Ludzie i kolory w fotografiach Agnieszki Białobrzewskiej

Agnieszka Białobrzewska czasem spędza większą część roku poza granicami kraju, niż we własnym domu, ale to właśnie uwielbia. Jej kalendarz wypełniony jest aż do kwietnia. Na chwilę wpadła jednak w czwartkowy wieczór do Cafe Fusy, by otworzyć swoją wystawę zdjęć z Heraty w Afganistanie. Wernisaż był częścią Ostrołęckiego Festiwalu Fotografii. 

atamanka-7

Fotografie zebrane na wystawie w małej kafeterii przy Bernardyńskiej to głównie zdjęcia reportażowe pokazujące Afgańczyków w ich naturalnym środowisku. Nie zawsze są to piękne obrazki, z czystym kadrem, bo nie zawsze takie da się zrobić. Kiedy w kadrze panuje bałagan Agnieszka Białobrzewska skupia się na ludziach i ich twarzach.

Najbardziej lubi fotografować dzieci, osoby starsze i kobiety. – Kobiety w różnych krajach wyglądają inaczej, mają różne nakrycia głowy, stroje. Najbardziej interesują mnie ludzie i kolory – mówi autorka.

Zwiedziła już niemal sto krajów i przyznaje, że największą furorę robią zwykle jej płomienne włosy. – Ludzie reagują różnie. Kiedy jestem w Afryce czy w Azji ludzie dotykają moich włosów – mówi autorka wystawy „Na ulicy w Heracie. Afganistan” – Głównie dzieci, bo one są szczere i nie hamują się tak jak dorośli. Dotykają, pytają czy to są prawdziwe włosy. Generalnie bardzo pozytywnie. Ja też staram się też nie przystawać tylko na chwilkę, ale usiąść, porozmawiać, posłuchać co mówią, jeżeli tylko potrafię się z nimi skomunikować. Mam mnóstwo przyjaciół na całym świecie, więc wszędzie mogłabym wrócić.

Podczas czwartkowego wernisażu „Atamanka” przebrała się w strój jaki nosi np. w radykalnych miastach Iranu. Czarną chustę przypominającą burkę i szarą narzutę w drobny wzór na ubranie. Choć zwykle ma nieposkromiony charakter, w krajach którego kultura tego wymaga nie ma problemu z zakryciem włosów.

atamanka-6

– Podróżuję sama i czuję się bardzo bezpiecznie w krajach muzułmańskich. Zawsze staram się najpierw poznać środowisko i kulturę danego kraju, do którego jadę i zawsze respektuję ich tradycję, ich zwyczaje. Np. w Iranie każda kobieta musi mieć na głowie chustę. Po kilku wizytach w Iranie mam taki swój zestaw, który zakładam w miejscowościach bardziej radykalnych, np. Meszhedzie. Ale w Teheranie, gdzie zwyczaje są troszkę bardziej swobodne mogę założyć błękitną, jedwabną chustę, którą czasami zwiewa mi wiatr. Nie powiem, żebym była zła na ten wiatr, bo dla nas, Europejek chodzenie w chuście jest czymś innym. Od wielu, wielu lat mam ten sam, pomarańczowy kolor włosów. Często, nawet w Polsce spotykałam się z różnymi reakcjami ludzi, ale ten pomarańcz odzwierciedla moją ognistą duszę. Dlatego niektórzy moi znajomi dziwią się, że ja podróżuję do kraju, gdzie muszę zakryć włosy, ale jest mi z tym dobrze. O dziwo, bo ja taka zbuntowana osoba tutaj, która może jakieś kontrowersyjne uczucia wzbudzać, tam jestem potulna, cicha i spokojna.

W planach na najbliższe miesiące pani Agnieszka ma między innymi ostatni europejski kraj, w jakim jeszcze nie była – Irlandię. Ale jej kalendarz jest wypełniony aż do końca kwietnia.

– Za tydzień lecę do Iraku, do Kurdystanu. Będzie też Iran po raz kolejny, choć nie wiem którym, bo już straciłam rachubę. Uwielbiam Iran. W czasie tej podróży wybieram się też do Jordanii i Azerbejdżanu. Później mam ostatnie państwo europejskie, którego nie odwiedziłam czyli Irlandię. Potem jeszcze Indie, Seszele i Nepal, znowu do Iranu i Afganistanu, Portoryko, Barbados, St. Maarten, Gwadelupa, Martynika i tak do końca kwietnia mam wypełniony kalendarz.

W piątkowy wieczór (14 października) będzie można również obejrzeć drugą wystawę Agnieszki Białobrzewskiej „Kobiety Peru”. Zapraszamy!

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.