Historia pewnych spodni

Legendę dżinsów stworzyło Hollywood. Początkowo te proste, wytarte do błękitu spodnie były atrybutem wyłącznie mężczyzn. Silnych i pracowitych do ostatniej kropli potu. Poszukiwaczy złota, kowbojów oraz farmerów. Nie bez powodu! Dżinsy były bowiem niebywale mocne, oraz odporne na wszelkie uszkodzenia mechaniczne. Można by rzec, nie do zdarcia, tak jak zresztą mężczyźni, dla których były pierwotnie stworzone.

15 James-Jeans2Wkrótce jednak noszenie dżinsów zaczęło wymykać się spod „farmerskiej” kontroli. Wygoda i niewymuszony luz w zawrotnym tempie poszerzał ich przeznaczenie! Coraz szerszą falą zgarniały za sobą chętnych do ich posiadania. W końcu zaczęły pojawiać się na ekranach kin. Dzięki temu przełomowemu wydarzeniu, wielki Marlon Brando oraz James Dean stworzyli nowa generację mężczyzn a co za tym idzie pokazali światu nową, nieznaną wówczas twarz mężczyzny outsidera. Typ mężczyzny silnego ale jednakże seksownego. Odtąd wszyscy chłopcy zapragnęli nosić dżinsy! Żadna młodzieżowa subkultura od teraz nie mogła obejść się bez tych kultowych spodni! Później to już była prawdziwa lawina „dżinsomanii”! Denimowa obsesja ogarnęła także kobiety. Seksowne, dopasowane dżinsowe rurki nosiła sama Brigitte Bardot a niebywale kobieca i kokieteryjna Marilyn Monroe przekornie rozsławiła boyfriendy. Dzięki temu dżinsy stały się symbolem wyzwolenia i wolności kobiet. Kolejne pokolenia już bez najmniejszego wahania sięgały po te kultowe spodnie. Wychowanki rock and rolla, muzyki pop, hippiski ale także jakże konserwatywne gospodynie domowe. Każda z tych subkultur nadawała im swój własny, indywidualny charakter. Dlaczego? Bo każda z nich doceniła ich wygodę oraz uniwersalność, której tak bardzo brakowało w latach 50-tych i 60-tych. I tak, wraz z kolejnymi kolekcjami rozprzestrzeniały się na cały świat, idealnie wpisując się różnorodność fasonów i cen, tak by każdy mógł mieć swoja parę dżinsów, na wyciągnięcie ręki.

Lawina gwiazd noszących niebieskie spodnie sypała się coraz większą siłą. Dzwony z wysokim stanem pokochały aniołki Charliego. A skoro nosiły je aniołki za chwilę, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, nosiły je wszystkie kobiety świata. I tak właśnie zaczęła się era magicznych lat siedemdziesiątych, gdzie królowały spodnie z rozszerzoną na kształt dzwonu nogawką. Prawdziwy przełom przyniosła druga połowa lat siedemdziesiątych, kiedy to Gloria Vanderbilt, wprowadziła na rynek pierwsze elastyczne spodnie. Spodnie te idealnie dopasowywały się do sylwetki, podkreślając kobiecość i seksualność. Za ciosem poszli Gucci, Armani, Versace, czy Donna Karan tworząc w tym celu DKNY oraz nowa wówczas na rynku marka Guess.

Nie możemy pominąć też prawdziwego króla dżinsu Calvina Kleina, który przeistoczył już wąskie nogawki w dżinsy ścisłe niczym rajstopy. Model ten wraz z ogromnym zainteresowaniem, zrodził ze sobą niemały skandal. Raz, że reklamowały go niebywale młode, piętnastoletnie, wychudzone modelki, dwa, że spodnie były tak ciasne, że nosząc je nie byłabyś w stanie włożyć w ich kieszeń nawet biletu do kina!

Przełom lat dziewięćdziesiątych rozpowszechnił najbrzydszy zdaniem modowych specjalistów model dżinsów. Kto pamięta „Beverly Hills 90210” wie co mam na myśli. Nie dość wąskie, ale także nie zbyt szerokie. Bezpłciowe spodnie, jakby pozbawione charakteru. Zapomnieliśmy o nich szybko i chętnie, przechodząc do jakże trudnego modelu „mom jeans” przeistaczając się w Jennifer Aniston z kultowego serialu „Przyjaciele”. Model ten nie służył kobiecej sylwetce, ukrywając skrzętnie jej seksowną i szczupłą figurę pod nadmiarem luźnego dżinsu. Stąd też otrzymał nieco niesprawiedliwą moim zdaniem nazwę, sugerującą noszenie zbyt dużych spodni po matce.

Nieco później, w roku 2000 pojawiła się Kate Moss. Co zrobiła, każdy wie. Rozkochała w nas dżinsowy „rock star look”, który  trwa do dziś dnia.

Gwiazdy kochające te magiczne spodnie wyrastają niczym grzyby po deszczu. Jak Kate, mają swój ukochany model i uznają je za koło ratunkowe każdej stylizacji.

Kariera dżinsów wciąż nie ustaje. Poszerza swoje horyzonty i pojawia się w coraz bardziej zaskakujących formach. Rurki, dzwony, mom jeans czy boyfriendy. Idealnie gładkie, lekko przetarte czy dziurawe tak, że zastanawiasz się czy więcej w nich spodni, czy może dziur.  Możesz bowiem nie mieć w szafie klasycznej marynarki, spódnicy krojonej z ołówka a nawet szpilek. Możesz nie mieć małej czarnej ani też wieczorowej sukni, ale doprawdy nie znam szafy, w której nie ma choćby jednej pary tych niesamowitych spodni!

Dziś dżinsy są bowiem podstawą każdej nowoczesnej garderoby. Męskiej czy też damskiej. Bez różnicy. Dżinsy są bazą bez której żadna z nas nie wyobraża sobie własnej szafy. Dobrej stylizacji nie można zbudować na marzeniach o niebywale drogiej kurtce, ale już na jednej parze dżinsów i owszem! Za każdym razem kiedy nie mam pomysłu na kolejny outfit, sięgam po dżinsy! Zapewne też tak macie. Wystarczy zwykły t-shirt i dobre buty. Trampki czy szpilki. To zależy od tego jaki efekt chciałabyś osiągnąć. Umiejętnie zmieniając dodatki w tych samych dżinsach możesz pójść do pracy, na randkę albo do kina. Należy jednak zawsze brać pod uwagę własną sylwetkę. No i warto pamiętać, że choćbyśmy darzyły dżinsy największą miłością, są uroczystości na których nadal obowiązuje nieugięty dress code, wykluczający tę anielsko-niebieską tkaninę!

 

Stylista, Personel Shopper

Małgorzata Laskowska

www.blacksand.pl

Ilustracja na stronie głównej: fragment okładki płyty Bruce’a Springsteena „Born in the USA”, Columbia Records, 1984.

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się