Grubo przesadzone wnioski i konstatacje

Kronikarz Kurpiowski (a więc człowiek, który sytuuje się w centrum lokalnych zdarzeń, zakorzeniając się w nich nie tylko mentalnie, ale i symbolicznie poprzez swój pseudonim) łaskaw był w poprzednim numerze „Rozmaitości Ostrołęckich” (wydanie z dn. 26.01.2015 r.) odnieść się do mojego artykułu „Ostrołęka ma twarz starości”.

04 rys sachmata powolne konanieCieszy mnie, rzecz jasna, dostrzeżenie przez Kronikarza, że owa miniatura socjologiczna przeze mnie wytworzona spotkała się z „szerokim komentarzem w mieście”, bowiem w końcu o jakiś ferment, jakąś dyskusję, jakieś poruszenie w masie odbiorców każdemu dziennikarzowi chodzić powinno. Nie raduję się już tak bardzo, gdy czytam dalszą część wywodu Kronikarza, zachodząc w głowę, jaka była droga myślowa prowadząca do niektórych stwierdzeń. Weźmy na przykład pierwszy z brzegu kontrargument wysunięty przez Kronikarza: Biedronki i apteki nie mogą być „symbolem upadku i śmierci miasta”, bowiem oprócz nich „mamy także dużą, wielkomiejską niemalże, galerię handlową, a liczba aptek stale maleje”. Język odsłania wszelkie mankamenty myślenia, jak jest i w tym przypadku: „wielkomiejska” czy nie (a jest to kwestia co najmniej dyskusyjna) galeria handlowa może być – owszem – symbolem rozwoju, jednakowoż raczej w kręgach ludzi, którzy przenieśli się do niej z zakupami ze wspomnianej już Biedronki. To jest argument niemal jak z filmu „Ryś” w reżyserii Stanisława Tyma: w wymyślonym studio telewizyjnym, wymyślony wicepremier tłumaczy istotę rozwoju państwa na podstawie rulonu wykonanego z kartki papieru. Kiedy rozwinie się go – mamy jeden rozwój, lecz gdy odwrócimy kartkę z drugiej strony – mamy dwa rozwoje naraz.

Mnie o inny rozwój w opublikowanym tekście chodziło, choćby o taki, o którym mowa w dorocznym raporcie Unii Europejskiej o poziomie życia jej mieszkańców, gdzie rozwój mierzony jest ilością nowych galerii, ale – za przeproszeniem – prezentujących sztukę, miejsc rozrywki, nawet masowej, restauracji i w ogóle – infrastruktury społecznej. Dość nieprecyzyjne i niezrozumiałe w gruncie rzeczy są dla mnie także wywody Kronikarza Kurpiowskiego na temat Polski A, B, C czy D, w których to „kolejnych literkach alfabetu” rzekomo pobrzmiewają „sentymenty epoki słusznie minionej”. Otóż to jest fakt ekonomiczno-socjologiczny (w dodatku szeroko przez naukę opisany), a jak wiadomo, z faktami się nie dyskutuje. Wydaje mi się także, że niewiele ma on wspólnego z sentymentami, a już z pewnością nie z tymi z „epoki słusznie minionej”. Wywodzę ten wniosek z nienajgorszej znajomości historii a także funkcjonowania przez jakiś czas w owej epoce, która charakteryzowała się planowaniem centralnym i powszechną równością, także w biedzie i braku towarów w sklepach. Mówiąc oględnie: niczego nie było nigdzie, przynajmniej w pewnych okresach.

I ostatnia myśl, odnosząca się do pytań retorycznych stawianych przez Kronikarza: „Czy chodzi o to, żeby siedemnastoletni ostrołęczanie dalszą edukację, pracę, karierę, przyszłość wreszcie, wiązali z rodzinnym miastem? Czy to dopiero nie był by wyraz braku jakichkolwiek ambicji, aspiracji, chęci rozwoju”. W gruncie rzeczy właśnie o to chodzi! O to, aby Ostrołęka stwarzała nie gorsze możliwości „pracy, kariery, przyszłości wreszcie”. Na razie – odnoszę takie wrażenie i nie jestem w tym odosobniony – nie stwarza, a więc wyklucza tych, którzy mają jakiekolwiek „ambicje, aspiracje, chęci rozwoju”.

Paweł Trzemkowski

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.