Duma

Czyny bowiem są symbolem nas samych.

(Jorge Luis Borges)

 

Dzisiaj w szkole na języku polskim rozmawialiśmy o tym, dlaczego jesteśmy dumni z naszych rodzin. Ktoś opowiadał, że jego bliscy pracują z jakimś słynnym aktorem. Mateusz pochwalił się, że dziadek Franciszek brał udział w bitwie pod Ostrołęką. A ja nie miałam pomysłu, o czym opowiedzieć, choć tematyka zajęć nie dawała mi spokoju. Zainteresowała mnie.

Przez resztę dnia zastanawiałam się, z kogo mogę być dumna. Wróciłam do domu i zapytałam babcię – wiadomo, babcia wie wszystko – a ona odpowiedziała mi:

– Szczerze? Trudno stwierdzić. Wiesz, Amo, zawsze możesz być dumna ze swojej rodziny. Grunt, to szanować swoich bliskich. Może i nie jesteśmy z dziada pradziada rodowitymi ostrołęczanami, ale odkąd tu mieszkamy, wszyscy staramy się służyć miastu i jego mieszkańcom.

To była długa rozmowa, ale przyznałam babci rację. Mimo wszystko chciałam dowiedzieć się, co mama myśli na ten temat. Kiedy wróciła z pracy, spytałam:

– Mamo, czy jesteś dumna ze swojej rodziny?

– Ale w jakim sensie, córeczko? – zapytała zaciekawiona.

– Czy w naszej rodzinie był jakiś wynalazca? A może ktoś z rodziny walczył w bitwie
   pod Ostrołęką? No nie wiem, chociaż poeta jakiś…?

   Mama zamyśliła się przez chwilę.

– Nie przypominam sobie, żeby ktoś z rodziny z czegoś zasłynął… Kochanie – dodała
jednak – jesteś mądra i powinnaś zrozumieć, że nawet jeśli nie ma wśród nas wybitnych poetów, malarzy czy osób, które walczyły o nasze miasto, to i tak chcemy, żeby Ostrołęka rozwijała się i robimy, co tylko możemy. Poza tym wszystko przed tobą! Kto wie, może to właśnie ty będziesz osobą, która przysłuży się naszemu miastu.

Słowa mamy były mądre i szczere. W tym momencie zrozumiałam, że może kiedyś to ja stanę się wzorem dla swoich potomków. Chciałabym tylko, żeby pamiętali, jaki miałam charakter, co robiłam, gdyż to czyny świadczą o człowieku.

Na kolejnej lekcji wiedziałam już, o kim opowiem. Był to ktoś, kogo dobrze znam, z kim mogę porozmawiać tak od serca i zawsze – kiedy tylko potrzebuję! Powiedziałam:

– Mogę być dumna przede wszystkim z mojej mamy. Jest bardzo miłą osobą i dba o mnie, pracuje oraz pomaga mi się uczyć. Prowadzi auta dostawcze po całej Europie! Dodatkowo uczy dzieci języka angielskiego. Poza tym nie wiem, jak ona to robi, ale rymuje niczym Łona i Webber!

To nie był koniec mojego wywodu przed nauczycielką, koleżankami i kolegami. Wspomniałam o cioci, która jest informatykiem (a ściślej – programistą). Pracuje w firmie, która tworzy oprogramowania do sklepów. Z programów cioci korzysta między innymi market na moim osiedlu. Ponadto siostra mamy jest wyjątkowa, kochana. Mogę zadzwonić do niej o każdej porze dnia i nocy, informując o sprawdzianie z matematyki, a ona… spieszy z pomocą, cierpliwie tłumaczy, wyjaśnia i nigdy się nie denerwuje.

Opowiedziałam też niezwykle interesującą historię (zasłyszaną od brata dziadka) o wyjątkowym mieszkańcu mojego miasta – doktorze Wiktorze Stańskim. Z tym wspaniałym lekarzem pracował dziadek stryjeczny, Jerzy. Wspominał, że Wiktor Stański był wspaniałym doktorem medycyny (jako pierwszy w Ostrołęce uzyskał tytuł doktora), ale wcześniej harcerzem, żołnierzem AK (pseudonim „Iskra”). Do Ostrołęki przybył z rodziną dopiero we wrześniu 1961 r., ale pokochał i Ostrołękę, i Kurpiowszczyznę. Dużo energii włożył w walkę z gruźlicą (szerzyła się nie tylko w Ostrołęce i okolicach). Ten dobry człowiek stał się autorytetem dla polskich lekarzy w dziedzinie pulmonologii. W szpitalu nazywano go „ostrołęckim doktorem Judymem”, ponieważ ludzie chorzy byli dla niego niezwykle ważni.

Doktor, dbający o płuca, zwracał uwagę na rolę miejskiej zieleni. Wolne chwile spędzał z rodziną i przyjaciółmi (m.in. z moim dziadkiem stryjecznym) na spacerach w ostrołęckim parku, przy którym mieszkał (przy ulicy Papierniczej).

                Moja opowieść zainteresowała wszystkich, a szczególnie Szymona. Siedział zasłuchany, jednak w pewnym momencie krzyknął:

– Mieszkam w Ostrołęce przy ulicy dr. Wiktora Stańskiego. Mogę z okna w swoim pokoju podziwiać lasek, łąkę i hasające zające.

Na lekcji języka polskiego nie zapomniałam powiedzieć o babci, tacie i innych bliskich mi osobach, dzięki którym uwierzyłam w siebie. Kto wie, może kiedyś dzieci będą czytać o mnie w podręcznikach? A może ktoś nazwie moim nazwiskiem ulicę w Ostrołęce? Dlaczego nie?! Postaram się na to zasłużyć, gdyż: Z myśli tworzymy słowa, ze słów czyny, czyny tworzą nas.

Amelia Stępień kl. VI

SP 10 im. Jana Pawła II w Ostrołęce

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się