Oj dana, dana… sztuczki Szatana

Mieszkańcy powiatowego grodu nad Narwią mogą czuć się bezpieczni, bo po ulicach miasta grasuje superbohater, który przed złem ostrzeże, jasno i czytelnie je nazwie, a nierzadko nawet – wybiegając światłą myślą daleko, daleko poza granice nauki i zdrowego rozsądku – wskaże przykre konsekwencje zbyt lekkiego podejścia do jego ostrzeżeń. Bohater ten jest ludzkości nieznany z imienia i nazwiska. Choć ciekawość człowieka zżera, ze zwykłej przyzwoitości nie robi nic w tym kierunku, aby personalia owego bohatera sytuacji i niniejszego tekstu ustalić. A nuż ma superbohater rodzinę, która nie wie nic o jego tajemnych mocach i wielkich zasługach w walce o dusze ostrołęczan…

04 jogaKażdego dnia na wątłego człowieka, powodowanego wieloma pokusami ziemskiego świata, czyha z ukrycia on – Szatan. Cieszy się ten czort z każdej nieprawości, z ludzkiego upadku, niepowodzenia, podsycając do czynienia zła, które oddala od zbawienia. A bez tego ostatniego wiadomo – czeka życie wieczne, ale nie po prawicy sprawiedliwego i jasnego Stwórcy, a po lewicy demona, w kotle ze smołą, pod którym do końca świata i o jeden dzień dłużej pali się piekielny ogień. Są ludzie, a wśród nich – co smutne, ale prawdziwe – także ostrołęczanie. Niestety, mieszkańcy nadnarwiańskiego grodu, choć bogobojni i strachliwi przed gniewem niebios, nie są bezwzględnie bezpieczni. Mimo, że puszcza, mimo że rzeki okalają okolicę, a mosty tylko dwa, mimo że do kościołów ściągają uzdrowiciele, egzorcyści i szarlatani różnej maści – nie bądź bezpieczny ostrołęczaninie! Zło czai się wszędzie!

Nie wiem panie, co to jest ta joga

A zło przychodzi do człowieka w najmniej oczywistym momencie, pod postacią niewinną, z goła wydawać by się mogło – ukryte za maską dobrego. Niewielu potrafi rozpoznać prawdziwą twarz złego, bo nieźle się toto kamufluje. Są – o niebiosa – wśród nas superbohaterowie obdarowani mocami głębszego wejrzenia w istotę rzeczy, dzięki którym otrzymujemy czytelne sygnały, czego unikać i dlaczego.

Takowe od kilku miesięcy znajduję w różnych częściach miasta. Działalność ostrzegawcza nieznanego z imienia i nazwiska anioła jest na razie bardzo skromna, wręcz nieśmiała, ale i w takim stanie znajduje swoich odbiorców. Na przykład przed tablicą ogłoszeniową, która wisi na płocie dworca autobusowego, przystają liczne grupki i pojedyncze osoby, aby zapoznać się z aktualnym zagrożeniem, przyswoić jego nazwę i metody samoobrony. Przez kilka miesięcy takich afiszy wzywających do wzmożonej uwagi na zło było kilka, obejmując swoim zakresem tematycznym różne dziedziny życia i działalności człowieka. Wśród bardziej spektakularnych – głównie przez to, że nieuważni ostrołęczanie bagatelizowali je, nie uznając za groźne – wymienić można: aborcję, która skrycie „wyżera nasze serca”, oddalając „od Nieba” i „dając złudne poczucie załatwienia problemu”. Dalej były apele o: odrzucenie stacji telewizyjnej TVN jako tej, która za pomocą „tylko jej znanych sztuczek”, „niezauważalnie gołym okiem wkłada nam do głów zboczone zachowania”. Można do tego wachlarza ostrzeżeń dorzucić jeszcze klasyk – jeśli twoja córka maluje paznokcie czarnym lub zbliżonym, ciemnego koloru lakierem, „to wiedz, że coś się dzieje”.

– A no ja czytam wszystkie ogłoszenia – mówi pani Teresa, kobieta posunięta w latach, na oko siedemdziesięciolatka, która z wypiekami na twarzy czyta obwieszczenie superbohatera na dworcowym płocie, Tym razem w całości poświęcone bezbożnikom praktykującym jogę. Pani Teresa wszystko czyta dwukrotnie, kręcąc głową to w prawo, to w lewo i raz po raz komentując pod nosem „Mój Boże”, „Mój Boże”, „Mój Boże, co się dzieje na świecie?”. Trudno, narażając się na śmieszność nieśmiało pytam panią Teresę, czy czuje się lepiej, gdy już się dowiedziała, że przez praktykowanie jogi może „otworzyć się na działanie diabła w swoim życiu”?

– Nie wiem panie, co to jest ta joga, ale to się w głowie nie mieści, co ludzie wyprawiają. Ja to chodzę codziennie do kościoła, Boga mam w sercu, to się niczego nie boję. Ale te młode to już całkiem bezbronne. Ani Boga, ani kościoła, ani niczego. A tyle na świecie zła. Człowiek to sobie nawet nie zdaje sprawy, że na każdym kroku go coś sprowadza na złą drogę. Kiedyś tego nie było. No i to chyba idzie wszystko do końca. Już nie ma ratunku – dodaje bardzo smutna. Kobieta przeżywa lekturę tekstu ostrzegawczego bardzo plastycznie, robiąc miny zdziwienia, przerażenia a nawet wykrzywiając kąciki ust tak, jakby lękała się. Nadal co jakiś czas kręci głową, niby przecząco, ale to chyba jednak postawa wielkiej ufności w zaznajomioną treść a i w tej sytuacji raczej nie wypada kiwać głową, jakby się z jogą zgadzało.

– To jest jakiś święty, że tak ludzi ostrzega – dodaje i odchodzi, jeszcze smutniejsza, jeszcze bardziej przygarbiona, jakby brzemię wiedzy o czyhających na nasze dusze pułapkach przydusiło ją do ziemi swym ciężarem.

Diabeł daje nam mały prezent

I nic dziwnego! Człowiek jest stworzeniem płochliwym i z natury bojaźliwym. Instynkt mu podpowiada, aby złego nie zachęcać, nie prowokować, nie dawać się mu uwieść, bo – jak głosi ostrzeżenie rozwieszone przez superbohatera – „diabeł daje nam mały prezent na zachętę, a w rzeczywistości dokonuje związania człowieka na jeszcze głębszym poziomie duchowym”. W szczególnie trudnej sytuacji są biedni rodacy, którzy już o zło się otarli. Ba! Są wśród nas przecież i tacy, którzy jako wilcy w przebraniu owcy grasują pośród stada i co słabsze sztuki wybierają na swoje ofiary. Jest też kategoria ludzka, która ma „najgorzej” i takim to już wyłącznie żarliwa, nieustająca modlitwa może pomóc, o ile – rzecz jasna – żałują swojej niefrasobliwości i zbytniego oddalenia od nauki kościoła. Do tego parszywego i co tu kryć naznaczonego grona należą „osoby, które już wcześniej zostały osłabione duchowo poprzez kontakt z guru, uzdrowicielem, wróżką, Cyganką, bioenergoterapeutą, jasnowidzem, kartami Tarota, ćwiczyły wschodnie sztuki walki i medytacji, uprawiały seks tantryczny, wywoływały duchy, mają na sobie tatuaże, kolczyki, noszą pierścień Atlantów”. O ile nie wydaje mi się, aby istniała nazbyt liczebna grupa ostrołęczan zagrożonych „seksem tantrycznym”, o tyle problematyczny staje się kontakt z Cyganką czy uzdrowicielem. Cóż mają począć setki, jeśli nie tysiące mieszkańców Ostrołęki, którzy Cygankę na własne oczy widzieli (a niektórzy zostali przez nią nawet dotknięci przy próbie wróżenia z ręki), albo ci, którzy do sanktuarium św. Franciszka na spotkanie z boskimi mocami ojca Teodora przybywali, padali na posadzkę, dając z siebie szatana wypędzać? Łaskawym milczeniem pomijam nieroztropnych rodziców, którzy swe pociechy na treningi karate posyłają, płacąc za nie walutą jak najbardziej ziemską, a więc wspierających światowy spisek zła dwukrotnie: oddając niewinne dusze we władanie diabła i umacniając go mamoną. Tych rodziców to już chyba nawet żarliwa modlitwa nie uratuje, choćby recytowali pacierze na kolanach pielgrzymując do Częstochowy. Problematyczna staje się kategoria ludzi „noszących tatuaże”, bowiem są wśród nich tacy, którzy z żarliwej wiary w jedynego Boga wykonali na swoim ciele symbole religijne, a nawet – i znam taką jednostkę osobiście – wizerunki świętych. Zrozumiałe, że we władaniu szatanów jest kryminalista, który dał sobie na przedramieniu gołą kobietę „wydziergać”, czy nastolatek, który celtyckimi znakami się oszpeca. Ale przykładny katolik, który z Jezusem na piersi chodzi po świecie? Ciężko żyć z tą świadomością, oj ciężko…

Narzędzia Szatana w opętywaniu ludzi

Superbohater Ostrołęki nie tylko ostrzega przed konkretnymi zagrożeniami. Wskazuje także cały wachlarz konsekwencji wynikających z bagatelizowania zgubnego wpływu tatuażu, Cyganki czy „seksu tantrycznego”. Owe przykre dolegliwości, które spadają na człowieka za sprawą kolczyków i pierścienia Atlantów nie ograniczają się bynajmniej do spraw duchowych, ale mają realny wpływ na życie doczesne: „Chrześcijanin korzystający z jogi oddaje pokłon obcym bogom, a tak naprawdę ukrywającym się pod nimi demonom. Osoby korzystające z jogi cierpią potem na bezsenność, mają koszmary senne, fale dreszczy, uczucie czyjejś obecności pomimo że są same w domu, mają wybuchy złości i huśtawkę nastrojów co niszczy relację z innymi, mają obsesyjne myśli seksualne i myśli bluźniercze względem świętości, wpadają łatwo w uzależnienia” (pisownia oryginalna). Spektrum negatywnego oddziaływania jogi jest zatem bardzo szerokie i z pewnością wielu ostrołęczan zaduma się choć przez chwilę, gdy stanie przed koniecznością decyzji: pójść na jogę, czy nie pójść? Z przedstawionego przez bezimiennego superbohatera zestawienia jasno wynika, że negatywy górują nad pozytywami. Ba, tych drugich w ogóle w jodze superbohater nie stwierdza. No choćby i jednego niewinnego skutku o zabarwieniu pozytywnym: że ciało pod wpływem jogi staje się gibkie, plastyczne, wymodelowane, co przecież nie jest bez znaczenia w czasach współczesnych, gdy tak wielu słono za wygląd płaci. Gdyby jednak i powyższe, wystarczająco już okropne dla chrześcijanina, ujemne skutki jogi nie przekonały wszystkich, są też podane argumenty ostateczne: ćwiczący jogę, gdy „patrzą dłuższą chwilę na krzyż, święte obrazy, dotykają wody święconej lub modlą się – mają fale dreszczy (to złe duchy ujawniają się w nich). Ludzie leczący taką medycyną są narzędziami Szatana w opętywaniu ludzi”.

I co tu można? I jak można? Nauka jest bezsilna wobec zabobonu. Tylko żal pani Teresy.

Paweł Trzemkowski

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się