Litery jak kukurydziana pasza

Po świecie szerzy się zaraza. Po całym świecie to oczywiście przesada, ale w świecie ludzi porozumiewających się na piśmie to już na pewno jest plaga.

Autor rysunku: Marek Sachmata

Objawia się wszędzie – w pismach urzędowych, w oficjalnych listach, w komunikatach agencji public relations, w formalistycznych wypracowaniach przygotowywanych przez różne instytucje, na wyrost zwanych informacjami prasowymi… Zaraza nie przebiega bezobjawowo. Jej najwyraźniejszym symptomem jest puchnięcie.

Puchną litery… Rosną jak popcorn pod wpływem stopni Celsjusza. I są jako ten popcorn w istocie. W normalnych warunkach mamy treściwe ziarna kukurydzy. Pod wpływem zabójczego impulsu w mig przekształcają się w wielkie a puste w środku wydmuszki bez treści. To jak już miałbym wybierać, to raczej kukurydzę z puszki niż popcornowe wydmuszki.

Puchną więc litery niczym ta kinowa pasza. Są jak ten popcorn, który jedni  bezrefleksyjnie przygotowują  a inni bezmyślnie przeżuwają. I jak popcornem ludzie oszukują głód, tak spuchniętymi literami twórcy komunikatów tekstowych oszukują innych jakoby coś umieli.

Zaraza więc polega na puchnięciu. Przychodzi mi przeczytać jakieś „pismo przychodzące”. Nadawca używa w nim kilku nazw własnych,  tytułów filmów i tytułów prasowych, podpiera się niby to żartobliwie jakimś reklamowym sloganem. I wszędzie tam gdzie nie wie czy użyć wszędzie wielkich liter, czy tylko w niektórych wyrazach, sunie po całości wersalikiem.  

Powinno być na przykład tak: Teatr Małolepszy zaprasza na przedstawienie pt. „Ewangelia św. Jana w obrazach Jana Styki”. Ale jest: Teatr MAŁOLEPSZY zaprasza na przedstawienie pt. „EWANGELIA ŚW. JANA W OBRAZACH JANA STYKI” – chwała Bogu i dobra to nowina, że przynajmniej nazwisko malarza odmienił. Ale te wersaliki, nie dość że wyglądają koszmarnie, to są taką niezdarnością językową. Ten rodzaj pisowni jest zarezerwowany w zasadzie wyłącznie dla skrótowców.

Nie przeczę. W języku polskim opanowanie pisowni wielkich i małych liter to zadanie trudniejsze niż wszystkie reguły stosowania „u” – „ó”, „ż” – „rz”, „h” – „ch” razem wzięte.  Ale ta sztuka daje podwójną satysfakcję. Używając poprawnie i z wyczuciem wielkich i małych liter, stosujemy się nie tylko do norm poprawnościowych, ale i wysyłamy inne ulotne komunikaty np. swój stosunek emocjonalny, znajomość form grzecznościowych  i inne imponderabilia. W tekście naćkanym wersalikami nie sposób tego odczytać

Ten od teatru i Ewangelii to musiał mieć kłopot nie lada, bo jak tu pojąć, że powinno się pisać Teatr Małolepszy, skoro pisze się poprawnie np. plac Bema. Tam „teatr” od wielkiej, tu „plac” od małej. Jak więc to się dzieje, że „diecezja łomżyńska” albo „powiat ostrołęcki” pisze się poprawnie od małych, a już „Jezioro Omulew” musi być od wielkich liter. Jak napisać o Ewangelii? Wielką  czy małą? Niby jedna Dobra Nowina , ale jednak w czterech księgach. To jest nazwą własną, czy nie jest?

A ten autor, co w pierwszych słowach swego dzieła pisze „Słowo” od wielkiej litery? To on jest święty Jan, czy Święty Jan? Niby poprawnie jest od małej, ale i tak liczna konfesyjna część odbiorców uzna stosowanie małego „ś” w świętości za szarganie tejże świętości. Napisać więc od wielkiej?  Wtedy puryści i ateiści zarzucą mi, że piszę tak, jak Styka malował. Niekoniecznie dobrze, ale na kolanach. No zawsze się człowiek komuś narazi, jakkolwiek nie chciałby żyć na dobrej stopie ze wszystkimi. Jak tu więc  nie wyrzec się siebie? A… napiszę wszystko od wielkich – myśli sobie niejeden autor, postawiony przed koniecznością napisania czegokolwiek co nie byłoby krótkim komunikatem tekstowym SMS, czy postem na Facebooku.

Komuż, kto choć trochę rozumu wkłada w to co pisze, obce są wyżej opisane dylematy? Znają je wszyscy, którzy przynajmniej raz w życiu choćby notatkę służbową do kierownika średniego szczebla musieli napisać Tyle, że z wyzwaniem mierzą się nieliczni. Większość stosuje unik i wciska caps lock wszędzie tam, gdzie nie wie kiedy wcisnąć shift. Wygląda niezdarnie? No to jeszcze można dodać kolorek, żeby to wyglądało na taki niby celowo artystyczny zabieg typograficzny.

Kto nie przeżywał katuszy przed podjęciem decyzji: wielka, czy mała litera, ten nie zna smaku radości tworzenia.  Pisanie jest jak bieg z przeszkodami. Jak końska Wielka Pardubicka czy ludzki Bieg Rzeźnika. Język zastawia na nas wiele pułapek, dylematów co do wyboru trasy. I trzeba się z nimi zmierzyć. Najlepiej z dobrym skutkiem. Kto na tych wszystkich runmageddonach i ironmanach omijałby przeszkody, albo biegał na skróty, niechybnie zostałby zawstydzony, a potem zdyskwalifikowany. Nie stosujmy więc i w języku pisanym pozaregulaminowych uników w postaci omijania konieczności prawidłowych wyborów wielkich i małych liter. Wersaliki trzymajmy rzecz jasna gdzieś na podorędziu, bo czasem w tekście trafi się skrótowiec. Resztę zaś ich zastosowań pozostawmy konstruktorom stron tytułowych w książkach i producentom szyldów.

Tomasz Orawa-Spisz

z Pisza

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.