Myszynieckiej ciuchci czar niech trwa!

Dawni kolejarze myszynieckiej kolei wąskotorowej, członkowie ich rodzin, a także inni sympatycy idei, by ocalić pamięć o tym, co w życie Myszyńca i okolic wniosła ciuchcia oraz ludzie z nią związani po raz kolejny spotkali się w czwartek 5 czerwca. Czas już najwyższy, by od rozmów i spotkań przejść do konkretnych działań.

DSCN1840

.

Dokładnie czterdzieści lat temu zakończono likwidację myszynieckiej kolejki wąskotorowej. Brak troski ze strony kolejnych władz Myszyńca o zachowanie materialnych śladów jej istnienia, a także nieubłagany upływ czasu spowodowały, że dziś znalezienie przedmiotów związanych z koleją czy zdjęć, które jeszcze nie weszły do powszechnego obiegu, graniczy niemal z cudem.

Spotkanie zorganizowane przez fundację „Kulturalne Kurpie” we współpracy z myszynieckimi strażakami odbyło się tym razem w gościnnych murach karczmy „Marysieńka”. Po krótkiej prezentacji o historii kolejki wąskotorowej i jej roli w życiu mieszkańców Myszyńca przyszedł czas na wspomnienia.

Głos zabrała między innymi Maria Pawłowska, która w czasach, gdy jeszcze kursowała ciuchcia, mieszkała w Łomży. – Kolejka budziła mnie co rano do szkoły – wspominała. – Miałam szczęście, że dopiero na świst przejeżdżającej kolejki mogłam sobie wstać, natomiast moi koledzy i koleżanki, co dojeżdżali do szkoły z Kurpiowszczyzny mieli mniej szczęścia. W szkole łomżyniacy do tych dojeżdżających kolejką mówili: „A to są ci, co jak pojadą do domu, to nie kładą się, bo muszą znowu jechać z powrotem, żeby zdążyć do szkoły”. Na to dojeżdżający odcinali się: „E tam, wy nie wiecie, jakie ta wolno jeżdżąca kolejka ma zalety. Spokojnie można wyskoczyć na siku i jeszcze złapie się ostatni wagon, a jak się umówisz z fajną dziewczyną, to możesz ją parę razy pocałować i na ostatni wagon jeszcze też się załapiesz”.

Jednym z ważniejszych wątków wspomnieniowych okazała się historia parowozu numer 261. Mieczysław Nysztal, który pracował na kolei jako maszynista, opowiadał, że ten parowóz jako jedyny  udało się ocalić przed zniszczeniem przez Niemców. Przyczynili się do tego trzej kolejarze: Tułodziecki, Szczubełek i Szczęsny. Szczubełek nazwał ten parowóz Królową i jeździł nim do końca.

– Widziałem na własne oczy, jak panowie Leon Szczubełek i Jan Krakowiecki, kiedy dowiedzieli się, że ich ukochana Królowa, to znaczy parowóz 261, będzie cięty na złom, popili sobie i przyszli, Krakowiecki na parowóz się położył, Szczubełek pod koła. „Królowej nie damy!”… To byli prawdziwi kolejarze – opowiadał pan Mieczysłam Sokołowski. – Ja krótko byłem na kolei, 13 lat 7 miesięcy i 14 dni. Do końca znaczy byłem… Ale pamiętam, jak przyszła młoda gwardia maszynistów: Tadek Jedrzejczyk, Bolek Soliwoda, Stefan Burzawa, Stanisław Kaczyński i Fredek Kurzych. Młoda gwardia, tak ich wtedy nazywali. Trzeba się było z nimi spróbować! Próbowali na rowerach… Ciuchcia wtedy dawała i 60 kilometrów na godzinę. Jaka to mała szybkość?! – pytał retorycznie.

Swoimi wspomnieniami podzielił się także Tadeusz Lipka. Opowiadał o tym, jak chłopcy ścigali się na rowerach z ciuchcią i jak właśnie ciuchcią po skończeniu podstawówki jechał po raz pierwszy z Wykrotu do Ostrołęki, by zawieźć dokumenty do szkoły. – Ciuchcia służyła do odmierzania czasu – wspominał. Podkreślił też, że najważniejsza jest pamięć. Dobrze byłoby więc zrealizować marzenie wielu mieszkańców Myszyńca i znaleźć godny sposób na upamiętnienie ciuchci.

W snutych tego dnia wspomnieniach nie można było pominąć milczeniem osoby szczególnie ważnej dla myszynieckich kolejarzy, a mianowicie doktora Stanisława Pawłowskiego. Tak o nim mówił Jerzy Tułodziecki, którego ojciec Zygmunt był maszynistą:  „Doktor Pawłowski był taką opoką, na której można było zawsze polegać. Potrafił nie tylko leczyć, ale także doradzać. Bardzo pozytywna postać”.

Kolejne spotkanie poświęcone myszynieckiej ciuchci dobiegło końca. Możliwe, że plonem tych myszynieckich spotkań będzie skromna publikacja książkowa. O upamiętnienie ciuchci zadba też Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce, które wraz z Polską Fundacją Kolei Wąskotorowych przygotowuje wystawę poświęconą Ostrołęckiej (Myszynieckiej) Kolei Wąskotorowej. Celem tej wystawy przewidywanej na czas od 15 września do 10 listopada 2014 r., jest ukazanie możliwie jak najpełniejszego obrazu funkcjonowania tej linii kolejowej. Muzeum poszukuje materiałów związanych z ciuchcią, takich jak: zabytki techniczne, fotografie i dokumenty osobiste kolejarzy. Zajmująca się przygotowaniem tej wystawy Joanna Zyśk  prosi o pomoc we wzbogaceniu planowanej ekspozycji i zapewnia, że udostępnione eksponaty będą bezpieczne.

Kontaktem z osobami mającymi zdjęcia i wiedzę o ludziach związanych z myszyniecką ciuchcią zainteresowana jest też fundacja „Kulturalne Kurpie”    (e-mail: kulturalnekurpie@wp.pl). Wspólnie z pewnością zdołamy ocalić od zapomnienia ten piękny fragment naszej lokalnej historii i pamięć o tych, którzy ją tworzyli.

    Barbara Wojciulewicz

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się