Moja kurpiowska rodzina

orle_pióro_normalBył początek ciepłego, wrześniowego weekendu. Nadszedł długo oczekiwany moment, mój pierwszy rajd harcerski po Kurpiach. Wraz z kolegami harcerzami z drużyny wyruszyliśmy w piątkowe popołudnie na trzydniową wędrówkę – trasa Kadzidło – Wach – Myszyniec. Pierwszego dnia do zrobienia mieliśmy 17 km z pełnym obciążeniem – plecakami, karimatami, śpiworami i tym, co kto tam miał do ubrania czy jedzenia. Mimo tego ciężaru nastroje były świetne, nie mogliśmy się doczekać przygód i atrakcji, jakie mogą nas spotkać. Zatrzymaliśmy się w skansenie w Kadzidle, gdzie mogliśmy zebrać informacje na temat historii Kurpi i zwyczajów tu panujących.

Po przejściu tej trasy, podczas której napotykaliśmy różne trudności, mieliśmy do wykonania różne zadania. Zaczęły nam dokuczać bóle nóg i pleców. Zapadał powoli zmierzch, a my nadal mieliśmy sporo do pokonania. Dopiero około 23: 00 dotarliśmy do miejsca noclegu. Następnego dnia już o 8: 00 rano po śniadaniu wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Myszyńca.

Zmęczenie dawało się we znaki, niektórzy uczestnicy rajdu chcieli wracać do domu. Podczas postoju pod lasem podszedł do nas jakiś miejscowy i dziwnym językiem zapytał:

– Zkela chłopoki idzieta?

– Słucham? – spytał mój kolega Karol.

– Pan pyta się was, skąd idziecie – wytłumaczyła ze śmiechem druhna drużynowa.

– Z Ostrołęki idziemy – odpowiedzieliśmy chórem.

– To wy Kurpsie a gwary nie znocie? – zapytał nieznajomy.

– Myy?? Kurpie??

– A, Kurpsie, jak z Ostrołęki, to Kurpsie! A Kurpsie się nie poddają!

Zofia Stryjeńska, "W chacie kurpiowskiej"

Zofia Stryjeńska, „W chacie kurpiowskiej”

I Pan Kurp zaczął opowiadać nam o historii Kurpiów i o tym, że byli nawet świetnymi bartnikami. Mówił nam o tym, jak Kurpianki robiły palmy wielkanocne i piękne kierce z bibuły i ze słomy, podwieszane pod sufitem (Kierce to coś w rodzaju żyrandola, tylko własnej roboty.). Na dowód tego, że nigdy się nie poddają, opowiedział nam o wydarzeniach historycznych, jak to Kurpie stawiali opór podczas najazdu Szwedów, jacy byli waleczni i odważni. Samego króla szwedzkiego nie chcieli przez swoją puszcze puścić! Mówiono, że spośród ludu tylko Górale i Kurpie byli siłą militarną, na którą można było liczyć w razie potrzeby.

Jakoś do nas dotarła ta opowieść o uporze Kurpiów. W dalszej drodze szliśmy już całkiem szybko, była w nas pozytywna energia, bo wiedzieliśmy, że jesteśmy Kurpiami, a Kurpie się nie poddają. To przecież bardzo silni ludzie.

Ten starszy pan dodał nam otuchy i wiary we własne siły. Postanowiliśmy wspólnie, że damy radę i dotrzemy do celu.

W konsekwencji dzielnie dotarliśmy na miejsce ukończenia rajdu i zajęliśmy I miejsce. Byliśmy bardzo dumni z siebie, że udało nam się pokonać własne słabości i mimo odczuwania bólu ukończyliśmy rajd. Hura! Zdobyliśmy sprawność „Łazika”. To już kolejna, która zawiśnie na naszych mundurach.

Po udanej wyprawie nie mogłem przestać opowiadać rodzicom i dziadkom o tym, co przeżyliśmy. Widziałem, że rodzice byli bardzo zadowoleni z mojego zaangażowania. W końcu jesteśmy rodziną, a rodzina dba o swoich i cieszy się z każdego sukcesu.

Opowiedziałem im o bardzo ważnym dla mnie spotkaniu z Kurpiem i o tym, co od niego usłyszałem.

Wtedy tata przyniósł stary album ze zdjęciami. Pokazał mi fotografie, na których jest moja babcia w stroju kurpiowskim, z palmą kurpiowską w ręku. No tak, przecież moja babcia pochodzi z Dylewa, jest Kurpianką!

Teraz już wiem, że moja rodzina żyje na Kurpiowszczyźnie.

Aleksander Chrzczonowski kl. IV
Szkoła Podstawowa nr 6
im. Orła Białego w Ostrołęce

Praca nagrodzona w IV Ostrołęckim Konkursie Literackim „O Orle Pióro”. Ilustracje pochodzą od redakcji.

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.