Pierwszy kontakt z Zachodem

09 Olzacki 1978-08-24 Cuenca Hiszpania 036Pojechałem koleją żelazną, zaopatrzywszy się uprzednio w bilet na trasie Warszawa – Madryt – Warszawa. Zebranie dokumentów, uprawniających do podróży było wyjątkowo uciążliwe i obejmowało m.in.: zaświadczenie o zaliczeniu sesji egzaminacyjne, wpis do książeczki zdrowia studenta włącznie ze stemplem poświadczającym dokonanie prześwietlenia promieniami Roentgena klatki piersiowej, zezwolenie z Narodowego Banku Polskiego na zakup biletu kolejowego za złotówki, wizę tranzytową francuską (2 dni kolejki), wizę tranzytową włoską ( 2 dni kolejki). Ostatnim , acz kto wie czy nie najważniejszym dokumentem, był paszport, który otrzymywało się na konkretny wyjazd i który należało zdeponować na milicji nie później niż 7 dni po powrocie. Żeby otrzymać paszport, należało mieć promesy wizowe oraz udokumentowane legalne dewizy lub oficjalne zaproszenie. Dowcip polegał na tym, że dewiz legalnie nie można było kupić, można było jednak mieć dewizowe konto w banku. Mitręga z załatwieniem tego wszystkiego zajmowała mniej więcej 3 miesiące.

Bliski kontakt z Zachodem to było doświadczenie, które otwierało oczy na wiele spraw i dawało bogaty materiał do przemyśleń. Myślę, że podobny do tego, jaki mają dziś ci Ukraińcy, którzy tak bardzo chcą dołączyć swoją ojczyznę do zjednoczonej Europy.

Ponieważ istnieje poważna różnica pomiędzy wspominaniem a ględzeniem, a to są na dodatek fotowspomnienia, ograniczę się do opowiedzenia, o obrazach, które przed laty utrwaliłem w kadrze.

Cuenca. Byłem w tym mieście tylko raz w życiu i takim je zapamiętałem. To widok z okna pociągu, którym przyjechałem 24 sierpnia 1978 roku. Obładowany torbą ze sprzętem, plecakiem i namiotem. Schronisko młodzieżowe okazało się zamknięte. Powiedział mi o tym pewien Hiszpan, który z tego powodu zaprosił mnie na noc do domu. Spałem na patio pod pomarańczowym drzewkiem. Rano zjadłem paelle, zostałem zaprowiantowany i odwieziony na dworzec. Hiszpan zrobił to dlatego, że kiedy podróżował autostopem po Szkocji, głodnego i zziębniętego ktoś zaprosił pod swój dach. I on czuł się w obowiązku ten dobry uczynek oddać komuś innemu. Od tamtego czasu upłynęło ponad 30 lat – a ja myślę, że warto jest robić dobre uczynki. Cuenca jest pięknym i pięknie położonym miastem i zrobiłem tam kilkadziesiąt OSTRYCH zdjęć – ale to jest mi szczególnie bliskie.

Cuenca to środek Hiszpanii, wtedy raczej nie odwiedzany przez turystów. Publiczność obstawiała, że jestem Tedesco, czyli Niemiec. O Polsce i Polakach wiedzieli niewiele, poza tym, że to waleczny i katolicki naród. Byli ciekawi Polski. Bardzo ufni. Gospodarz chwalił się, że tego właśnie dnia sprzedał samochód i będę spał w domu, w którym jest dużo pieniędzy.

Wedle jednej z wersji, Robert Capa swoje słynne zdjęcie padającego żołnierza republikańskiego, zrobił pod Saragossą. Dotarłem tam, do miejsca, gdzie w 1936 roku toczyły się ciężkie walki.

Lutnik z Kordoby. Mówił, że marzy o tym, by jego gitary były kiedyś tak sławne, jak skrzypce Stradivariusa. Na gitarze, którą zrobił jego dziadek, Regino Sainza de la Manza zagrał pierwsze wykonanie Concierto de Aranjuez, utworu napisanego w 1939 roku specjalnie dla niego. Lutnik-wnuczek miał po dziadku ciasny warsztat w starej części Kordoby, w wąskiej uliczce.

Na Plaza Mayor w Madrycie każdego wieczoru ktoś grał, śpiewał, masa ludzi przychodziła posłuchać.

Kordoba. Zaczarowana dorożka. Kodak Recording 2475. Film, przeznaczony do celów policyjnych i wojskowych, zakupiła przed laty także RSW Prasa Książka Ruch. Z oszczędności nie kupiła jednak specjalnego wywoływacza do tego filmu. Trudno mi więc powiedzieć, jak wychodziłyby zdjęcia po tym kodakowskim wywoływaczu. Producent nie podawał czułości negatywu, pisząc, że zależy ona od sposobu obróbki. No to ja z tym negatywem poszalałem… (ISO 25 600, R 09, 1:200, 20 st. 5,5 h)

To była inna Hiszpania, jeszcze nie unijna. Na podłodze w barach leżała gruba warstwa trocin zamiatanych co jakiś czas. Tapas były za darmo, a wino tańsze od wody. Nikt się nie spieszył, a rozmowa z drugim człowiekiem, szczególnie estranjero była miłą atrakcją.

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.