Matka Łucja Maria Czechowska

Jedną z ważniejszych osób odpowiedzialnych za rozwój i poziom szkolnictwa w Ostrołęce w okresie międzywojennym była Łucja Maria Czechowska. Była siostrą zakonną ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek św. Rodziny.

12 Kalinowska Siostra Łucja

Siostra Łucja Maria Czechowska, drugi rząd w środku, z czasu pobytu w Ostrołęce, frag. fot. ze zbiorów. Muzeum Kultury Kurpiowskiej.

Do Ostrołęki przybyła z innymi siostrami 12 września 1925 roku w celu założenia nowego domu i przejęcia pod zarząd gimnazjum żeńskiego, które funkcjonowało tu już wcześniej (od 1921 roku) pod kierownictwem Marii Korzeniowskiej. Początki gimnazjum, podobnie jak cała jego historia, to pokłady niewiedzy, które staramy się usuwać.

Wydaje się, że kondycja szkoły w pierwszych latach istnienia, co jest niemal pewne w czasie po pierwszej wojnie, była bardzo ciężka. Siostry miały objąć zarząd szkoły i zająć się wychowaniem i nauczaniem dziewcząt. Opiekę nad szkołą roztaczało Towarzystwo Szkoły Średniej. Historia domu Zgromadzenia Sióstr Misjonarek św. Rodziny to temat w ogóle nie rozeznany. Wiemy o niej mniej niż o historii prowadzonej przez nie szkoły.

Oficjalną zgodę na otwarcie nowego domu Zgromadzenie Sióstr Misjonarek św. Rodziny otrzymało od biskupa płockiego 30 września 1925 roku. Dom nie był zbyt liczny. Przebywało w nim zazwyczaj od dwóch do trzech sióstr oraz tyleż nowicjuszek. Siostry zamieszkały początkowo w jednym pokoju. Zachowywały klauzurę. Na spowiednika zwyczajnego wyznaczono im na początku pobytu w Ostrołęce dziekana i proboszcza kościoła farnego – ks. Władysława Serejkę. W chwili gdy s. Łucja zaczynała pracę w Ostrołęce, stanęło przed nią zadanie wyszukania lokalu na szkołę, a następnie doglądanie remontu sal lekcyjnych i ich wyposażenia. Pod koniec września 1925 roku otwarto klasy od trzeciej do siódmej.

W 1928 roku ks. Serejko w piśmie do biskupa łomżyńskiego pisał, że „W Ostrołęce praca sióstr nad wychowaniem dziewcząt nie jest tak owocna, jak być powinna, a to przede wszystkim z powodu lichego doboru personelu nauczycielskiego. Nauczyciele i nauczycielki nie praktykujący, nawet […] są wrogo usposobieni do kościoła […]”. Ks. Serejko zarzucał im głównie socjalistyczne poglądy. Z dalszej korespondencji dowiadujemy się jednak, że na rok szkolny 1927/1928 siostra Czechowska wymieniła personel gimnazjum, a nauczyciele mieli odpowiednie kwalifikacje i byli wierzący. W trzecim roku pracy w ciężkich warunkach przeprowadzono szkołę do nowego budynku (na rogu ulic 11 Listopada i Ogrodowej – dzisiaj Głowackiego i Daszyńskiego). Zasługą siostry Łucji było uruchomienie Kursów Nauczycielskich przy gimnazjum, które dawały uprawnienia do wykonywania zawodu nauczycielskiego. Siostra Łucja Czechowska była w Ostrołęce blisko siedem lat. W 1932 roku, po zlikwidowaniu gimnazjum żeńskiego, które borykało się z trudnościami materialnymi i w związku z faktem otwarcia w mieście gimnazjum koedukacyjnego, decyzją matki generalnej – Bolesławy Lament (matki założycielki zgromadzenia, beatyfikowanej 5 czerwca 1991 roku w Białymstoku podczas pielgrzymki papieża Jan Pawła II), została skierowana do Ratowa, gdzie była (wprawdzie niedługo) przełożoną i mistrzynią nowicjatu.

W Ratowie s. Łucja przebywała bardzo krótko. Powróciła tam ponownie, by objąć zastępstwo mistrzyni nowicjatu, po krótkotrwałych pobytach w domu w Rudce, wiejskiej siedzibie sióstr w diecezji pińskiej, oraz po dwumiesięcznym pobycie w Brześciu.

Gdy, w 1935 roku, w Ratowie, odbywała się kapituła generalna zakonu, wobec rezygnacji matki Bolesławy Lament, Łucja, w wieku 54 lat, została wybrana matką generalną. Odpowiedzialność za zgromadzenie nakazywała jej przeniesienie domu macierzystego zgromadzenia i nowicjatu do Wilna, w 1938 roku, z tego względu, że głównym terenem aktywności sióstr i rozmieszczenia domów zakonnych były Kresy Rzeczypospolitej – archidiecezja wileńska i diecezja pińska. Wybuch wojny w 1939 roku zastał ją w Białymstoku, jednak w maju 1940 roku musiała opuścić to miasto. Zamierzała udać się do klasztoru w Ratowie. Wobec rożnych komplikacji na dwa lata zatrzymała się w Legionowie, gdzie siostry prowadziły półkolonie dla dzieci. W lipcu 1942 roku udało jej się powrócić do Białegostoku, gdzie zajęła się wznowieniem nowicjatu. Po wojnie i w obliczu nowych granic, zgromadzenie organizowało nowe placówki na Ziemiach Odzyskanych, pozbawione tych prowadzonych na Wschodzie. Podczas kapituły generalnej w 1947 roku matka Łucja Czechowska, po dwunastoletnim przełożeństwie generalnym nad zgromadzeniem, zrzekła się godności. Przebywała w domach w Rudce i w Białymstoku. Ostatnie lata życia spędziła w Legionowie koło Warszawy. Zmarła w 1967 roku.

Łucja Czechowska odegrała ważną rolę w historii Zgromadzenia Siostr Misjonarek św. Rodziny – nie tylko jako matka generalna i przełożona domów zakonnych czy mistrzyni nowicjatu. Jej rola była kluczowa również u początków zgromadzenia. Była bowiem, obok Bolesławy Lament (matki założycielki) i Leokadii Górczyńskiej, osobą zaangażowaną w jego organizację, początkowo pod nazwą Towarzystwa św. Rodziny, a następnie Misjonarek św. Rodziny. Było to w 1905 roku w Mohylewie nad Dnieprem. Pierwsze śluby zakonne, jako 25-latka, złożyła w 1906 roku w Mohylewie w obecności o. Feliksa Wiercińskiego z Towarzystwa Jezusowego. Całe zgromadzenie oparte było na duchowości ignacjańskiej.

Po krótkiej działalności obejmującej tajne nauczanie dziewcząt religii, języka polskiego i krawiectwa, siostry przeniosły się do Petersburga, gdzie w 1907 roku Łucja rozpoczęła studia przyrodnicze na uniwersytecie. Pracowała też w sierocińcu parafialnym przy kościele św. Kazimierza i nauczała w szkole parafialnej. Oczywiście praca ta odbywała się w warunkach konspiracji. W 1908 roku, gdy matka Bolesława Lament, wystarała się o utworzenie gimnazjum dla Polonii petersburskiej, s. Łucja została jego kierowniczką. W Petersburgu angażowała się również w działalność dobroczynną. Rok 1918 przyniósł likwidację kierowanej przez nią placówki. Zdecydowała wówczas o organizacji tajnego nauczania w zakresie szkoły podstawowej i czterech klas progimnazjum. Gdy represje objęły duchowieństwo katolickie, a szczególnie po aresztowaniu arcybiskupa Jana Cieplaka i wyroku skazującym go na śmierć, udała się w 1922 roku do Moskwy, by złożyć premierowi Kalininowi petycję o uwolnienie, podpisaną przez petersburskich katolików. W listopadzie 1923 roku została uwięziona i skazana na 10 lat więzienia na Syberii za prowadzenie tajnego nauczania oraz za postawę w obronie arcybiskupa. Po 14 miesiącach, w styczniu 1925 roku, została jednak uwolniona i w kilka dni potem przekroczyła granicę polsko-rosyjską. Udała się do Częstochowy i tam spotkała się z matką założycielką. Potem krótko przebywała w domach w Różanie i w Piątnicy. W tym samym roku odbyła też pielgrzymkę do Rzymu, w ramach roku jubileuszowego. Obok matki Bolesławy Lament i siostry Anny Czerniłowskiej reprezentowała Zgromadzenie Sióstr Misjonarek św. Rodziny. Podczas wyprawy rzymskiej spotkała arcybiskupa Cieplaka i ordynariusza płockiego Antoniego Nowowiejskiego. Po rzymskim epizodzie przyszła kolej na ostrołęcką placówkę, dokąd skierowała ją matka generalna. Nie wykluczone, że m. Bolesława Lament odwiedziła ostrołęcki dom zgromadzenia (przebywała wówczas w domu w Ratowie), w ramach wizytacji generalnej przewidzianej konstytucjami zakonnymi. Siedmioletni okres pobytu sióstr w Ostrołęce raczej tego wymagał.

Historia związana z m. Lament miała również epizod w czasach nam współczesnych, gdy relikwie błogosławionej m. Bolesławy Lament zagościły w kościele Nawiedzenia NMP w Ostrołęce, 3 listopada 1991 roku. W uroczystościach uczestniczył wówczas biskup Edward Samsel. Aktualnie w Zgromadzeniu Sióstr Misjonarek św. Rodziny są również dwie ostrołęczanki.

O dobrym wychowaniu według matki Łucji Czechowskiej:

„Dobre wychowanie na tym zależy: nauczać się panować nad sobą, nad swoimi zachceniami, popędami, wzruszeniami, żeby dla drugich mieć i okazywać szacunek. Nie trzeba tedy nigdy ustępować, gdy dziecko kaprysi, płacze, bo wtedy ono nigdy się nie nauczy odmawiać sobie czegoś, panować nad sobą, nad namiętnościami. Pozwolić na coś, czego się dziecko domaga, przebaczyć, ustąpić w czymś wtedy tylko można, gdy dziecko zrozumie, że źle zrobiło i żałuje swego postępowania. Nie trzeba też nigdy przepuszczać dziecku braku miłości lub uszanowania względem innych. Chcąc uczennice swoje tego wszystkiego nauczyć, to wszystko w nie wdrożyć, same siostry powinny umieć panować nad sobą, nie unosić się, nie być zmiennymi, zależnymi od humoru względem dzieci, lecz powinny dla nich mieć i okazywać miłość i szacunek. Nie należy więc mówić do nich tonem rozkazującym ani despotycznie się z nimi obchodzić. Przełożone czy wychowawczynie nie powinny uczennic upominać i karać, ani wtedy gdy są rozjątrzone, ani wtedy gdy uczennica jest rozdrażniona. Upomnienie chybia celu, gdy z jednej lub z drugiej strony panuje rozdrażnienie. W modlitwach więc powinny siostry szukać dla siebie uspokojenia, poczekać także, aż uczennica się uspokoi, i wtedy dopiero upomnieć ją lub ukarać. Nikt nie zapanuje nad drugim zbawiennie i po chrześcijańsku, kto nad sobą zapanować nie potrafi.”

(źródło: Wybór pism, opublikowany przez s. L. W. Puciłowską, w: „Chrześcijanie”, t. X, 1983, s. 182).

Barbara Kalinowska

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.