Dla miłych gości…

Zapas nalewek w domowej spiżarni, do picia po troszeczku, urozmaici niejedną ponurą jesień i zimę.   Fot. domena publiczna CC.0

Zapas nalewek w domowej spiżarni, do picia po troszeczku, urozmaici niejedną ponurą jesień i zimę. Fot. domena publiczna CC.0

Jesień, jesień. Na fali mody na hand made, warto popłynąć w kierunku półek w spiżarni. Niech się zapełnią specjalnościami pani i pana domu. Jak niedawno wyczytałam, polskim wkładem w kulinarne dziedzictwo ludzkości są m. in. nalewki. Początkowo produkowane wyłącznie dla „zdrowotności”, z czasem zaczęły pełnić rolę przysmaku i popisowego produktu danego domu. Celowali w nich zwłaszcza mężczyźni. Zbierali dereń, rokitnik, jarzębinę, szukali starych odmian wiśni, dodawali, mieszali, zalewali spirytusem, odstawiali, wstrząsali, filtrowali, słodzili. Kiedy przychodziła okazja, na przykład wizyta gości, nalewki wyciągano z piwniczki, do deserów. Od zwykłego spirytusu zaprawionego gotowymi „smakami” barmańskimi, różnią się posiadaniem historii. Można powiedzieć, że nalewka to produkt spożywczy plus opowieść. Jeśli pan czy pani domu nie okrasi poczęstunku relacją, jak to się przedzierali przez krzaki, aby dopaść owoców dzikiej śliwy albo jak kajecik pradziadka z tajemnym przepisem ocalał w Powstaniu, to nie warto podawać nalewki na stół. Są podobne do tortów. Te ciasta tym się różnią od pozostałych wypieków, że zazwyczaj mają coś do powiedzenia.

Ponieważ z alkoholem mi nie po drodze, nalewek robię zaledwie kilka i to bardzo prostych. Typu: wrzuć coś do słoja, zalej wódką lub spirytusem i zobacz, co z tego wyjdzie po trzech miesiącach. Tak powstają moje owocówki. Inspirowane ratafią, są wyciągiem z owoców sezonowych, używanych w różnym składzie i proporcjach. Zależy, jaki rok. Kiedyś zapomniałam wrzucić porcję porzeczek, czereśni, wiśni i innych wczesnych owoców i ratowałam się…  daktylami. Kluczem do dobroci owocówki jest pochodzenie owocu. Nie może być wymęczony. Czyli raczej z przydrożnej jabłoni, niż ze sklepu. Ponadto trzeba pamiętać, że zapach najsilniej oddają: czarne porzeczki, wiśnie, śliwki typu węgierka i mirabelki, gruszki ulęgałki oraz maliny. Jeśli chcemy mieć owocówkę czerwoną, to koniecznie trzeba dać wiśnie, truskawki, żurawinę i różne porzeczki. Kilka czarnych jagód lub aronii pogłębi czerwień. Jasna nalewka powstanie z brzoskwiń, mirabelek, renklod, melonów, białych porzeczek, czereśni, winogron obranych ze skórki. Zostawienie pestek w czereśniach i wiśniach wprowadzi nutkę migdału.  Użycie rodzynek, fig i daktyli sprawi, że nalewka będzie miała ciemny, skórzasty zapach. Lekką aluzję do karmelu daje łyżka konfitur wiśniowych. Suszone śliwki zbliżą aromat do koniaku. Nie należy bać się owoców dla nalewek nietypowych, czyli gruszek, jabłek, arbuzów, melonów. Uważać na cytrusy, bo bardzo dominują. Ja ich nie daję w ogóle, mam osobny przepis na śliczną i zaskakującą nalewkę z pomarańczy. Wyjątek stanowi odrobina skórki pomarańczowej, która potrafi uszlachetnić zapach alkoholu. Można zrobić wersję bożonarodzeniową, przez wrzucenie goździków. Pasują do dominującego akcentu śliwkowego, jabłkowego i gruszkowego, pokłócą się z owocami wczesnymi i egzotycznymi, poza pomarańczami.

Jeśli chodzi o czas: owoce do stojącego w ciemnej piwnicy i lekko przykrytego słoja z alkoholem zaczynam wrzucać  po pojawieniu się truskawek. Potem dokładam to, co się pokaże a ja nie przegapię. Kończę gruszkami i żurawiną. Nalewkę zlewam przed świętami, filtruję, słodzę, rozrzedzam (ostrożnie, to nie wino, nie zniesie zbyt wiele wody). Warto pobawić się w odzyskiwanie smaku z owoców, jeśli nie mamy wobec nich innych planów (choćby dodania do murzynka). Owoce zasypuje się cukrem, przeznaczonym do dosłodzenia. Po kilku dniach wymieszać to ze zlanym płynem i dopiero wtedy przecedzić całość. Można zostawić wytrawną. Podawać w karafce, to też część rytuału. Jeśli nalewka jest owocowa, z mlekiem, z żółtkiem, kawą, karmelem itp., zagęszczona, słodka – traktować jak deser. Nalewki na ziołach i roślinach leczniczych, jak jarzębina, anyż, jałowiec, niedojrzałe orzechy włoskie, pije się od razu po posiłku lub jako aperitif przed ciężkostrawnymi daniami. Każdą nalewkę podaje się w maleńkich kieliszkach i pije nie więcej, niz dwie-trzy porcje. Jeśli kogoś bawi bycie na rauszu, to niech sięga po mniej wykwintne trunki.

Kto się zagapił, niech jeszcze nastawi ostatnie zielone śliwki, brzoskwinie, przejrzałe gruszki i pigwę. Wyjdzie mu bardzo wesoła i pachnąca naleweczka.

Anna Wołosz

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.