No to siup, do kosza!

reczna_robotaPrzydasie albo się kocha, albo darzy wstrętem. Środkowej drogi nie ma. Stąd w jednych domach rzeczy leżą w zdyscyplinowanym układzie w szafach i schowkach i jest ich tyle, ile w tym domu potrzeba. W drugim typie mieszkań otwierając jakiś pawlacz lub komórkę, narażamy się na atak spiętrzonych tam rozmaitości. To właśnie „przydasie”. Gromadzone dzięki zasadzie, że „to przyda się jeszcze”. Ciśnie się na klawiaturę pytanie: a do czego? Pochodzę z wielopokoleniowej rodziny zbieraczy wszystkiego(naprawdę, w s z y s t k i e g o), ale moich pradziadków i dziadków usprawiedliwia fakt, że zaznali biedy.

Wiadomo, jako to we wojnę, tuż przed nią, tuż po niej, między wojnami itp. W ten sposób dzielił swoje życie mój dziadek, zwany w rodzinie Panem Gałeckim. O II wojnie światowej mówił po prostu „za Niemca”, bo numeracja mu się nie zgadzała. Dla niego była to III wojna, bo liczył też tę bolszewicką. Swoją droga, wyglądał z niepokojem wojny nr 4. Wybuch w Czarnobylu podejrzewał o bycie raczej nieudaną a sprytnie zamaskowaną próbę broni jądrowej, niż wypadkiem. Pokolenia, które miały swoją wojnę, inaczej patrzą na przedmioty codziennego użytku. Rzecz jest potencjalnie inną rzeczą albo jej elementem. Trochę zawiłe, ale już wyjaśniam i przy okazji podaję instrukcję: załóżmy, że gospodyni nie wyrzuca dziurawych pończoch czy rajstop.

Może dzisiaj to dziwne, bo ten wyrób bieliźniany jest szeroko dostępny i tani, ale ja pamiętam stoisko pana, który łapał oczka w cennych pończochach, w Centralu w Białymstoku. Naprawiał też wieczne pióra oraz napełniał wielorazowe zapalniczki do papierosów… Zatem, mamy pokaźny zbiór pończoch, których już nie uratuje nawet pan z Centralu. Farbujemy je (nie ma farbki do ubrań w sklepie? Kup taką do pisanek. Zabrakło? Zagotuj litr wody z paczką herbaty). Gdy wyschną, uciapujemy elementy wzmocnione, czyli majtki i palce. Następnie kroimy pończochy lub rajstopy wzdłuż, na niezbyt cienkie pasma. Wyciągamy szydełko do włóczki sznurkowej (bardzo modna obecnie, robi się z niej np. koszyki do chleba. Swoją drogą, można ją zastąpić znacznie tańszym sznurkiem do wędlin) i dziergamy krąg, jak beret, tylko że duży. Brzeg obszyć atłasową taśmą, żeby ładnie wyglądało. To wersja na dywanik, który można sobie położyć przed leżakiem na tarasie, żeby izolować stopy od zimna terakoty.

Jeśli zrobimy prostokąt, mamy darmową wycieraczkę. Kto nie ma grubego szydełka/talentu/cierpliwości, niech uplecie z pasm warkoczyki i je ze sobą pozszywa. Wielbiciele przydasiów triumfują, „wyrzucacze” płaczą. Bo to jednak jest twór z używanych, podartych, gotowych do wywalenia elementów bielizny.

No cóż, nie można zadowolić wszystkich. Trzeba pamiętać, że jeszcze nasze mamy, czyli roczniki wojenne i tużpowojenne, traktowały ubrania w sposób zbliżony do podejścia ich mam. Czyli: miało się w szafie policzalny zasób spódnic, spodni, żakietów, swetrów i bluzek koszulowych. Plus ubrania w plener, na działkę (czyli też plener, ale roboczy), kostium kąpielowy, coś na wesele latem i na sylwestra, obowiązkowo czarne rzeczy na pogrzeb. Z tego można było komponować zestawy, mozliwe do założenia przede wszytkim do pracy i zakupy. Podnoszenie standardu zestawu do takiego, w którym się idzie na imieniny do Stasia albo do Czesiów (pozdrawiam!), odbywało się przez dodatki. Zatem: sztuczne perły od ciotki z Ameryki, jablonowskie broszki po teściowej  oraz kilka apaszek dobrej jakości. Bluzka koszulowa ze sztucznego jedwaniu noszona z wisiorkiem z topazem w srebrnej oprawie na długim łańcuszku i dobre buty worzyły komplecik iście salonowy. Tymczasem panie w wieku 45 minus mają szafy wypchane rzeczami, nad którymi już straciły kontrolę. Wiem, bo co jakiś czas wspieram wielkie porzadki, czyli wietrzenie tych nieszczęsnych szaf w jakimś domu i sama tego potrzebuję. Kiedy widać, że w te dżinsy to się już nie wejdzie, nawet na wdechu, to trzeba je oddać, jak dobre, lub wyrzucić, jeśli nie. Jedna mądra Japonka, którą ludzie wołają do domu, gdy rzeczy ich już zasypują, mawiała: sweterek, w którym po raz pierwszy obejrzałeś „Przyjaciół”, nadal jest wśród twoich ubrań? Nie, nie założysz go już, słowo. Jeśli jednak czujesz się nezręcznie, wrzucając go do kosza na śmieci, to się najpierw pożegnaj. Powiedz coś miłego, np. że jesteś wdzięczny za wspólne chwile. Potem już pójdzie gładko. Znałam panią, która przechowywała swoje szkolne zeszyty. Bo może kiedyś dzieciom pokaże. Wybrnęłyśmy z tego, zostawiając jeden, z najgłupszymi błędami.

Pojawia się pytanie, jak się zachować po tych ewentualnych porządkach i eksmisji przydasiów. Nałogowy zbieracz zapełni pustkę kolejnymi rzeczami, jednak warto powalczyć o jej nowe zastosowanie. Niech w tej nicości mieszka tylko powietrze.

Anna Wołosz

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się