Ośmiornica strzela gola

Ośmiornica. Fot.domena publiczna

Ośmiornica. Fot.domena publiczna

O tym, że zwierzęta mają swoje dziwactwa, pisałam wielokrotnie. Jako „dziwactwo” rozumiem zachowania, których nie da się wytłumaczyć instynktem samozachowawczym, pędem do przedłużenia gatunku, czy chęcią zjedzenia czegoś lepszego. Badacze ośmiornic donoszą na przykład, że te kuzynki ślimaków lubią się bawić. Intrygują je bąbelki powietrza i celowo wrzucane do akwarium zabawki. Same wymyślają dla nich zastosowanie, co jest naprawdę zaskakujące. Zwierzaki, trzymane przez nas w domach, na ogół wykorzystują zabawki w sposób zaplanowany przez człowieka. Frisbee do chwytania w locie, gumowa kość do żucia, kołowrotek do biegania. Każdy pies czy chomik to wiedzą. Ośmiornica, która – przypominam – jest wielką odmianą ślimaka, urządza eksperymenty. Znany jest osobnik, który najpierw podrzucał piłeczki w wodzie ramieniem a potem zaczął rzucać je w kierunku strumienia powietrza u wylotu filtra. Same wracały do niego, nie musiał się fatygować.

Ekscentryczną osobowość miała łania daniela, która pewnego razu przybłąkała się do znajomych. Te zwierzęta mają ciekawa historię. Stulecia temu obecne w lasach Europy północnej powszechnie, jak sarny, jelenie i łosie, zniknęły z nich. W przeciwieństwie do swoich kuzynów, stosunkowo łatwo się oswajają. Dlatego od XVIII wieku traktowano je jako ozdobę parków, obok pawi i kucyków. Potem introdukowano je z powrotem do lasów, jako zwierzynę łowną, ale słabo sobie radziły. W końcu machnięto ręką i teraz w naszej części Europy daniele trzyma się w zamkniętych farmach. Zdarza się, że jakiś osobnik się wymknie. Tak prawdopodobnie zrobiła nasza znajoma łania.  Dość powiedzieć, że przyszła na łąki za wsią. Na początku można jej było zrobić zdjęcie tylko przy użyciu aparatu z bardzo długim obiektywem. Potem odkryliśmy ślady raciczek przy wiadrze w wodą, pod zabudowaniami. Później można było przejść jakieś 50 metrów od zwierzaka, nie wywołując panicznej ucieczki. Zbliżając się krok po kroku, łania szukała towarzystwa ludzi. W końcu można jej było prawie dotknąć. Stanowiła atrakcję dla dzieci, które na jej widok wołały: o, sarenka! Wtedy została porządnie wystraszona i  poraniona przez „bezpańskie” psy (tzn. spuszczane na noc, żeby sobie coś znalazły do jedzenia, nie fatygując właściciela). Przepadła a my się rozglądaliśmy na polach, czy nie widać gdzieś padliny, ze znajomym kropkowanym futrem. Równo miesiąc później zjawiła się, zaprezentowała serię skoków, zaczepek i innych oznak radości, po czym odeszła. Dokąd, po co, gdzie była przez ten miesiąc? Nie mamy pojęcia. Nigdy więcej jej nie zobaczyliśmy.

Przy okazji opowieści o łani, która skradła nam serca, nie sposób pominąć bohaterów drugiego planu. To wesołe stadko czterech knurków rasy wietnamskiej miniaturowej. Pojawiły się, nie wiedzieć skąd, w tym samym miejscu, co rok wcześniej daniel. Ze stanowczymi minami ryły w ogródku i nie dawały się przepędzić. Trzeba było widzieć tę bandę: łania a przy niej cztery czarne kocmołuchy. Okazało się, że otrzymał je w prezencie sąsiad, ale z drugiego końca wsi. Zwykła siatka w zagrodzie nie zrobiła na nich wrażenia i odtąd co parę dni, aż do czasu, gdy zostały sprzedane, nieszczęsny właściciel biegł za swoimi świnkami na podwórko, gdzie żyła łania. Tak ją sobie upodobały.

Są dziwakami, nic na to nie poradzimy. Przychodzą nieproszone i wywracają nam życie do góry nogami. Jak Nitka, okropnej urody kundelka, którą w noc sylwestrową znalazł pewien pan. Zaniósł zmarznięte stworzenie do pokoju hotelowego, owinął w jakiejś ubranie, którego mu nie było szkoda i poszedł się bawić. Gdy wrócił, był już „dziadkiem”. Nitka czekała na niego, otoczona wianuszkiem szczeniąt. Taka niespodzianka noworoczna.

Anna Wołosz

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.