Ostrołęczanin ma gębę chama

Do wniosku zawartego w tytule skłania wiele sytuacji, małych i dużych, których skromny autor niniejszego artykuły był świadkiem, lub – co dla skromnego autora znacznie gorsze i bardziej przykre – mimowolnym najczęściej uczestnikiem.

ham02 v cbJak mawiała dr Krystyna Cukrowska, wieloletnia nauczycielka literatury w Zespole Kolegiów Nauczycielskich w Ostrołęce, osoba wielce zacna i niesłychanie kulturalna (z pewnością ze względu na wychowanie w tak zwanych innych czasach oraz odebranie starannego wykształcenia, które nie ograniczało się bynajmniej do opanowania wiedzy, ale i pojęcia zasad kindersztuby): prowincja nie jest pojęciem geograficznym; prowincja to sposób myślenia i życia. Trudno odmówić tym słowom trafności, zwłaszcza kiedy jest się – coraz częściej – świadkiem prowincjonalnych, żeby nie powiedzieć chamskich przejawów funkcjonowania ostrołęczan w przestrzeni publicznej.

 

Młodzieży brakuje podstaw

– Z przerażeniem obserwuję chamienie młodzieży – przyznaje ze smutkiem Agnieszka, nauczycielka z ostrołęckiego gimnazjum, która woli pozostać anonimową osobą, bo a nuż jej uczniowie zainteresują się jej autem, zaznaczając na nim gwoździem niezadowolenie z udzielonej wypowiedzi. – Nie ma już żadnych autorytetów i świętości, nie ma żadnych hamulców, nakazów i zakazów. Wszystko jest dozwolone i zrelatywizowane. Dochodzi już do takich absurdów, że oto rodzic ucznia, który został skarcony za niewłaściwe zachowanie, przychodzi do dyrektora szkoły z pretensjami, że nauczyciel śmiał mu zwrócić uwagę. Efekt – dyrektor wzywa na dywanik i poucza, że tak nie wolno, że szkoła nie jest od wychowywania tylko uczenia! Niedługo okaże się, że każdy gimnazjalista może bezkarnie opluć swojego pedagoga, podstawić mu nogę, o wyśmiewaniu nie wspominając, bo to już się dzieje – mówi.

Nie trzeba pracować w placówce oświatowej, aby zaobserwować standardowe zachowanie młodzieży szkolnej. Wystarczy udać się na jakikolwiek przystanek autobusowy w mieście, najlepiej przed godziną ósmą rano, kiedy tabuny uczniów czekają na transport do szkoły. Pojedyncze osoby stoją zazwyczaj grzecznie, niektóre są nawet speszone, inne zajęte obserwacją, jeszcze inne – pogrążone jeszcze w lekkim letargu i muzyce, która bombarduje ich mózgi przez słuchawki. Zawsze znajdzie się jednak mniejsza lub większa grupka znajomych, którzy w kupie czują się niezwyciężeni. Ci dokazują prawie zawsze. I nie jest mowa tylko o przekleństwach, które właściwie nikogo już nie dziwią. Chodzi także coraz częściej o wandalizm, plucie ludziom pod nogi, malowanie przystanków i ogólnie – głośne, wulgarne zachowanie.

ham01– Codziennie jeżdżę do pracy na ósmą rano, codziennie tą samą linią i codziennie zmuszona jestem obserwować zdziczenie naszych dzieci – z niesmakiem konstatuje Zofia, czterdziestotrzyletnia urzędniczka z Ostrołęki. – Mówię „naszych” bo też mam dwoje dzieci w wieku licealnym i wcale nie mam pewności, że gdy są poza zasięgiem mojego wzroku nie zachowują się podobnie. Mam nadzieję, że nie. Napatrzyłam się na wiele różnych scen. Młodzież ma rozmaite pomysły, na przykład ostatnio widziałam dziewczynkę, chyba gimnazjalistkę, która wraz z trzema kolegami, z każdym po kolei, pokazywała innej koleżance, jak wyglądała jakaś scena w filmie pornograficznym, którą ze swoimi kolegami-aktorami oglądała poprzedniego wieczoru. Opowiadała przy tym o, że się tak wyrażę, fabule filmu, używając tak wyuzdanego języka, że nie mogłam tego wysłuchać. Zastanawia mnie jedno – z czym to dziecko ma do czynienia w domu, jaki przykład dają jej rodzice i najbliższe otoczenie? – mówi.

Pytania stawiane przez Zofię wydają się być uzasadnione. Na ten temat wiele ma do powiedzenia dr Katarzyna Grabowska, psycholożka z Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej w Warszawie, która zajmuje się rozwiązywaniem problemów z agresją wśród uczniów. Twierdzi ona, że zachowania trafiających do niej podopiecznych są odzwierciedleniem tego, co obserwują w swoim najbliższym otoczeniu.

– Jeśli rodzice odnoszą się wobec siebie z pogardą, używając języka rynsztokowego, nie dziwmy się, że tak samo będą się zachowywały ich dzieci – mówi. – To są proste mechanizmy: w procesie socjalizacji nabywamy nie tylko pozytywy, ale i negatywy. Działanie przykładem własnym ma tu największe znaczenie. Niestety, my dorośli nie zawsze potrafimy dawać dobre przykłady, o czym przekonuję się w swojej codziennej pracy. Moim zdaniem, a wypowiadam je na podstawie swoich doświadczeń zawodowych, dwie trzecie przypadków agresywnych nastolatków to efekt problemów rodzinnych – dodaje.

 

Język giętki wymówi to, co pomyśli głowa

Wulgaryzacja naszej codzienności postępuje lawinowo. Posługujemy się coraz uboższym językiem, zastępując większość słów kilkoma wulgaryzmami, które współcześnie znaczą już niemal wszystko. „Zaje…ście” to już nie tylko przecież fajnie, miło i sympatycznie, ale także niefajnie, nie po myśli, czy wręcz „ch…wo”! Tak właśnie coraz częściej do siebie mówimy, i nie dotyczy to bynajmniej marginesu społecznego. Skromny autor niniejszego tekstu słyszał niedawno dialog znanej w Ostrołęce osobistości ze swoim znajomym. Była to mowa kwiecista i upstrzona niejedną „ku…ą”, „chu…em”, „pi…dą”. Z pamięci zawodnej można przywołać taki oto fragment: No i proszę ja ciebie, ten, no „je…ny”, no wiesz który, ten „chu…” co go tam, no postraszyliśmy wtedy, ten „pie…ny” nie wycofał się, tylko idzie „po…eb” w zaparte. Ta osobliwa rozmowa nie odbywała się w zaciszu domowym, ale w miejscu publicznym – na chodniku, nieopodal wejścia do ratusza miejskiego.

– Przekleństwa są naszą plagą i mam wrażenie, że nic już z tym nie możemy zrobić, bo zadomowiły się w mowie potocznej tak mocno, że niewielu już rażą – ze smutkiem stwierdza prof. Ewa Ihnatowicz z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. – Moim zdaniem jest to związane po prostu z brakiem elit w Polsce, które stałyby na straży nie tyle może moralności, co przestrzegania pewnych reguł w przestrzeni społecznej. Za jedną z takich uznaję takie posługiwanie się językiem, które jest godne i nikogo nie obraża. Mnie na przykład bardzo razi a nawet obraża, jeśli ktoś w mojej obecności folguje sobie i używa słów uznawanych za niecenzuralne. Jako filolog, jako profesor i jako kobieta jestem tym zniesmaczona. Tak się jednak w tej naszej wolności porobiło, że każdy uważa, iż wolno mu wszystko. Także mówić jak menel, bo przecież mamy wolność słowa – dodaje.

Dorośli z marginesu

Ostrołęczanin ma gębę chama, i to nie tylko ten młody. Coraz więcej dorosłych pokazuje swoje oblicze, być może właśnie to, które jest prawdziwe i nie ukrywane za maską uprzejmej powierzchowności.

– Powiem panu, że czasami to się człowiek napatrzy na tą dzicz – mówi pracownica jednego z supermarketów w Ostrołęce. – Jak jest promocja i dajemy jakiś towar po niskiej cenie, to wtedy widać jak na dłoni, kto kim jest. Lekarz, nauczycielka, przedsiębiorca, co go wszyscy za bogacza uważają – wszyscy oni z jednego kotła. Tak samo się wyzywają, tak samo sobie z rąk towar wyrywają i takie same mają pretensje do personelu sklepu, że tak mało ryby za pół ceny czy butów za pięć złotych. Ech, nie chce się gadać! Żeby zaoszczędzić parę groszy ludzie są zdolni do wszystkiego: popychają się wózkami, wyjmują z koszy jeden drugiemu towar, opluwają się, a ostatnio dwie panie pogryzły się i poszarpały za kudły na środku sklepu. Tak się zachowują cywilizowani ludzie? To są zachowania rozwydrzonych dzieci albo dorosłych z marginesu – podsumowuje.

Nie lepiej jest w innych przestrzeniach publicznych. W parkach, na placach zabaw czy nawet na chodniku. Panu, który smarka na chodnik nikt nie zwraca uwagi. Panu plującemu także nie. Pani, która w publicznej toalecie w centrum handlowym zostawia zużytą podpaskę przy muszli klozetowej, mimo że obok jest kosz, z pewnością nie jest wstyd, bo gdyby było inaczej, to by było przecież inaczej – kolejna osoba korzystająca z toalety nie znalazłaby takiej niefajnej niespodzianki. Menele siedzący całymi stadami na ławkach w parku nie mają dyskomfortu, że wokół nich leży pełno petów i pustych butelek po tanim winie – przecież nikt nic nie mówi. Anonimowy użytkownik internetu nie ma żadnych skrupułów wyzwać kogoś na jednym z lokalnych portali. Przykłady można mnożyć.

– Dlaczego tak się dzieje? To dobre pytanie i chyba jedyna możliwa odpowiedź jest taka: nie reagujemy. A dlaczego nie reagujemy? Niewielu to przeszkadza. A dlaczego niewielu to przeszkadza? Bo większość jest taka, jak ten menel na ławce, jak ten prostak plujący na chodnik wprost pod nogi innych przechodniów, jak ta kobieta, która zostawia zużytą podpaskę w toalecie – zauważa prof. Jan Hryniewski, filozof i etyk, który zasłynął niegdyś zdaniem: „Cham chamowi oka nie wykole”. Coś w tym jest.

 

Tekst Paweł Trzemkowski

Rysunki Marek Sachmata

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.