Jestem dumna z mojej rodziny. Najbardziej zainteresowało mnie…

Obudziłam się w paskudnym humorze. Za oknem wiał silny wiatr, padał rzęsisty deszcz, a ja, mimo wolnej soboty, musiałam zwlec się z łóżka, bo moi rodzice szli do pracy. Czy może być coś gorszego niż pobudka o 7: 00 rano w wolną sobotę?       

– To będzie koszmarny dzień – pomyślałam. Będę nudzić się jak mops pozostawiona pod opieką cioci. Nic gorszego nie mogło mi się przytrafić!         

Kiedy tak użalałam się nad swoim losem, do pokoju weszła ciocia i nieśmiało zaproponowała zabawę. A że ciocia jest nauczycielem historii, czekał mnie zapewne długi i strasznie nudny wykład o powstaniu Państwa Polskiego, Mieszku I i całej reszcie nieciekawych postaci historycznych. Ku memu zaskoczeniu tak się jednak nie stało. Propozycja cioci polegała na tym, że każda z nas miała przeprowadzić krótką lekcję historii – ale historii niezwykłej, wyjątkowej, wzruszającej – bo dotyczącej życia mojej najbliższej rodziny.          

„Cóż za absurdalny pomysł?!” – pomyślałam. Z wielką niechęcią podjęłam jednak wyzwanie. Nie miałam przecież nic lepszego do roboty, a dzień zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Zabawa zabawą, ale jaką ciekawą historię może mieć do opowiedzenia dziewięciolatka? Westchnęłam cichutko i udałam się do swojego pokoju, aby w ciszy zastanowić się nad powierzonym mi zadaniem. Niby nic wielkiego w życiu nie przeżyłam, ale przecież… I tu wpadł mi do głowy genialny pomysł! Opowiem cioci o tym, jak spędziłam wczesne dzieciństwo. Urodziłam się przecież w zupełnie innym kraju…, a to nie przydarza się każdemu! Im dłużej zastanawiałam się nad tym, o czym warto wspomnieć, tym więcej myśli kłębiło mi się w głowie. Kiedy więc nadeszła pora, aby przedstawić dzieje swojej rodziny, byłam w pełni przekonana, że moja historia jest wyjątkowa i niezwykła.        

Wykład zaczęłam od opowieści o tym, jak moi rodzice jako młodzi ludzie, tuż po ukończeniu studiów, pozostawili ojczysty kraj, aby znaleźć pracę i móc kupić mieszkanie. Tym oto sposobem urodziłam się w Cardiff – pięknej stolicy Walii, a nie jak większość moich koleżanek i kolegów – w ojczystym kraju. W Wielkiej Brytanii stawiałam też swoje pierwsze kroki w przedszkolu, a potem w szkole podstawowej – otoczona Brytyjczykami, Hindusami, Chińczykami, Afrykańczykami oraz wielokulturowością. Uczyłam się w anglojęzycznej szkole, jednak, mimo tego, moi rodzice nauczyli mnie języka ojczystego. Zawsze powtarzali mi, że Polska to nasza ojczyzna i wstydem byłoby nie mówić piękną polszczyzną. Tak też było: w szkole język angielski, w domu polska mowa, polskie tradycje, polska msza święta w każdą niedzielę. Rodzice od zawsze powtarzali mi, że Polska to nasze miejsce. DOM.          

Jako mała dziewczynka niewiele rozumiałam z tak górnolotnych słów. Dziś – będąc już w Polsce od kilku lat – coraz wyraźniej rozumiem ich przesłanie. Wdzięczna więc jestem rodzicom za trud i troskę, które włożyli w przekazanie mi tych podstawowych wartości. Dzięki nim szanuję to, że mieszkam w Polsce, mówię po polsku, kocham Polskę. Dumna jestem z rodziny, którą stworzyli moi rodzice. Rodziny kochającej się, wspierającej, wychowującej mnie w duchu kultury, którą sami żyją, a którą przekazali im moi dziadkowie i pradziadkowie.        

Przedstawiając cioci swoje przemyślenia, byłam pełna obaw, czy udało mi się choć trochę sprostać jej wymaganiom. Widząc jednak łzy wzruszenia w jej oczach, wiedziałam już, że udało mi się poruszyć jej serce.          

Z wielką niecierpliwością czekałam teraz na to, czym zaskoczy mnie ciocia. Od zawsze opowiadała mi historyczne ciekawostki – mniej lub bardziej interesujące. Dzisiejsza lekcja historii w jej wykonaniu przeniosła mnie w świat, o którym niewiele wiedziałam. Świat z czasów międzywojennych. Nie potrafiłam jednak zrozumieć, jak się to miało tyczyć mojej rodziny. I tu po raz kolejny ciocia wykazała się niezwykłym darem przekazywania niełatwej opowieści językiem prostym i zrozumiałym dla dziecka.              

Otóż lekcja historii, którą usłyszałam, dotyczyła – ku mojemu wielkiemu zdziwieniu – pradziadka Czesia. Nigdy wcześniej nikt ze mną o nim nie rozmawiał, toteż tym większa była moja ciekawość. Zamknęłam więc oczy i wraz ze słowami płynącymi z ust cioci, przeniosłam się do międzywojennej Warszawy. Oczami wyobraźni widziałam pradziadka ciężko pracującego u bogatego Żyda. Praca nie była lekka, ale bardzo dochodowa. Dzięki ciężko zarobionym pieniądzom dziadek wszedł w posiadanie przepięknego folwarku. Wraz z nim przeżywałam cudowny moment ślubu i narodzin jego dzieci. Czas płynął spokojnie. Jednak dobre chwile przerwał wybuch II wojny światowej. Moją głowę wypełniły dźwięki syren, krzyki, płacz i ogromny chaos. Widziałam, jak giną dziadka dzieci, a on sam zostaje pojmany i trafia do niemieckiej niewoli. Mijały lata smutne, trudne i pełne łez. Przez cały ten czas prababcia tęskniła za mężem. Jeszcze w tej chwili widzę jej zapłakane i utrudzone smutkiem oczy. Dzień ponownego ślubu babci wcale nie był radosny. Tęsknota za dziadkiem odcisnęła na niej swoje piętno. Jakież więc było jej zdziwienie, gdy jakiś czas potem do domu powrócił dziadek Czesio – dumny członek Armii Krajowej. Nie pozostał nim jednak zbyt długo, gdyż drugi mąż    babci – Rosjanin – próbował go zabić. Takim oto sposobem dziadek powrócił do domu swego brata i jego rodziny, gdzie rozpoczął nowe życie. Spokój nie trwał jednak długo. Pewnego letniego dnia mieszkańcy wsi, w której zatrzymał się dziadek, pod osłoną nocy zabarykadowali drzwi do jego domu i podpalili budynek. Zginęli wówczas wszyscy, którzy spali w budynku. Los oszczędził dziadka Czesia. Tego wieczoru wraz z bratem spał bowiem w stodole. Pomimo wielkiej tragedii, jaka spotkała pradziadka Czesia i jego rodzinę, potrafił on wykrzesać z siebie tyle sił, by na nowo ruszyć w świat i ponownie zacząć żyć. Tak właśnie poznał on babcię Agatę – cudowną kobietę, u boku której dożył końca swoich dni.          

Kiedy ciocia skończyła swoją opowieść, nie mogłam wydusić z siebie nawet jednego słowa. Rzeczywiście była to wyjątkowa lekcja historii. Dopiero teraz wyraźnie zobaczyłam, jak wiele musiał stracić i poświęcić mój pradziadek, bym mogła być częścią cudownej rodziny pełnej miłości i gotowości do poświęceń. Rodziny hołdującej przesłaniu, że najważniejsze w życiu jest to, by być dobrym człowiekiem. Rodziny, z której jestem dumna.I choć cioci nie ma już dzisiaj między nami, jej opowieść jest częścią mnie i rodziny, którą kiedyś sama założę.    

 

Weronika Kulesza kl. III

Szkoła Podstawowa nr 6 im. Orła Białego w Ostrołęce

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się