Hazard wciąga a sieć ma wielkie oka

Autor rysunku: Marek Sachmata

Autor rysunku: Marek Sachmata

Kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej uczestniczy w zagranicznej grze losowej lub zagranicznym zakładzie wzajemnym, podlega karze grzywny. Tak brzmi jeden z paragrafów kodeksu karnego skarbowego.

Wielu na pewno tego nie wie. Wiele osób ze skłonnością do hazardowego ryzyka przynajmniej raz w życiu pomyślało: a może by obstawić jakieś zagraniczne zakłady przez internet. Zwłaszcza, że propozycji w internecie w bród. Pojawiają się w mailach, w okienkach wyskakujących przy korzystaniu z darmowego legalnego oprogramowania ściąganego z sieci. Któż tego nie przeżył? Ściągasz z internetu jakiś sterownik, a wraz z nim ofertę zagrania w ruletkę na zagranicznym serwerze, albo obstawienie zakładów sportowych.

O tym jak łatwo stać się w Polsce przestępcą skarbowym w dobie internetu przekonał się mieszkaniec naszego regionu, skazany (na razie nieprawomocnie) przez sąd.

Złowiony w sieć

W tej opowieści niektóre fakty muszą pozostać za mgłą tajemnicy. Niektóre zdarzenia zostaną zmienione, by uniemożliwić identyfikację skazanego. Bo niezależnie od odpowiedzialności karnej, ktoś kto w ciągu dwóch lat wydaje na hazard wielokrotnie więcej niż całe swoje dochody, wymaga specjalistycznej terapii grupowej – nie polegającej na potępieniu, a uczciwym (niekiedy bolesnym) rozliczeniu się z przeszłością i stworzeniu warunków do nowego, lepszego życia.  Każdy kto cierpi na jakąś chorobę, ma prawo do zachowania tego w tajemnicy. Ten skazany prawdopodobnie cierpi, nawet gdy nie dopuszcza do siebie tej świadomości.

Zaczęło się pozornie niewinnie. W 2008 roku żonaty mężczyzna, nazwijmy go Pan Gracz, zarejestrował się w zagranicznym serwisie prowadzącym zakłady wzajemne. Serwis stwarzał pozory legalności. Prowadzi go za granicą firma mająca siedzibę, konkretny adres pocztowy (wcale nie wirtualne biuro na godziny). Firma ma referencje i setki zadowolonych graczy. Każdemu nowemu graczowi przydziela unikalny numer, ale zanim to nastąpi, gracz musi podać swoje dane i oświadczyć, że zapoznał się z regulaminem.

Pan Gracz wypełnił wszystkie formularze, zaakceptował napisany po polsku regulamin. W ten sposób został pełnoprawnym użytkownikiem zagranicznego internetowego serwisu zakładów wzajemnych. Tak bardzo chciał grać, że zaakceptował regulamin, w którym było ostrzeżenie, że w Polsce uprawianie zagranicznego hazardu na odległość jest nielegalne.

Ktoś zdrowo myślący, zauważy teraz że to jakaś paranoja. Serwis gier hazardowych zachęca Polaków do gry, wiedząc że to nielegalne i jeszcze ich do tego zachęca. Taki jest jednak dzisiejszy świat. Tam, gdzie do zarobienia są duże (bardzo duże) pieniądze, tradycyjnie rozumiana uczciwość jest tylko niepotrzebnym obciążeniem. Są za to piętrowe, labiryntowe konstrukcje prawne, wyłączające odpowiedzialność tego kto ma zarobić, a obciążające tego, kto i tak ma stracić.

Właściciel zagranicznego serwisu zabezpiecza się takimi ostrzeżeniami zarówno przed odpowiedzialnością karną, jak i cywilną. Może twierdzić, że wcale nie podżegał nikogo z terytorium Polski do nielegalnych zakładów. Przecież ostrzegałem, panie prokuratorze i wysoki sądzie. To gracz wszedł w te zakłady świadom ryzyka i na własną odpowiedzialność. Unika też roszczeń ze strony grających, którzy stracili majątki. Sami tego chcieliście, uprawialiście hazard mimo ostrzeżeń, proszę o oddalenie pozwu.

Dola heavy usera

Nie wiadomo czy Pan Gracz nie doczytał regulaminu do końca, czy też zignorował ostrzeżenia, licząc że mu się upiecze. Faktem jest, że na prawie pięć lat stał się regularnym użytkownikiem zagranicznego serwisu hazardowego. Był, używając nomenklatury dostawców dóbr i usług, heavy userem. Osobą korzystającą z danej usługi regularnie i bardzo intensywnie, na pograniczu uzależnienia.

Z biznesowego punktu widzenia heavy userzy to najlepsza grupa klientów. Są źródłem stałych i przewidywalnych dochodów. Takim był Pan Gracz. Przez dwa lata zasilał konto serwisu hazardowego  praktycznie co drugi dzień. Mniejsza o kwoty, ale przelał na to konto pieniądze wielokrotnie przekraczające jego dochody w tym okresie. A zarabiał wtedy niewiele więcej niż wynosiła najniższa krajowa pensja.  Gdyby ktoś chciał pomyśleć, że w szpony hazardu wpadają zamożni ludzie, którym w głowie się przewraca od dobrobytu, to wcale tak nie jest. Przypadłość ta dotyka w równym stopniu wszystkie grupy społeczne, niezależnie od wykształcenia, zawodu, statusu materialnego. Pan Gracz zarabiał na życie w zawodzie, o którym przyjęło się mówić, że jest zawodem zaufania publicznego.

Hazard wciąga.  Należy do grupy uzależnień behawioralnych, których przyczyny nie są do końca wyjaśnione. Jedna z teorii głosi, że granie przyjemnie drażni ośrodek nagrody w mózgu. Że ten ośrodek nagrody działa jednak wadliwie. Że patologiczny gracz nie jest w stanie, jak to ładnie ujmuje psychologia, „odroczyć gratyfikacji”, na przykład systematycznie przez lata dorabiać się pracą, a nie szukać bogactwa na skróty. Ta nieumiejętność odraczania gratyfikacji dotyczy zresztą dużej części społeczeństwa. Gdyby chcieć to sprawdzić w masowych badaniach przesiewowych, to widać to już u dzieci w wieku przedszkolnym. Znaczna część przedszkolaków nie przeszłaby tak zwanego testu dwóch cukierków. Wolą zjeść natychmiast jednego niż nie zjadając go wytrzymać do następnego dnia i dostać jeszcze dwa dodatkowo.

W hazardzie tym cukierkiem jest perspektywa bogactwa. Gracz chce dostać nagrodę teraz. Natychmiast! Nie po latach pracy i pięcia się po szczeblach kariery, ale jednorazowo lub w kilku nieodległych transzach . Organizatorzy hazardu wiedzą jak podtrzymać to pragnienie. Czasami dają trochę wygrać. Ale tylko trochę. By dać ułudę, by zachęcić do dalszego grania. Hazardziści prawie zawsze tracą więcej niż wygrali, ale część z nich gra wtedy coraz intensywniej, mimo świadomości ponoszonych strat.

W tych małych wygranych – na zachętę – Pan Gracz wygrał niewiele. Nie odzyskał nawet jednej piątej tego, co przelał na konto zagranicznego serwisu hazardowego. Grał jednak dalej.

Nałogowi hazardziści zazwyczaj bardzo dbają o swój wizerunek. Nie przyznają się do kłopotów ani do strat. Nie chwalą się, że ich życie zdominowane jest przez gry, w których wygrana nic ale to nic nie zależy od umiejętności. A jeżeli, ktoś z otoczenia wie o tym, to hazardzista udaje że jest panem sytuacji. Potrafi na przykład pochwalić się wygraną.

Zawiść, albo służby

Być może takie nieopatrzne pochwalenie się komuś sprowadziło na Pana Gracza kłopoty. Ludzie są zawistni i bardzo chętnie donoszą do urzędu skarbowego na tych, którym wiedzie się trochę lepiej, albo donoszącemu tylko wydaje się że komuś wiedzie się lepiej. A może Pan Gracz padł ofiarą inwigilacji internetu i kont bankowych przez służby? Faktem jest, że w pewnym momencie służby zainteresowały się czy Pan Gracz odprowadził podatek od tych swoich niewielkich wygranych. Bo one były niewielkie tylko w stosunku do poniesionych nakładów, ale na tyle duże że podlegały opodatkowaniu. Pan Gracz podatku od nich nie odprowadził. I zapewne z tego powodu miał jeszcze dodatkowe kłopoty w trybie administracyjnym. Najgorsze jednak przyszło gdy dowiedział się, że zasiądzie na ławie oskarżonych pod zarzutem popełnienia przestępstwa.

Kto wie, nie będąc prawnikiem wyspecjalizowanym w sprawach podatkowo-celnych, że przebywanie w Polsce i uprawianie hazardu przez internet za granicą jest przestępstwem? W dodatku przestępstwem formalnym – to znaczy, że nie trzeba nic wygrać aby podlegać karze; sam fakt udziału w grze jest czynem karalnym. Należy przypuszczać, że wie o tym bardzo niewiele osób. Ale nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności za nieprzestrzeganie go.

Pan Gracz przed sądem tłumaczył się jednak właśnie nieświadomością, że uczestniczy w zabronionym prawem procederze. Wyjaśniał, że tylko przeleciał wzrokiem regulamin, nie czytał go dokładnie bo był za długi, nie zauważył ostrzeżenia, że to w Polsce nielegalne i kliknął akceptację regulaminu.

Sąd wymaga więcej od osoby z wyższym wykształceniem

Sąd nie uznał tych tłumaczeń za wiarygodne. Zdaniem sądu każdy rozumny człowiek, który zawiera jakąkolwiek umowę powinien wykazać należytą dbałość o własne interesy, a zwłaszcza młoda, zdrowa osoba, w pełni sił umysłowych, posiadająca wyższe wykształcenie, obyta w świecie i świadoma zagrożeń związanych z korzystaniem z sieci internetowej. To wyższe wykształcenie przewija się przez uzasadnienie wyroku kilka razy. Zdaniem sądu, od osoby z wyższym wykształceniem należy wymagać większej rozwagi i ostrożności przy podejmowaniu tego typu decyzji niż od przeciętnego obywatela.

Pan Gracz został skazany na karę grzywny w wysokości mniej więcej swoich dwumiesięcznych dochodów netto. Stracił też wszystkie swoje wygrane z zagranicy, bo sąd orzekł ich przepadek. Orzeczenie, w chwili powstawania tego artykułu, nie było prawomocne. Jeżeli się uprawomocni, Pan Gracz najprawdopodobniej straci pracę, bo w zawodzie zaufania publicznego nie wolno być osobą skazaną.

I tyle można wyczytać z sądowych akt. Nie wiadomo czy Pan Gracz przestał grać, czy też wręcz przeciwnie – gra jeszcze kompulsywniej, by odreagować stres związany ze skazaniem. Sąd nie zabronił mu dalszego uprawiania hazardu, bo zadaniem sądu nie jest mówienie innym jak mają żyć. Sąd ma rozliczyć oskarżonego ze złamania prawa i przekonująco uzasadnić, że wyrok daje nadzieję, iż uznany za winnego więcej podobnego czynu nie popełni. Reszta zależy od samego podsądnego. Na tym polega wolność człowieka. O ile nie jest tej wolności pozbawiony.

Tomasz Woźny

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się