Listonosz z powołania

Władysław Janowski został listonoszem w 1965 roku. Kiedy go fotografowałem w roku 1986 miał za sobą 21 lat pracy na poczcie w Łysych i był pod tym względem rekordzistą. Obsługiwał rozległy rejon, Pupkowiznę i Serafin, 180 dymów. Znał wszystkich mieszkańców. Oni też go znali i lubili za to, że nigdy się nie spóźniał.

13 Olzacki 1986-11-05 listonosz Wladyslaw Janowski Lyse Pupkowizna000001 (8)

Bardzo lubił swoją pracę. Cieszył się kontaktem z ludźmi. – Kiedy jestem na urlopie i siedzę w domu – opowiadał – już po kilku dniach zaczyna mnie nosić, czegoś mi brakuje. Przez pół dnia towarzyszyłem mu w pracy. Wszędzie witany był z sympatią. Kiedy weszliśmy do szkoły, od razu otoczyły go dzieci, pytając czy ma coś dla nich lub rodziców.

Po terenie, niezależnie od pory roku, poruszał się zazwyczaj WueSKą. To była jego własność, praca na poczcie pomagała o tyle, że zakup mógł sobie rozłożyć na raty. Drugim ułatwieniem był dodatkowy przydział 30 litrów paliwa na miesiąc (benzyna była wówczas towarem reglamentowanym). Z tego powodu przez jakiś czas, jak się skarżył, przydział mógł realizować w odległym o 15 km CPNie w Myszyńcu, chociaż stacja paliw była też w Łysych. Absurd ten, który dotyczył nie tylko Janowskiego, został zlikwidowany w wyniku interwencji „instancji partyjnych”.

Budowa nowej poczty w Łysych była wtedy na ukończeniu. Janowski cieszył się, że będzie miał swój kat, chociaż, jak mówił, w samym budynku urzędu pocztowego spędzał nie więcej niż 2 godziny dziennie.

Miał dwóch synów. Starszy pracował jako nauczyciel, młodszy czekał na powołanie do wojska (służba wojskowa była wtedy powszechna i obowiązkowa). Ojciec namawiał go, by także został listonoszem, a właściwie – wedle obowiązującego już wtedy nazewnictwa – doręczycielem. Syn wzbraniał się, bo uważał że to zbyt ciężka praca za zbyt małe pieniądze.

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.