Czy ordynacja dławi demokrację ?

kulik_2Witam Państwa po wakacyjnej przerwie w kolejnym felietonie, który tym razem będzie o ordynacji w wyborach samorządowych. Czy ordynacja jest sprawiedliwa, czy odzwierciedla realne poparcie mieszkańców, i w końcu kto na niej najwięcej korzysta, dowiecie się z poniższego tekstu.

Pytanie, które stawiam na początku jest kluczowe, ponieważ ordynacja we wszystkich wyborach ma na celu postawienie w lepszej sytuacji dużych partii politycznych. Zwróćcie uwagę, że zmieniały się rządy, zmieniały nazwy, ale jak popatrzymy na twarze, to są to z reguły te same osoby. Podobnie wygląda sytuacja w samorządzie, gdzie zmieniają się Prezydenci, ale gdy popatrzymy na naszą Radę Miasta, to 90% osób było już radnymi przez dwie, a niektórzy nawet przez kilka kadencji. Po części to popularność, po części poparcie, ale przede wszystkim jest to efekt doświadczenia, czyli znajomości ordynacji i wszystkich sztuczek które pozwalających na wykonywanie zawodu radnego.

Dla lepszego zrozumienia, posłużę się przykładem. Wyobraźcie sobie grupę ludzi którzy mieszkają w Ostrołęce, którzy są uczciwi, ambitni i pracowici. Maja dobre pomysły, zarejestrowali lokalny komitet i chcą powalczyć w wyborach o zwycięstwo. Pomimo tych wszystkich atutów stoi przed nimi mur ordynacji, którego nie można ominąć, ale po kolei …

Najczęściej słyszymy, że demokracja daje szansę każdemu, i każdy może zostać radnym, ale tak wygląda to tylko w teorii. Pierwszym warunkiem, aby nasz przykładowy komitet zaistniał na listach wyborczych jest zarejestrowania co najmniej 23 kandydatów na radnych, zgodnie z podziałem na okręgi wyborcze. W przypadku Ostrołęki są to 3 okręgi, więc mamy odpowiednio 7, 8 i 8 osób na każdej liście. Taki jest wymóg przepisów, i to jest pierwszy problem. Można mieć nawet 10 najlepszych na świecie kandydatów, ale wymóg mówi 23 i ani jednego mniej. Taki rozwiązanie stawia w lepszej sytuacji partie, które mają już struktury, mają członków, ale mają przede wszystkim urzędników i osoby które dostały pracę dzięki politycznym układom.

Załóżmy że naszemu komitetowi udało się zgromadzić 23 osoby i może zarejestrować listy, ale niestety, to ciągle za mało. Ordynacja mówi że minimum 23 a maksimum 46 osób. I ta druga liczba jest kluczowa, bo w wyborach nie wygrywa ten kandydat który dostanie najwięcej głosów na liście, tylko lista. W Ostrołęce mamy 3 okręgi wyborcze, warunkiem by wygrać jeden mandat jest zdobycie co najmniej 800 głosów przez całą listę w danym okręgu. I tu wchodzi ordynacja, która mówi, możecie mieć minimum 8 a maksimum 16 kandydatów w tym okręgu. Matematyki się nie oszuka, więc wiadomo od razu że łatwiej jest zebrać te 800 głosów w 16 niż w 8 osób.

Dopiero gdy zdobędzie się ten jeden mandat, zaczyna obowiązywać zasada, która mówi że wygrywa ten kandydat który zdobył najwięcej głosów. Wiele osób było przekonanych że jak miałem 10 wynik w mieście, to zdobyłem mandat – a tak się niestety nie stało. Można być bardzo silnym kandydatem, można zdobyć nawet 500 głosów jak Dariusz Maciak, ale to i tak na nic, bo samemu mandatu się nie wygrywa.

Sami widzicie, że droga do zostania radnym jest skomplikowana. Ordynacja nie jest sprawiedliwa, bo promuje duże partie. Nie odzwierciedla realnego poparcia dla kandydata, bo wymaga poparcia dla listy, a największe korzyści odnoszą Ci którzy byli od dawna w polityce. Można i trzeba to zmienić, ale póki co, to Ci którzy są przy władzy o tym decydują, i nic nie wskazuje na to by zmienili zasady na bardziej sprawiedliwe. Czy warto z tym walczyć mimo tylu przeciwności? Dla mnie odpowiedź zawsze była jedna i niezmienna … Tak.

Łukasz Kulik – 696 461 819

PS. Nikt również nie powie, że głosując na kandydata na danej liście, głosujecie tak naprawdę na pierwsze miejsce, bo ta osoba ma największe szanse, dlatego pamiętajcie, zanim postawicie krzyżyk w wyborach na kogoś kogo znacie, warto spojrzeć na początek, i zobaczyć kogo tak naprawdę wybieracie.

 

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Tagi

Podziel się