Fotografia

 

Pewnego wakacyjnego dnia rodzice obudzili mnie bardzo wcześnie. Okazało się, że pojadę na parę dni do babci, do Łysych. Na początku nie przepełniała mnie nieograniczona radość. Była to w końcu tylko nudna wieś.

Nadeszła godzina wyjazdu. Wsiadłam niezadowolona do samochodu. Jechaliśmy parę godzin. Całą drogę przespałam. W końcu dotarliśmy na miejsce. Babcia od razu pokazała mi mój tymczasowy pokój. Był dość ponury. Wszędzie wisiały stare fotografie.

– Wnusiu! Kładź się spać! – krzyknęła babcia.

Grzecznie powędrowałam do łóżka. Ale nie mogłam zasnąć. Postanowiłam pozwiedzać dom. Już na początku wędrówki moją uwagę przykuła ściana ze zdjęciami.  To były stare, szare fotografie. Smutne i ponure. „Dlaczego babcia trzyma tu takie brzydkie zdjęcia?’’- pomyślałam.

– Wszystkie są prawie identyczne! – powiedziałam sama do siebie.

Oglądałam dalej. Na każdej z fotografii była ta sama kobieta. Od czasu do czasu pojawiał się też jakiś mężczyzna i dzieci. Jedno ze zdjęć najbardziej zwróciło moją uwagę. Nie były to jednak pozytywne wrażenia.

W oddali na zdjęciu widniała stara, rozpadająca się szopa. „To chyba dom???” – pojawiła się przerażająca myśl. Dach wykonany ze słomy przypominał gniazdo ptaków, a ściany były jak słaby, rozsypujący się mur obronny z okresu II wojny światowej. Ze słomianej strzechy sterczał komin. Ledwo go było widać, bo niektóre cegły rozpadły się chyba ze starości. Wielki, czapowaty dach leżał ociężale na maleńkich ścianach. „Ścianach” – roześmiałam się sama do siebie. Raczej śmiesznych ściankach zbudowanych przez kilkuletniego chłopca ze spróchniałych desek. Udało się też w te „drewniane klocki” wrzucić kilka, maleńkich okienek. Szyby były brudne. Chyba nikt nie mył ich od bardzo dawna. Przed domem stała ławeczka. A raczej opierała się o ledwo trzymającą się ścianę. Na ławce… Przypatrzyłam się uważniej… Staruszka. Była ubrana w białą, beznadziejną koszulę i spódnicę w dziwne wzory, które nic nie przypominały. Jej głowę osłaniała ciemna chusta. A twarz. Okropna. Zmarszczki pokrywały całą przyszarzałą skórę. Oczy małe, bez wyrazu, smutne. Usta zamknięte. Nie podkreślała ich żadna szminka. Bez barwy. I te dłonie. Zgniecione jak stara gazeta.

Nagle do pokoju weszła babcia. Zbliżyła się do mnie i mocno przytuliła.

– Babciu, po co ci takie okropne zdjęcia? – spytałam.

Babcia uśmiechnęła się i rzekła:

– Widzę skromny, ale piękny, kolorowy dom i choć zdjęcie jest czarno-białe, ja wiem, jak wygląda naprawdę. Chałupa przykryta jest słomą, a na dachu bociany znalazły miejsce dla swoich ptasich rodzin. Co roku tu wracały. Do domu… Do ciszy… Do spokoju… Ściany zbudowane są z drewna. To solidne mury. Drzewo dziadek przyniósł z lasu. Poskładał je. Deska do deski. Okna jak obrazy pokazywały nam, jaki piękny naokoło jest świat. Lasy, łąki, pola. A przed chatą ławka. Zawsze na tej ławeczce siedziała Ona. Ubrana w białą, lnianą koszulę, spódnicę w kwieciste wzory. Jej siwe włosy przykrywała jedwabna chusta. Twarz miała piękną. Pokrytą tysiącem zmarszczek świadczących o dojrzałości. Oczy takie mądre. I usta… Delikatne. Malinowe. Zawsze uśmiechnięte. Dłonie spracowane. Brązowe od słońca. To moja Matka. Dzieciństwo, wspomnienia, miłość. Ta chatka to mój dom. Ten sam, w którym teraz jesteś, Zosiu.

Spojrzałam zawstydzona na fotografię. Jestem dumna z mojej babci. Nauczyła mnie patrzeć sercem.

Alicja Subczyńska kl. VII

SP 10 im. Jana Pawła II w Ostrołęce

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się