Kurpie były dla niego centrum świata

Urodził się 4 marca 1920 r. w biednej, wielodzietnej rodzinie we wsi Damięty koło Ostrołęki. Zmagał się z losem od najmłodszych lat. Często brakowało nie tylko ciepła i zwykłej serdeczności, ale i chleba. Już po wielu latach napisze o swoim rodowodzie: „Zniekształcone, bose stopy mojej matki – bandoski, obarczonej dziewięciorgiem dzieci krwawiły na kłującym ściernisku zambskich włości, dłonie ojca omdlewały na tratwach rzucanych falami Narwi, Bugu i Wisły, od białowieskich borów po gdańskie Żuławy”.

06 Henryk Syska

Będąc dzieckiem, musiał się upokarzać dla zarobku pasionką krów u obcych, a potem kiedy dorastał, terminował u szewca, najpierw na wsi, a następnie w stolicy. Jednak Henryk za wszelką cenę chciał się uczyć. Ta daleka „droga w nieznany świat” rozpoczęła się jeszcze przed wojną od jednorocznej szkoły rolniczej w Krzyżewie koło Łap. A potem, w czasach okupacji niemieckiej znalazł się w Warszawie. Nie tracił czasu. Ukończył Gimnazjum Ogrodnicze w Ursynowie, dużo czytał, bywał w antykwariatach, układał plany na przyszłość. Jednocześnie działał w konspiracji. Po II wojnie światowej, podobnie jak wielu jego rówieśników o chłopskim rodowodzie, włączył się w nurt ówczesnych przemian. Najpierw w wyzwolonym Lublinie, jako 25-letni młodzieniec pełnił funkcję sekretarza Wojewódzkiego Zarządu Polskiego Stronnictwa Ludowego, a następnie był sekretarzem Zarządu Wojewódzkiego Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”. Pełnił też funkcję naczelnika Wojewódzkiego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Był członkiem Wojewódzkiej Rady Narodowej. Często jeździł w teren, przemawiał, przekonywał. Był mówcą na wielu wiecach. Obywał się bez kartki. Mówił od serca, po chłopsku. Jednocześnie studiował polonistykę na uniwersytecie w Lublinie. Dużo też drukował w różnych czasopismach. W 1946 r. wydał wspólnie z Anną Kamieńską pierwszą książkę pt. „Chata mazurska”. W Lublinie stał się działaczem, dziennikarzem, publicystą i zdecydowanie wszedł na drogę twórczości.

Pod koniec 1947 r. przeniósł się do stolicy. Był redaktorem pism ludowych: „Wici”, „Zielonego Sztandaru”, „Tygodnika Kulturalnego”. Ale zajmował się nie tylko dziennikarstwem. Już w 1949 r. opublikował trzy książki: „Od kmiotka do zarania”, „Przez walkę do zwycięstwa” i „Tomasz Nocznicki – radykalny działacz chłopski”. Autor miał uzasadnione prawo do satysfakcji. Wkroczył pewnie na drogę pisarstwa. A jednak stało się inaczej. Naraził się nie byle komu, bo ówczesnemu marszałkowi Sejmu  Władysławowi Kowalskiemu. Aczkolwiek zarzuty były nieuzasadnione, jednak Henryk Syska, pasowany na pisarza ruchu ludowego, został odstawiony na boczne tory. I tak było aż do przemian październikowych 1956 r.

Nie był to jednak czas stracony. W tych właśnie trudnych latach opublikował jedną z najlepszych swoich książek „Nad błękitną moją Narwią”(1952), a potem kolejno ukazywały się: „Kurpik siedzi w lesie” (1954), „Na ziemi Kurpiów” (1954), „Dwie mile od Różana” (1955); „Obleciałem Kurpie-Gocie” (1955).

W 1962 r. opuścił stolicę i przeniósł się do Olsztyna. Tu założył rodzinę. Poświęcił się tylko pisarstwu. Jego miejscem pracy stał się dom. A pracował nieustannie. Tylko na kilka miesięcy przed śmiercią, złożony chorobą, w wieku 80 lat, przerwał twórczą pracę. Prawie co rok wydawał taką czy inną książkę. W sumie opublikował ponad 60 prac. Imponujący to dorobek, jak na jedno życie i na jednego człowieka.

Najwięcej  miejsca w swojej twórczości poświęcił miejscom, ludziom i zdarzeniom znad Narwi, Orzyca, Orza i Rozogi. Świadczą o tym same tytuły jego książek np.: „Nad błękitną moją Narwią”, „Kurpik siedzi w lesie”, „Na ziemi Kurpiów”, „Od Pułtuska do Myszyńca”, „Dwie mile od Różana”, „Obleciałem Kurpie-Gocie”, „A w zielonej myszynieckiej”, „Skrzypią wrota”, „W dolinie Orza”, „Zamodrzała puszcza świtem”, „Przez Puszczę Zieloną”, „Kęs rodzinnego zaścianka”.

Można postawić pytanie: dlaczego przez tyle lat powracał ciągle do opisywania stron nadnarwiańskich? Z pewnością istotną rolę spełniła miłość i po prostu serdeczne przywiązanie do ziemi rodzinnej. Przez całe życie czuł się rodakiem tej ziemi, pomimo, że nie zawsze ta miłość do ustronia rodzinnego była odwzajemniana. W jednej z rozmów wyznał mi z przykrością: „Do swoich książek czerpałem tworzywo z trzech zasadniczo obszernych do niedawna województw: białostockiego, olsztyńskiego i warszawskiego. Gdybym kierował się wyłącznie zainteresowaniami władz polityczno-administracyjnych tych ziem, gdybym oczekiwał uznania czynników powiatowych, zarządzających Puszczą Białą czy też Zieloną, nie powstałaby ani jedna moja praca o nich praca”. A jednak o swoje ziemi rodzinnej pisał czule i serdecznie. W jednej ze swoich książek zamieścił znamienne i wzruszające wyznanie: Dziwną zaiste moc posiada gleba rodzinna. Kłuje cierpieniem, odpycha surowością, a przyciąga i tuli – jak matka najczulsza.

Obejmując cały dorobek pisarski Henryka Syski można z pełną zasadnością stwierdzić, iż był – jak dotąd – największym pisarzem, a poniekąd i dziejopisem kurpiowskim. Chociaż region ten od dawna interesował wielu badaczy, pisarzy, historyków, ale tylu kart i opisów ziem nadnarwiańskich nie pozostawił w swoim dorobku nikt, co właśnie Henryk Syska. Gdyby kusić się o jakieś analogie, to najwyżej może być porównywany w pewnym sensie z Adamem Chętnikiem – również rodakiem Ziemi Kurpiowskiej, który przez ponad 60 lat badał i opisywał jej historię i kulturę. Pozostawił po sobie także imponujący dorobek. Jednakże Syska był przede wszystkim pisarzem, często też wytrawnym eseistą, który barwnym i potoczystym językiem potrafi znakomicie przekazać czytelnikowi zamierzchłą przeszłość i teraźniejszość Kurpiów.

W tym właśnie znaczeniu autor „W dolinie Orza” jest wielką indywidualnością. Przed kilku laty prof. Aleksander Gieysztor, długoletni prezes PAN napisał o autorze „Nad błękitną moją Narwią” znamienne słowa: …jest twórcą, którego widnokrąg obejmuje Mazowsze północno-wschodnie po to, aby stamtąd czerpać wiedzę o ludziach i Polsce, by to, co działo się i dzieje nad Narwią i Orzycem uczynić czytelnym nad Wisłą i Odrą.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że obfity dorobek naukowy Henryka Syski trzeba jak najrychlej udostępnić i spopularyzować w rodzinnym regionie, co jednocześnie stanowiłoby najlepszy wyraz hołdu dla zmarłego pisarza – naszego ziomka. Wielu mieszkańcom Kurpiowszczyzny jego nazwisko nic nie mówi – niestety. I trudno się temu dziwić, jeśli się zważy, że w regionie brakuje książek Henryka Syski, a szczególnie w szkolnych bibliotekach.

Trzeba więc podjąć starania, aby jak najszybciej wznowić wydanie – przynajmniej niektórych jego prac, jak choćby „Nad błękitną moją Narwią”, „Na ziemi Kurpiów” czy „Zamodrzała puszcza świtem”. Spełnienie tego warunku staje się ważnym wyzwaniem dla elity Kurpiowszczyzny, dla działaczy kultury i badaczy regionalnych. W ten sposób złożymy najlepszy hołd zmarłemu pisarzowi i jednocześnie umocnimy tożsamość regionalną naszej małej – kurpiowskiej ojczyzny. Ale oprócz udostępnienia dzieł Henryka Syski należy je wprowadzić w powszechny obieg świadomości regionalnej, a szczególnie w szkolnej edukacji. Trzeba upowszechnić dorobek twórczy autora „Nad błękitną moją Narwią” przede wszystkim wśród nauczycieli.

Odejście Henryka Syski, tak mocno zrośniętego z Kurpiami, które stanowiły dla niego centrum świata, zobowiązuje nas – rodaków do refleksji. Między innymi warto by pomyśleć, aby zmarły pisarz, który przez całe swoje życie był tak mocno związany uczuciowo z naszym regionem i który poświęcił mu tyle dzieł, stał się patronem jednej ze szkół. Zasłużył sobie na to, aby jedną z ulic w Ostrołęce, Myszyńcu czy Goworowie nazwać jego imieniem.

Od śmierci naszego dziejopisa, będącego chlubą całej Kurpiowszczyzny, minęło w tym roku 15 lat. Ciągle nie ma żadnego widocznego znaku w naszym regionie upamiętniającego śp. Henryka. W tym miejscu godzi się wspomnieć, że pisarze związani z Kurpiami, jak np.: śp. Mieczysław Czychowski, śp. Edward Kupiszewski, śp. Dionizy Maliszewski czy śp. Zofia Niedziałkowska zostali godnie upamiętnieni. Tymczasem Henryka Syska, zmarły przed 15 laty (18 lutego 2000 r.), mający tak wielki dorobek twórczy, nie doczekał się żadnego znaku trwałej pamięci.

Żywię nadzieję, że 15. rocznica śmierci Henryka Syski, przypadająca w tym – 2015 roku, stanie się inspiracją dla miłośników historii regionalnej i dla samorządowców z Kurpiowszczyzny, aby godnie  upamiętnić jednego  z największych piewców  naszej małej – kurpiowskiej ojczyzny.

Stanisław Pajka

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.