Jestem dumna z mojej rodziny. Najbardziej zaciekawiło mnie…

 

Pewnego deszczowego dnia mama wysłała mnie do piwnicy po ziemniaki. Zeszłam na dół i gdy już miałam wracać, moją uwagę przykuło stare, zniszczone pudełko. Tak zaczyna się najciekawsza historia w moim życiu…

Zaniosłam mamie ziemniaki na górę i wróciłam do piwnicy, aby zobaczyć, co zawiera to tajemnicze pudełko. Zajrzałam do środka i zobaczyłam stary, zniszczony dziennik. Otworzyłam go i przeczytałam pierwszą stronę.

16 września 1939 r.

Nie jesteśmy w stanie odpierać ataków Wehrmachtu, musimy cofnąć się na zachód, aby zebrać siły i opracować nową taktykę. Wojska III Rzeszy zagłębiają się w Polskę coraz mocniej, to jest dla nas bardzo niebezpieczna sytuacja.

17 września 1939 r.

Cofnęliśmy się na wschód, jednak z tej strony również zaatakował nieprzyjaciel. Tym razem to Armia Czerwona. Znaleźliśmy się w pułapce, z której musimy poszukać wyjścia. Najprawdopodobniej cofniemy się trochę na wschód i będziemy toczyć bitwy z nieprzyjaciółmi.

Byłam zaskoczona tym, co przeczytałam. Następnego dnia w szkole nie mogłam się skupić na lekcjach, bo cały czas zastanawiałam się, do kogo może należeć ten dziennik. Po powrocie do domu, kiedy odrobiłam już pracę domową, udałam się do dziadka i pokazałam mu ten dziennik. On odrzekł mi, że należał do jego taty, który walczył podczas wojny obronnej Polski 1939 r. jako ułam, po czym przeczytał mi jeden z fragmentów zawartych w zapiskach:

1 października 1939 r.

Stoczyliśmy już wiele bitew i jesteśmy pod Kockiem. Armia III Rzeszy jest już bardzo blisko. Szykujemy się na wielką bitwę, którą mamy nadzieję wygrać. Od tego może zależeć przyszłość naszego kraju.

Dziadek dodał, że była to ostatnia bitwa kampanii wrześniowej, a sama kampania była wojną obronną Polski. Bitwa pod Kockiem trwała od 2 do 6 października 1939 r. Ta potyczka zakończyła się klęską Polaków i zadecydowała o dalszych losach naszych rodaków. Żołnierze zostali wzięci do niewoli niemieckiej i umieszczeni w obozach jenieckich. Do jednego z nich trafił mój pradziadek, a obóz ten znajdował się pod Radomiem. Warunki tam panujące były bardzo trudne ze względu na głód, zimno oraz brak higieny. Wszystko to spowodowało, że po około trzymiesięcznym pobycie w nim zdecydował się na ucieczkę wraz z kolegą z pobliskiej miejscowości. Dozorujący żołnierze niemieccy ze względu na mroźną zimę zaniedbali ochrony jeńców. Schronienie się przed wielkim mrozem żołnierzy niemieckich stworzyło szansę na ucieczkę podczas wykonywania prac polegających na załadowywaniu koni do wagonów (konie te należały do polskich ułanów). Podróż do rodzinnego domu odbywała się pieszo (leśnymi drogami) z pomocą ludzi zamieszkujących mijane miejscowości, którzy udzielali schronienia i noclegu. Ucieczka miała miejsce podczas mroźnej, śnieżnej zimy w styczniu 1940r. Po dwóch tygodniach dotarł do rodzinnej wsi. Po powrocie do domu włączył się w działalność konspiracyjną jako żołnierz Armii Krajowej.

Jestem dumna z mojego pradziadka, który za obronność kraju został w nowej Polsce awansowany na stopień oficerski – ze stopnia kaprala na podporucznika. Historie tego typu powinny być przekazywane z pokolenia na pokolenie zarówno w formie przekazów ustnych, jak i na tablicach pamięci. Każdy, kto ma w rodzinie takiego bohatera, powinien być z tego dumny.

Klaudia Daniłowska kl. VII

SP 1 im. Stanisława Jachowicza w Ostrołęce

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się