylgnął do Mariusza Bajera. Z tego powodu po półtora roku porzucił pracę w workowni, gdzie pracowała jego mama.

04 mariusz-bajer-pokojowy-patrol– Nie chciałem być posądzany o koneksje – mówi dziś. Przeszedł do zakładu tektury falistej, gdzie pracuje do dziś. Już 23 lata. – Dodatkowym elementem, który powodował, że ludzie mogli mnie tak odbierać był fakt, że ja z rodzicami mieszkałem na osiedlu Awaryjnym w Wojciechowicach – tłumaczy Bajer. – Tam mieszkała cała kadra inżynieryjno-kierownicza. Z uwagi na to znałem niektórych ludzi z osiedla i z sąsiedztwa. Dzięki temu miałem potem większą śmiałość w poruszaniu się po firmie.

Osiedle Awaryjne, może nie wszystkim ostrołęczanom znane to kilka bloków za dzisiejszym marketem “Biedronka”, a kiedyś budynkiem WDK. Były one zbudowane dla kadry kierowniczej zakładu przetwórstwa papieru, po to by czas reakcji w razie problemów ograniczyć do minimum. Z tego względu bloki zostały nazwane “Awaryjnymi”.

Dwie tony dźwięku

Kiedy mieszkasz na osiedlu robotniczym jednego zakładu, pracuje tam część twojej rodziny trudno uniknąć wspólnych rozmów i wracania do miejskich legend. Jedną z takich jest wielka wyprawa po dwutonową syrenę.

04 mariusz bajer (3)– Pamiętam taką sytuację w fabryce, kiedy z działu zaopatrzenia pojechał samochód po syrenę dwutonową. Wynajęto ciężarówkę, dźwig. Na miejscu okazało się, że syrena dwutonowa to zwykła syrena strażacka, tyle że posiada dwa tony dźwięku – przypomina sobie Mariusz Bajer.

Czas mija nieubłaganie. Anegdota, którą opowiada Mariusz Bajer, zrozumiała jest dla ludzi którzy przynajmniej swym dzieciństwem zahaczyli o lata 80. XX wieku. Młodszym historię o dwutonowej syrenie trzeba tłumaczyć. A jak się tłumaczy o co chodzi w anegdocie, to przestaje być ona śmieszna.

Telewizja? Ależ oczywiście!

mariusz_bajer_radio_stacjaTo, że puszki dla wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy są drukowane i składane w Ostrołęce wie już wiele osób. Rzadko jednak przywołuje się postać ich pomysłodawcy i twórcy, ostrołęczanina Mariusza Bajera. Niepozorny pracownik zakładu tektury falistej sam opracował projekt i namówił do jego realizacji Jurka Owsiaka i prezesa ostrołęckiego – wówczas – Intercellu.

–  Inicjatywa stworzenia puszek wyszła od naszego, ostrołęckiego sztabu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Bracia Mariusz i Krzysztof Kubłowie organizowali to wówczas w mieście – wspomina twórca puszek, do których co roku zbierane są miliony złotych.

mariusz_bajer_hare_kryszna– Wiedzieli, że ja pracuję w Intercellu. Poprosili mnie, żebym załatwił jakieś pudełka, odpadowe. Zaświtała mi wtedy myśl. Zapytałem ich w co zbierają inni wolontariusze w kraju. Okazało się, że tak jak oni mają stare pudełka, butelki, torebki. Kto co ma. Wtedy pomyślałem, że przecież można by stworzyć pudełka specjalnie dla wolonatriuszy i rozdać je wszystkim wolonatriuszom. Przygotowałem sobie wstępny projekt i poszedłem do ówczesnego prezesa Jerzego Janowicza. Przedstawiłem mu moją propozycję. Początkowo chciałem to stworzyć dla lokalnego sztabu, oczywiście z odpadów produkcyjnych, żeby nie generować dodatkowych kosztów. Prezes bardzo pozytywnie zareagował i powiedział mi, że jeśli już mamy coś zrobić to porządnie, żeby to wyglądało i funkcjonowało. Tylko pierwszy sort. Chcą przekonać prezesa, zagrałem va banque. Obiecałem, że przyjedzie telewizja, wszystko sfilmuje, choć nie miałem pojęcia jak ją zaprosić. Wtedy umówiłem spotkanie z Jurkiem Owsiakiem, zaprezentowałem jemu cały mój pomysł, powiedziałem skąd jestem i na końcu dodałem, czy można by tak z kamerką wpaść, nagrać, pokazać. „Ależ oczywiście” odpowiedział Jurek Owsiak, no i tak się zaczęła nasza współpraca. Z roku na rok coraz więcej osób zaczęło nam pomagać. Pierwszego roku byłem jak gdyby sam z tym, bo wszyscy myśleli że to jednorazowa akcja – śmieje się pomysłodawca.

Człowiek WOŚP w Ostrołęce

mariusz_bajer_zmierzchStworzenie puszki dla WOŚP to był dopiero pierwszy krok do ścisłej współpracy z Jurkiem Owsiakiem. Mariusz Bajer jest jednym z liderów Pokojowego Patrolu, szefem centrum dowodzenia Festiwalu Woodstock, jednym z głównych jego organizatorów, każdego roku zarządza ludźmi w sztabie Wielkiej Orkiestry, a w tym roku zaprojektował dla Fundacji WOŚP tekturowe apteczki pierwszej pomocy.

Na spotkanie do naszej redakcji przyszedł w koszulce Fundacji WOŚP. Jego samochód to też jeżdżąca reklama Woodstock. Brak tegorocznego finału Wielkiej Orkiestry w Ostrołęce to niewątpliwie powód do zastanowienia i wyciągnięcia wniosków.

–  Ja ze środowiskiem wolonatriuszy WOŚP w Ostrołęce jestem na bieżąco. Konsultujemy, rozmawiamy żeby coś tu zrobić ale w tym roku się nie udało. Na nadchodzący finał planujemy coś innego – zapowiada Mariusz Bajer. – Podeszliśmy do sprawy z innej strony, mamy innych partnerów z którymi lada dzień będziemy prowadzić rozmowy. Myślę, że ten finał będzie wyjątkowy.

Spełniam pragnienia młodości

mariusz_bajer_z_patrolemNa Woodstock pojechał zupełnie prywatnie na zaproszenie Jurka Owsiaka. Nie byłby jednak sobą gdyby czegoś nie wymyślił, nie zmienił, nie ulepszył. Tak powstało centrum dowodzenia Festiwalu Woodstock, które koordynuje pracę wszelakich służb, a pomysłodawca puszki dla wolontariuszy stał się pomysłodawcą czegoś bez czegoś dziś trudno sobie wyobrazić pół milionowe miasteczko festiwalowe.

– Już wtedy Jurek dostrzegł we mnie partnera – wspomina Mariusz Bajer. – Zaprosił mnie i wiele innych osób, byśmy mogli zobaczyć jak wygląda inna działalność Fundacji WOŚP. Zobaczyłem jak to wygląda od zaplecza, jaka jest organizacja, jakie są służby, jak przebiegają szkolenia.

Tak naprawdę spełniał jednak pragnienia z młodości.

– Od lat młodzieńczych byłem trochę punkowcem – wyznaje szef sztabu dowodzenia Woodstock. – Zawsze chciałem jechać na festiwal w Jarocinie, ale rodzice nie pozwalali. . Też znali tylko relacje z telewizji. Wtedy były jeden, dwa kanały więc wiadomo, że ten przekaz był mocno ukierunkowany.

Ukierunkowany był w ten sposób, że państwowa telewizja, która miała monopol na przekaz, pokazywała Festiwal Muzyków Rockowych w Jarocinie jako siedlisko zdegenerowanej młodzieży, narkomanów, wagarowiczów, brudasów, pijaków i agresywnych bandytów. Miało to tyle wspólnego z prawdą co piłka do koszykówki z piłką do metalu.

Lepsi niż BOR

mariusz_bajer_quadDziś pan Mariusz koordynuje pracę wielu ludzi – całego Pokojowego Patrolu, służb medycznych, policji, straży pożarnej. To bardzo odpowiedzialna i wyczerpująca praca.

– Na Woodstocku się nie śpi – podkreśla ostrołęczanin. –  Tam jest pół miliona ludzi, więc jest to pokaźne miasto, które nie zasypia. Jedni wstają, drudzy się kładą. Cały czas trzeba mieć na nich oko.  Po każdym Festiwalu wszyscy liderzy spotykają się i omawiamy, gdzie były słabe strony, gdzie były mocne. Myślę, że po tylu latach wypracowaliśmy system, który dobrze funkcjonuje, a każdego roku staramy się wprowadzić coś nowego.

mariusz_bajer_patrol_siedzi_leżyIch skoordynowaną pracą byli zdziwieni nawet funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, kiedyś na Festiwalu gościli dwaj prezydenci – Polski i Niemiec.  – Musieliśmy wtedy skoordynować nasze działania z działaniami BOR-u. Wiadomo, kiedy wpuścimy w tłum ludzi dwóch prezydentów wszystko może się zdarzyć. Te scenariusze na różne wypadki trzeba mieć opracowane. Myślę, że bardzo sprawnie to wszystko poszło. Na koniec szef BOR-u nam dziękował i był zaskoczony tym, że to może być tak zorganizowane. Nawet służby profesjonalne miały obawy, ale my wiemy na co stać naszą młodzież. Są to osoby obyte, wykształcone, bardzo inteligentne. Z roku na rok przyjeżdża coraz więcej obcokrajowców. W ostatnich latach mam wrażenie, że jesteśmy w jakimś innym państwie, bo język polski bardzo rzadko się słyszy. To jest Festiwal radości, młodzieży i ktoś kto ma obawy najprościej się ich pozbędzie przyjeżdżając – zaprasza Mariusz Bajer.

Niestety odpowiedzialna praca koordynatora nie pozwala ostrołęczaninowi uczestniczyć w całodobowym życiu Festiwalu. Kiedy znajomi pytają o koncerty pan Mariusz szybko nadrabia wiedzę korzystając z internetu.

Zielony Festiwal

04 mariusz bajer (2)Ideą, którą wprowadza w życie Mariusz Bajer podczas Woodstocku jest ekologia. Wraz ze Stora Enso dostarczają na miejsce imprezy kartonowe meble. Przez kilka lat organizowali też zbiórki makulatury, za które uczestnicy zbiórki dostawali gadżety zakładu, np. tekturowe osłony na przednie szyby w samochodach, by słońce zanadto nie nagrzewało wnętrza, czy krzesełka z tektury.

W ten sposób powstały także papierowe torby na zakupy dla sieci Lidl, których pomysłodawcą i projektantem jest Mariusz Bajer. Można było je dostać robiąc zakupy w markecie na terenie Festiwalu Woodstock, a wyglądem przypominały te z amerykańskich filmów.

Meble sprzed lat

bajer_meble_z_tekturyMeble z tektury to wbrew pozorom nie jest pomysł innowacyjny. Pokazywał je na Targach Opakowań w Dreźnie w latach 70.  dziadek pana Mariusza, Władysław Bajer.

– Z dziadkiem miałem bardzo fajną relację, taką kumpelską, ale dziadek nie podpowiadał mi nic. Był zadowolony z moich osiągnięć, nie starał się tego negować, ani też kierować mnie. Wyrażał tylko pozytywne opinie – mówi wnuk pierwszego papiernika z rodu. – Dziś stosujemy zupełnie inną technologię i zupełnie inne materiały do kontrukcji mebli z tektury od tych które stosował mój dziadek. Stąd nie konsultowałem moich pomysłów z nim. Dziadek konstruował je w latach 70. na potrzeby targów opakowań w Dreźnie. Zakład tam się wystawiał z różnymi nowościami, a że dziadek był kierownikiem biura konstrukcyjnego to on ze swoją ekipą stworzyli takie meble.

Zboczenie zawodowe czy rodzinne dziedzictwo?

04 mariusz bajer (4)Mając takie zaplecze rodzinnych tradycji Mariusz Bajer był niejako skazany na zostanie papiernikiem. Nawet jeśli odrzucimy rodzinne opowieści, wyobraźnię przestrzenną i pomysłowość musiał po prostu przejąć w genach. Dziś po ciekawe pudełka sięga z pasji do tego co robi.

– Od zawsze interesowały mnie bryły przestrzenne i dział konstrukcji nie jest mi obcy, bo przez wiele lat tam pracowałem. Konstrukcja opakowań to moja pasja – mówi czwarty w rodzinie papiernik. – Często chodzę do kolegów konstruktorów, gdzie podglądam, podpowiadam, obserwuję co oni robią i czasami ich angażują do pomocy. Mówię, że mam taką koncepcję, oni mają narzędzia, programy i oni tworzą na moje potrzeby pierwsze prototypy. Ja tylko tłumaczę co i jak, co był jeszcze zmienił. Bez pomocy kolegów te sukcesy nie byłyby możliwe. Czasem nawet jak gdzieś jestem i widzę ciekawe pudełko to się zatrzymuję, oglądam, podglądam jak jest zrobione. Takie zboczenie zawodowe. Chyba każdy jakieś ma.

Anna Siudak

Zdjęcia: archiwum rodzinne

Zdfj

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.