Egzamin z człowieczeństwa

 

„Gdy szukam wspomnień, które trwały ślad pozostawiły we mnie,

kiedy podsumowuję godziny, które miały dla mnie znaczenie,

odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi zapewnić: nie można kupić przyjaźni człowieka,

związanego z nami na zawsze doświadczeniami życia.”

Antoine de Saint-Exupery

Długo myślałam, w jaki sposób opisać, jak bardzo jestem dumna z mojej rodziny. Wpadłam na pomysł, że porozmawiam z moją prababcią o jej przeszłości. Przekonałam rodziców do natychmiastowego wyjazdu na wieś, do rodzinnej miejscowości mojej mamy. Tam, w Długim Kącie, mieszka moja prababcia – Władysława Więcek, która jest już w podeszłym wieku (ma 99 lat) i jest przykuta do łóżka. Mimo to wola i radość życia jej nie opuszczają. Bardzo lubi, kiedy ją odwiedzamy. Tym razem było podobnie.

Babcia uściskała mnie ze łzami w oczach i poprosiła, bym usiadła obok niej.

– Babciu, opowiedz, jak to było, gdy byłaś dzieckiem – poprosiłam.

– To były zupełnie inne czasy niż teraz – zamyśliła się. – Miałam dużo obowiązków. Pracowałam od świtu do zmierzchu, a to w gospodarstwie, a to w polu, a to przy młodszym rodzeństwie. Nie chodziłam do szkoły…

Słuchałam z zainteresowaniem o czasach, które wydawały mi się nierealne, jak z bajki. A babcia opowiadała, opowiadała…

– A pamiętasz, babciu, jak wybuchła wojna? – zapytałam.

– Tak, dziecinko, doskonale pamiętam tamten czas. Byłam wtedy młodą dziewczyną, zakochaną bez pamięci w przystojnym chłopcu… – babcia rozmarzyła się. – Mieliśmy tyle planów…

Łza pociekła po jej policzku. Przytuliłam się mocno do niej.

– Wojna odebrała mi narzeczonego…- powiedziała łamiącym się głosem. – Z rąk oprawców zginęli moi rodzice.

– Jak to się stało? – spytałam nieśmiało.

– Pewnego dnia – rzekła niemalże szeptem – tato pomógł w ucieczce jakiemuś człowiekowi. Nakarmił, opatrzył rany… Ktoś na niego doniósł. Ojciec zdążył tylko ukryć mnie i siostrę głęboko pod sianem w stodole, nakazując milczenie, gdy na podwórze wjechali Niemcy – babcia płakała. – Słyszałyśmy tylko niezrozumiałe pokrzykiwania, rozpaczliwy krzyk mamy, odgłosy przepychanek i strzałów. Potem zapadła cisza. Mocno zaciskałam dłoń na ustach siostry…

Babcia umilkła na chwilę, nie mogąc powstrzymać szlochu, który wywołały przykre wspomnienia. Płakałam wraz z nią.

– Ojciec uratował nam życie… I życie obcego człowieka również… – otarła łzy. – Nawet nie znał jego imienia… Były to tak ciężkie czasy… To jest nie do opowiedzenia – westchnęła.

– Przykro mi – szepnęłam i przytuliłam się do niej jeszcze mocniej.

– Czy widziałaś, babciu, na własne oczy, jak ktoś ginie od kuli? – zapytałam nieśmiało.

– Tak, Gabrysiu – odpowiedziała. – Wiele razy widziałam śmierć okrutną i niesprawiedliwą.

Posmutniała jeszcze bardziej i popatrzyła w dal.

– Nie wszystkie wspomnienia przyjmie twoja młoda główka, ale… – zamyśliła się. – Często myślę o pewnym chłopcu. Mógł być w twoim wieku. Miał jakieś 11-12 lat. We wsi była łapanka. Ukryłyśmy się z siostrą i jeszcze jedną dziewczyną u sąsiada w szopie i obserwowałyśmy całe zajście. Niemcy zgonili na podwórze kilku gospodarzy. Wśród nich znalazł się też ten chłopiec. Wszystkich rozstawili pod ścianą obory. Chłopiec bardzo płakał. Szarpał za rękaw ojca i prosił przez łzy: „Tato, tato, ja nie chcę umierać! Tato, proszę, ja nie chcę umierać!”. Ojciec pochylił się nad nim i rzekł czułym, spokojnym głosem: „Synu, nie płacz, za Polskę umierasz”. I wtedy rozległ się odgłos strzałów z karabinów…

Po moich policzkach płynęły słone łzy. Babcia przycisnęła moją głowę do swej piersi i wyszeptała:

– Wiele razy widziałam śmierć, moje dziecko, zbyt wiele.

Trwałyśmy tak w ciszy kilka minut, gdyż nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.

Po chwili postanowiłam zmienić temat i odezwałam się nieśmiało:

– Babuniu, a jak poznałaś dziadka?

Uśmiechnęła się delikatnie.

– Hmm… Pamiętam ten dzień. Był piękny, słoneczny. Przez Długi Kąt przejeżdżał pułk ułanów z Ostrołęki. Zatrzymali się w naszej wiosce, na krótki odpoczynek. Wszystkie panienki ze wsi zleciały się, by im usługiwać. Wodę podać, chleba, bandaże zmienić. Wśród tych żołnierzy był dziadek… – rozmarzyła się. – Spodobał mi się. Był żołnierzem, walczył z nieprzyjacielem, walczył o mój kraj. Był dla mnie bohaterem i zwrócił na mnie uwagę – uśmiechnęła się. – Wpadłam mu w oko, ale bałam się, że wojna nie pozwoli mi z nim zostać i po raz drugi będę cierpiała.

– Ale przecież wyszłaś za dziadka, babciu – wtrąciłam.

– Tak – zaśmiała się. – Oleś wrócił do mnie i zaopiekował się mną. Przeżyliśmy wspólnie ponad siedemdziesiąt lat… – westchnęła. – Brakuje mi go. A ty pamiętasz, Gabrysiu, dziadka? – zapytała nagle.

– Nie pamiętam, babuniu, miałam zaledwie dwa latka, kiedy od nas odszedł – odparłam.

– Czcij jego pamięć, moje dziecko, odwiedzaj jego grób – rzekła. – On walczył o nasz kraj, walczył o nas i dla nas. Nie zapomnij o tym.

– Tak, babciu, będę o tym pamiętać. Dla mnie na zawsze będzie bohaterem. Jestem bardzo dumna, że jestem waszą prawnuczką i że mogłam was poznać. Dziękuję, babciu, że zechciałaś ze mną tak szczerze porozmawiać.

– Kocham cię, Gabrysiu, dobre z ciebie dziecko – przytuliła mnie babcia.

Może to zbieg okoliczności, a może tak chciał mój pradziadek, że jestem dumną harcerką 14 ODH „Spirydion”, która jest silnie związana z 5 Pułkiem Ułanów Zasławskich w Ostrołęce. Co roku, 23 września, obchodzimy uroczyste święto pułkowe. W tym dniu zawsze z dumą wspominam mojego pradziadka – Aleksandra Więcka, dzielnego ułana   z Ostrołęki.

Rozmowa z prababcią trwała jeszcze bardzo długo. Z zaciekawieniem słuchałam opowieści o mojej rodzinie, czasach zupełnie dla mnie obcych i wsi, jakiej nie znałam.

Ta rozmowa pomogła mi poznać historię mojej rodziny. Zrozumiałam, że bohaterowie to nie tylko wielcy dowódcy, ale także zwykli ludzie, a nawet moi bliscy. Z pełną świadomością stwierdzam, że będę teraz bardziej doceniać to, co mam. Będę też większym szacunkiem darzyć ludzi starszych.

Jestem dumna z mojej rodziny, która tak dzielnie przetrwała ciężkie czasy i chwile pełne grozy. Cieszę się, że mam zaszczyt być jej częścią.

„Człowieczeństwo, to dbanie o swoją rodzinę i zdolność do poświęceń dla innych ludzi…” – powiedział Magic Johnson

Moja rodzina z pewnością zdała egzamin człowieczeństwa.

Gabriela Laskowska kl. VI

SP 1 im. Stanisława Jachowicza w Ostrołęce

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się