Czterdziestu na jednego

Jeszcze w piątek cieszyłem się, że nadchodzi sobota, lecz kiedy się obudziłem, padał deszcz. Do późnego popołudnia śmiertelnie się nudziłem, ale na szczęście przyjechali babcia z dziadkiem. Bardzo lubię ich wizyty, ponieważ mogę słuchać opowieści o moich przodkach.

Tego właśnie dnia rozmawialiśmy o moim pradziadku Czesławie. W czasie II wojny światowej był kapralem w Samodzielnej Grupie Operacyjnej „Narew” i brał udział w obronie Wizny, gdzie dowodził drużyną. Razem z około siedmioma setkami żołnierzy przez trzy dni odpierał ataki ponad czterdziestu tysięcy niemieckich żołnierzy, pięciuset czołgów oraz samolotów Luftwaffe. Ich walka, mimo że skazana na porażkę, dała możliwość innym oddziałom wycofania się do Warszawy i wzmocnienia obrony stolicy. Po wizycie dziadków zaproponowałem tacie, żebyśmy pojechali w miejsce bitwy. Zgodził się.

Nie mogłem doczekać się wyjazdu, ale w końcu nastąpił ten długo wyczekiwany dzień. Jechaliśmy tam około godziny, a kiedy dotarliśmy na miejsce, zobaczyłem ruiny bunkrów. Wysiadłem z samochodu i podbiegłem do jednego z nich. Zaproponowałem, żebyśmy weszli do środka. Tata przytaknął.

Wewnątrz pachniało historią, unosił się pył i panował półmrok. Podszedłem do otworu strzelniczego i udawałem, że obserwuję ruchy wroga. Nagle, ku mojemu przerażeniu i zdziwieniu, zobaczyłem jednego, dwóch, trzech…, a potem dziesiątki niemieckich żołnierzy! Odwróciłem się i spostrzegłem, że nie jesteśmy sami. W bunkrze byli polscy żołnierze. Wśród nich mój tata od razu rozpoznał swojego dziadka.

W jednej chwili staliśmy się świadkami tamtych wydarzeń. Coraz wyraźniej i coraz głośniej słyszałem wybuchy, strzały, krzyki i rozkazy wydawane po polsku. Byłem tym tak podekscytowany, że nie mogłem nic powiedzieć.

Odgłosy wybuchów nagle przycichły, a część żołnierzy, z moim pradziadkiem na czele, wybiegła z bunkra i zajęła stanowiska w okopie.

– Idą do ataku! – dało się słyszeć.

– Strzelać celnie i krótkimi seriami! – krzyknął pradziadek.

Po odparciu pierwszej fali ataku nadleciały bombowce nurkujące i zaczęły niszczyć polskie stanowiska. Wokół było wielu rannych, których opatrywano i przenoszono do schronów. Po nalocie i po opadnięciu tumanów kurzu zauważyłem, że na polu bitwy płoną dwa niemieckie czołgi zniszczone przez polskich obrońców.

Rozpoczął się kolejny atak, poprzedzony długotrwałym ostrzałem artyleryjskim. Usłyszeliśmy w oddali głosy niemieckich żołnierzy:

– Schießen! Schießen!

– Schnell! Schnell!

Tym razem niemiecka przewaga liczebna dała o sobie znać. Czołgi nieprzyjaciela jeździły pomiędzy poszczególnymi bunkrami, oddzielając je od siebie i niszcząc po kolei. Wokół panował potworny hałas. Pomimo utraty dwóch bunkrów i ten atak udało się odeprzeć.

Nagle uświadomiliśmy sobie, że nigdzie nie ma dziadka.

– Być może się przegrupowali. – powiedział tata.

Zwrócił moją uwagę na żołnierza z białą flagą. Był to parlamentariusz. Przyszedł z propozycją: albo Polacy się poddadzą, albo wszyscy jeńcy zostaną rozstrzelani.

W jednej chwili znowu byłem z tatą w zniszczonym bunkrze i patrzyłem przez otwór strzelniczy na płynącą daleko w dole Narew, słyszałem śpiew ptaków i szum drzew. Wróciliśmy do samochodu i zmęczony zdałem sobie sprawę, że to wszystko, co widziałem i słyszałem, to moja wyobraźnia, pobudzona realistyczną opowieścią o tamtych wydarzeniach.

Jeszcze przez tydzień wydawało mi się, że widzę załogę bunkra, którą tak dobrze zapamiętałem, że dostrzegam czołgi, samoloty, a przede wszystkim mojego pradziadka.

Uczestnicy tej bitwy na zawsze stali się bohaterami, o których uczymy się w szkole na lekcjach historii. Ku ich czci tworzy się wiersze, piosenki i filmy.

Bitwa pod Wizną trwała trzy dni. Polacy walczyli jak Spartanie, dlatego często obronę Wizny nazywa się „polskimi Termopilami”. Mój pradziadek wraz z kilkudziesięcioma towarzyszami broni zdołał wycofać się z rejonu walk. Wpadł w ręce Niemców w miejscowości Poryte i dostał się do niewoli, gdzie spędził sześć lat. Do domu wrócił w czerwcu 1945 roku. Zmarł w 1987 roku.

Jestem z niego bardzo dumny!

Mateusz Gawek Kl. V

SP 6 im. Orła Białego w Ostrołęce

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.

podobne wiadomości

Podziel się