Ostrołęcka Cantilena śpiewa Janowi Pawłowi II

Chór Cantilena pod dyrekcją Henryka Gadomskiego zaśpiewa 5 czerwca w łomżyńskiej katedrze, z okazji 25. rocznicy pobytu Jana Pawła II w Łomży. Dla dyrygenta to nie tylko kolejny występ, ale również okazja do wspomnienia występu chóru sprzed 25 lat, kiedy 4 czerwca 1991 roku wykonali samodzielny, trzydziestominutowy program tuż przed mszą świętą odprawioną przez papieża.

Okoliczności zaproszenia Cantileny do Łomży były podówczas dość niecodzienne.

Wyblakły maszynopis. Jedyny dokument będący pamiątką repertuaru Cantileny wykonanego bezpośrednio przed  mszą odprawioną przez Jana Pawła II

Wyblakły maszynopis. Jedyny dokument będący pamiątką repertuaru Cantileny wykonanego bezpośrednio przed  mszą odprawioną przez Jana Pawła II

Z Henrykiem Gadomskim spotykam się w pracowni chóru w suterenie  II Liceum Ogólnokształcącego w Ostrołęce. Profesor kończy właśnie spotkanie z jedną z chórzystek. Na leciwym szkolnym blacie czekają już przygotowane kroniki Cantileny, które kolejne dziewczyny prowadzą od 1982 roku, kiedy formacja powstała. Rok 1991, 4 czerwca, Łomża. Na dwóch stronach wklejone są trzy zdjęcia z tego dnia. Były cztery, ale kiedyś ktoś wyrwał jedno do zeskanowania. Nie wróciło. Jest też rozpiska z repertuarem. Kiedy robię zdjęcie, pan Henryk wątpi czy coś jeszcze będzie widać, bo litery pisane na maszynie mocno już wyblakły. Na szczęście wspomnienia wciąż są żywe.

– To był przypadek – zaczyna Henryk Gadomski. – W Olszewie-Borkach odbywało się na wiosnę, jakoś w lutym czy marcu, poświęcenie kaplicy. Przyjechał biskup łomżyński Juliusz Paetz. Proboszcz faryksiądz Zygmunt Żukowski, bo to było na terenie jego parafii, czuł odpowiedzialność za to, ale to był rok 1991, rok zmian. Kuratorem był wówczas Ryszard Załuska, a on był z trochę innej opcji politycznej i nie bardzo wiedział co robić, żeby jego obecność zaakceptowały i władze kościelne, i państwowe, ale pojawił się na tej uroczystości. My wówczas robiliśmy z chórem oprawę mszy. Ksiądz biskup w swojej przemowie podziękował proboszczowi, ale też kuratorowi, że to tak zorganizowali. I wtedy padło to zaproszenie. Oczywiście kurator Załuska był bardzo ucieszony, że biskup go wymienił i pierwszy zaoferował że nam pomoże. I rzeczywiście potem zafundował stroje dla chóru, w których dziewczyny występują – czerwone spódnice.

Czerwone spódnice chórzystek na spotkanie z Janem Pawłem II ufundował ówczesny kurator oświaty województwa ostrołęckiego Ryszard Załuska

Czerwone spódnice chórzystek na spotkanie z Janem Pawłem II ufundował ówczesny kurator oświaty województwa ostrołęckiego Ryszard Załuska

Chór miał niecałe trzy miesiące na przygotowanie półgodzinnego występu, a większość utworów była zupełnie nowa. To znaczy stara, ale nieobecna dotąd w repertuarze Cantileny i należało je opracować. Henryk Gadomski mówi jednak, że tym się za specjalnie nie martwił, bo muzykę i przygotowanie muzyczne miał w planie lekcyjnym swoich chórzystek, uczennic Studium Nauczycielskiego w Ostrołęce.

Wyglądało to wówczas tak, że do chóru należały dziewczyny kształcące się w tej właśnie szkole. Nauka trwała sześć lat, z czego cztery to było przygotowanie do matury, a dwa kolejne przygotowanie do zawodu. To czy ktoś miał słuch muzyczny było weryfikowane już na samym początku, jeszcze zanim ktoś trafił do szkoły, bo był to warunek przyjęcia do studium nauczycielskiego. Jak mówi profesor Gadomski, głos w chórze nie jest aż tak ważny jak słuch. Dziewczyny śpiewające w Łomży owego upalnego dnia miały potem zostać paniami od w-f-u, nauczycielkami klas 1-3 i przedszkolankami. Było ich sześćdziesiąt pięć.

– Wtedy było o tyle łatwiej, że muzyka była przedmiotem obecnym w programie nauczania przez cały okres nauki, a powołanie do chóru – obowiązkiem. Dziś nie ma takiej możliwości – mówi prowadzący Cantilenę. – Ja swojego chóru nawet nie mam w planie lekcji. Dostałem to pomieszczenie do władz szkoły i jestem tu codziennie od 08.00 do 15.00-16.00 i kiedy któraś z dziewcząt ma czas, to przychodzi. To przypomina manufakturę i jest z jednej strony dużą stratą mojego czasu, ale z drugiej, taka chórzystka nie schowa się za plecami innej. Jak już się nauczy to wiem, że ona umie. 25 lat temu chór był przedmiot szkolny i próby odbywały się podczas lekcji muzyki. Repertuar dobierałem sam, nie było programu. W ostatnim tygodniu próby były niemal codziennie. Nauczyciele zgadzali się chętnie.

cantilena_nieoficjalnie

Chwila wytchnienia przed męczącymi kilkoma godzinami śpiewu w pozycji stojącej. W tle widać nieukończony jeszcze w 1991 roku kościół na łomżyńskim osiedlu Południe

Tamtego czerwcowego dnia do Łomży wyruszyła potężna reprezentacja chórów z Ostrołęki, bo w oprawie mszy wziął udział także chór dorosłych nauczycieli, również prowadzony przez Henryka Gadomskiego. Na miejscu spędzili niemal cały dzień, bo spotkanie rozpoczęło się w godzinach popołudniowych i trwało dość długo. Cantilena śpiewała tuż przed rozpoczęciem mszy świętej.

Cały skład został umieszczony w sektorze „0”, a więc w bezpośredniej bliskości ołtarza. Zbudowano tam specjalny podest dla chórów połączonych. Ostrołęcki zespół po swoim występie już nie schodził z miejsc, ale inni do nich dołączyli. Podczas mszy wszyscy chórzyści brali udział w oprawie liturgicznej, którą prowadził organista z katedry łomżyńskiej i ksiądz zajmujący się śpiewem liturgicznym.  Jak mówi dziś profesor Gadomski, z góry widać było całą łąkę, na której stali wierni, a z boku ołtarz.

– Kiedy śpiewaliśmy ostatnią pieśń, papież wchodził na podwyższenie do ołtarza – wspomina, ze wzruszeniem dyrygent. – Sam widok, przeżycia… to się tak wydaje kiedy się opowiada, ale na żywo zobaczyć taką osobę, o której się tyle wie i wiadomo kim ona jest i to jeszcze z takiej odległości, że widzisz twarz, rysy tej osoby, to jest po prostu niesamowite.

cantilena (3)

Miejsce celebry 25 lat temu w Łomży. Uroczystościom przewodniczył ksiądz Jan Sołowianiuk

Nie brakowało jednak emocji, które wzmagała wysoka temperatura powietrza i ogromna liczba wiernych, zgromadzonych na łące pod ołtarzem.

– Pamiętam, że był taki moment paraliżujący zupełnie, kiedy papież koło nas przechodził do ołtarza – mówi Henryk Gadomski. – Taki człowiek, w takim miejscu i ta świadomość ciążącej odpowiedzialności, bo słuchało nas tyle ludzi. To było jedyne takie przeżycie przez tyle lat, a przecież dawałem tyle koncertów, na różnych salach. I było tak, że widziałem po swoich chórzystkach, że z nimi też się coś stało w pewnym momencie. Bardzo możliwe, że im się udzieliło moje zdenerwowanie, bo siłą rzeczy wszystkie muszą widzieć dyrygenta, choćby nie chciały. Ta kryzysowa chwila szybko minęła, bo byłem ogromnie zmobilizowany i wiedziałem, że nie mogę się w takim momencie rozkleić.

– Problematyczny był na pewno upał, który wszyscy odczuwaliśmy – kontynuuje prof. Gadomski. – Było bardzo gorąco i duszno, bo msza była przed burzą. Właściwie już pod koniec mszy zaczął padać deszcz i grzmiało straszliwe, ale przez całą mszę pogoda się utrzymała. Kiedy wracaliśmy już do Ostrołęki autobusem widać było, że tu mocniej padało, bo na poboczach były spore kałuże. Wiem też z relacji mojej żony, która z dziećmi musiała zostać w domu i oglądała transmisję w telewizji, że były częste przerwy, właśnie ze względu na burzę.

5 czerwca, ponad ćwierć wieku później Cantilena znów zaśpiewa w Łomży. O 19.00 w Katedrze Łomżyńskiej rozpocznie się koncert „Cantate Deo” w wykonaniu Filharmonii Kameralnej w Łomży pod dyrekcją p. Jana Miłosza Zarzyckiego oraz połączonych chórów: „Amici” z parafii pw. św. Brunona w Łomży, „Santiago” z parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Jedwabnem, „SpesUnica” z parafii pw. Krzyża Świętego w Łomży, Szkoły Podstawowej nr 10 w Łomży, Państwowej Szkoły Muzycznej 1 i 2 stopnia w Łomży oraz „Cantilena” z II Liceum Ogólnokształcącego w Ostrołęce.

Obecny skład Cantileny wykona samodzielnie dwa utwory z koncertu sprzed 25 lat, a mianowicie: Sanctus z „Missa brevis” współczesnego polskiego kompozytora – Józefa Świdra i Goode la’ Terra’ el Mare” (Radość Ziemi i Morzu) Oracjo Vechi – włoskiego kompozytora z epoki Baroku. A ponadto z Orkiestrą Filharmonii Kameralnej im. W. Lutosławskiego w Łomży i innymi chórami: Alleluja z oratorium „Mesjasz” G.F. Haendla i Jesus Bleibet meine Freude – J.S. Bacha (Kantata BWV 147).

Anna Siudak

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.