Lewica wygryza prawicę z odcinka walki o koks

Koksownik | Autor zdjęcia: Zorro 2212 | Źródło: Wikimedia Commons | Licencja: CC BY-SA 3.0

Zaczęło się w 2012 roku. Była wtedy dość ostra i bardzo śnieżna zima. W Warszawie na ulicach miasta pojawiły się koksowniki, żeby mieszkańcy i przyjezdni mogli ogrzać się w oczekiwaniu na autobus lub tramwaj. W pierwszym rzucie stołeczny samorząd, na czele którego stała – tak jak i dziś –  Hanna Gronkiewicz-Waltz, ustawił na ulicach stolicy dwadzieścia żeliwnych koszy, w których intensywnie tlił się żar. Premiera warszawskich koksowników miała miejsce 24 stycznia 2012 roku.

Niespełna tydzień później – 2 lutego radna miejska Ostrołęki Magdalena Jaworowska zwróciła się do prezydenta, żeby koksowniki ustawić również w Ostrołęce. Prezydent Janusz Kotowski odpowiedział po czternastu dniach. „Uważam, iż pomysł Pani jest bardzo ciekawy” skonstatował. Zauważył jednak jednocześnie, że zbliża się koniec zimy, więc „należy liczyć się z okolicznością, że w obecnym sezonie zimowym będą one mało wykorzystane, a może nawet nieprzydatne.

Zakup ich i rozstawienie na ulicach Ostrołęki miało zostać rozważone, jak to ujął prezydent, „przed następnym sezonem zimowym”.

Od tamtego czasu minęło już pięć „sezonów zimowych”. Obecny jest szósty. Pięć zim było łagodnych i nikt o obiecane – w zakresie rozważenia – koksowniki się już nie upominał. Aż przyszedł w tym tygodniu siarczysty mróz. W poniedziałek 26 lutego do prezydenta wpłynęła interpelacja o koksowniki. Tym razem nie złożyła jej radna z proprezydenckiego klubu Prawa i Sprawiedliwości, a reprezentant opozycji Łukasz Kulik, radny niezależny, niegdyś związany z ostrołęcką lewicą.

Historia z koksownikami powtarza się więc wraz z cyklem powracających co kilka lat fal mrozu. Z tą jednak różnicą, że odcinek walki o koksowniki przejęła opozycja,

Jeżeli jednak prezydent odpowie na tę radziecką (przymiotnik od słowa ‚radny’) interwencję znów po czternastu dniach, należy się spodziewać podobnej odpowiedzi w typie: idzie wiosna o koksownikach pomyśli się następnej zimy.

W czternastym dniu od interpelacji radnego Kulika, modele meteorologiczne, przewidują dla Ostrołęki dziesięć stopni ciepła i opady deszczu, co dodatkowo wzmacnia spodziewaną argumentację prezydenta. W deszczu przecież koks mógłby zmoknąć, a to kosztowne paliwo.

Kosztowne i chyba z tego powodu dość już zapomniane w gospodarstwach domowych. Kiedyś jednak było bardzo popularne. Koks to nic innego jak węgiel kamienny, tylko że wcześniej uprażony na sucho w temperaturze około kilkuset do ponad tysiąca stopni. To prażenie znacząco podwyższa zawartość węgla w węglu. O ile bowiem węgiel kamienny ma trzy czwarte węgla w węglu, w tyle w nowocześnie uprażonym koksie węgla jest nawet 98 procent. Spala się on więc wydajniej i jest bardziej kaloryczny od zwykłego węgla. Z tony koksu pozostaje zaledwie dwadzieścia kilo popiołu, a żar z niego bije taki, że w miastach, w których stoją zimą koksowniki, są one ogrodzone, żeby ludzie się nie poparzyli, albo nie zajęła się odzież na nich.

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.