Cena cenie nierówna

Hipermarkety i supermarkety kuszą klientów atrakcyjnymi promocjami i obniżkami cen. Ostrołęki ten szał cięcia cen też nie ominął. Co więcej, jest to skuteczny wabik na oszczędnych Kurpiów. Nie ma się co dziwić temu trendowi, bo każdy chce kupić więcej za mniej. Ale należy być ostrożnym. Często cena na paragonie nie ma nic wspólnego z metką towaru umieszczoną na półce sklepowej.

Cashier totaling grocery purchases

Na pewno niejednemu czytelnikowi przytrafiła się taka oto historia: po odejściu od kasy wydawało się, że za zakupy skasowano nas na większą kwotę, niż wynikało z obliczeń. Każdy odruchowo w takiej sytuacji zerka na paragon. Przychodzi wówczas na myśl przypuszczenie, że cena na sklepowej półce była inna niż ta, która jest przed oczami.

 

Reklama wprowadza w błąd

– Miałam niedawno bardzo przykrą sytuację w ostrołęckim supermarkecie – opowiada Ewa, trzydziestopięciolatka, matka trójki dzieci w wieku szkolnym, dla której każdy grosz jest ważny i skrupulatnie wyliczony. – Na stoisku mięsnym zobaczyłam reklamę krokietów ze szpinakiem w bardzo atrakcyjnej cenie 9,99 zł za kilogram. Poprosiłam ekspedientkę o zapakowanie pięciu krokietów. Otrzymałam zamówiony towar i poszłam dalej robić zakupy. Dopiero przy kasie zobaczyłam, że cena na opakowaniu jest inna – za kilogram wskazano 12,99 zł, a nie 9,99 zł. Oczywiście wróciłam do stoiska mięsnego z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego wprowadzono mnie w błąd. Otrzymałam informację, że panie sprzedające nie potrafią zmienić ceny, a w sklepie nie ma kierownika, który mógłby to zrobić. Spytałam więc, dlaczego klienci są oszukiwani, bo przecież reklama krokietów wprowadza w błąd. Ekspedientka potraktowała mnie obcesowo, stwierdziła donośnym głosem przy innych kupujących, że jeśli nie chcę, nie muszę kupować „tych krokietów”. Poczułam się bardzo niekomfortowo – opowiada.

 

Historia pewnego wina

Takie i podobne zdarzenia wcale nie należą w Ostrołęce do rzadkości. Nie chodzi tu wyłącznie o wprowadzenie konsumenta w przeświadczenie, że kupuje coś taniej, podczas gdy musi zapłacić „normalną” cenę, ale także o kulturę obsługi. Pracownicy sklepów wielkopowierzchniowych nie mają niestety nawyku przeproszenia za błąd swojego zakładu pracy. Zazwyczaj reakcja na zwrócenie uwagi o niewłaściwej cenie kończy się obrazą majestatu ekspedienta, który stara się zrobić wszystko, aby klientowi zrobiło się głupio. Najlepiej, kiedy całą scenkę obserwują inni kupujący. Ale są od tej reguły są na szczęście odstępstwa.

– W ostatni weekend kupowałem wino mołdawskie półwytrawne, moje ulubione – opowiada Łukasz Przychodzeń z Ostrołęki, młody przedsiębiorca. – Zazwyczaj cena tego trunku waha się w granicach 17-20 zł za butelkę, dlatego bardzo zdziwiłem się, że jest aż tak wielka obniżka na to wino. Na półce naklejona była cena 13,99 zł, pomyślałem więc, że to super okazja i bez wahania wziąłem jedną butelkę, myśląc już o zakupach na zapas. Po podejściu do kasy moje nadzieje szybko pękły jak bańka mydlana. Pani obsługująca to stoisko zażądała zapłaty 16,99 zł. Zwróciłem jej uwagę, że na półce jest inna cena. Z niedowierzaniem podeszła do regału i stwierdziła, to samo, co ja. Powiedziała, że nie wie, jak to się mogło stać, ale cena tego wina na pewno wynosi 16,99 zł. Przeprosiła mnie kulturalnie, po czym w ramach rekompensaty za zaistniałą sytuację dała mi w gratisie szklankę do napojów – mówi.

04 kasjerka zwykła

 

To i tak sklep dla biedoty

Z traumatyczną sytuacją spotkała się Katarzyna Florek z Ostrołęki.

– Wiadomo, dla mnie jak dla każdego, każdy grosz w portfelu się liczy. Ogólnie nikomu się nie przelewa i chce wydawać na życie jak najmniej. Ja też należę do takich osób, nie z wyboru, ale z konieczności – opowiada trzydziestoparolatka. – Przyzwyczaiłam się przez lata robić zakupy w dyskontach. Kilka lat wstecz można tam było kupić produkty naprawdę o jedną trzecią taniej, niż gdzie indziej. Teraz się trochę to zmieniło, ale nadal ceny w tej sieci są konkurencyjne. Mnie, wierną i oddaną klientkę, spotkało jednak niemiłe rozczarowanie. Robiąc standardowe zakupy zwróciłam uwagę na promocyjną cenę ryb. Zazwyczaj nie stać mnie na ich zakup, ale pomyślałam, że w promocji kupię je i zrobię dzieciakom na obiad. Przy kasie wyszła prawda na jaw. Cena diametralnie różniła się od tej, która była przyklejona nad lodówkami. Zwróciłam kasjerowi uwagę, a on rubasznym głosem odpowiedział: „Obowiązuje cena na opakowaniu. To i tak tanio. To sklep dla biedoty” – mówi.

Nie jest to jednak koniec historii. Kilka dni później ta sama klientka znowu robiła zakupy w tym samym sklepie.

– Byłam zszokowana wysokością nabitego rachunku. Poszłam kupić tylko kilka potrzebnych na obiad warzyw, jabłka i wodę. Planowałam wydać około dziesięciu złotych. Kiedy kasjerka powiedziała, że mam do zapłacenia ponad dwadzieścia, przeanalizowałam paragon. Wynikało z niego, że jabłka, które kupiłam w worku, policzone zostały jako granaty czy inne egzotyczne owoce, a marchewka jako „młoda włoszczyzna”. Zwróciłam uwagę, że to nie są moje zakupy. Kasjerka skomentowała to aroganckim zdaniem: „Pomyłki się zdarzają. Raz na korzyść, raz na niekorzyść klienta” – opowiada.

04 nieprzyjemna kasjerka

Nie bać się sprzedawcy

Osoby prowadzące sklepy mają obowiązek dokładnego oznaczenia ceny produktu wystawionego na sprzedaż.

– Towary, które oferowane są kupującym w miejscu sprzedaży, muszą być oznaczone wywieszkami zawierającymi informacje wskazujące cenę oraz jednostkę miar, do których odnoszą się uwidocznione ceny. Gdy na półce znajdują się towary podobne, określić należy również nazwę producenta lub informację pozwalającą na identyfikację ceny z konkretnym produktem – mówi Karolina Piotrowska, prawnik zajmujący się sprawami konsumentów w Stowarzyszeniu Pro Bono w Warszawie. – Interes klienta chronią także zapisy Kodeksu cywilnego. Ustawodawca określił w art. 543, że rzeczy wystawione w miejscu sprzedaży na widok publiczny z oznaczeniem ceny uważa się za ofertę sprzedaży. Kupujący na tej podstawie mają prawo żądać sprzedaży artykułu po cenie, która została umieszczona na półce przy interesującym nas towarze. Gdy wrzucamy go do koszyka, godzimy się tym samym na przyjęcie proponowanej oferty i mamy prawo oczekiwać, że sprzedawca wywiąże się ze swojego obowiązku, a przy kasie wydamy dokładnie tyle pieniędzy, ile określonych zostało na półce przy towarze – tłumaczy.

 

Sprzedawca nie może stosować spychologii

Karolina Piotrowska dodaje także, że ekspedient czy kasjer nie może zbyć klienta stwierdzeniami: „nie wiem”, „obowiązuje cena podana na towarze”, „nie ma kierownika”, „nie musi pani tego kupować”. Do jego obowiązku należy takie załatwienie sprawy, aby konsument mógł zakupić oferowany towar w oferowanej cenie.

– Prawo jednoznacznie wskazuje zasady postępowania w przypadku rozbieżności ceny – mówi. – I to prawo stoi po stronie konsumenta, bowiem zgodnie z art. 66 Kodeksu cywilnego oświadczenie drugiej stronie woli zawarcia umowy stanowi ofertę, jeśli określone zostaną istotne postanowienia tej umowy. Jeśli chodzi o umowę sprzedaży, będzie to określenie jej przedmiotu oraz wskazanie ceny. Dodatkowo należy wskazać, że zgodnie z art. 70 Kodeksu cywilnego umowę uznaje się za zawartą w chwili otrzymania przez składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu, a więc zabranie towaru do koszyka i chęć zapłacenia za niego jest już wystarczające – wyjaśnia.

Nie jesteśmy osamotnieni w walce z nieuczciwymi sprzedawcami. Zawsze można zwrócić się o pomoc do miejskiego lub powiatowego rzecznika praw konsumenta lub inspekcji handlowej.

– Raz zdarzyła się nam klientka, która poskarżyła się na nasz sklep do inspekcji handlowej – opowiada sprzedawczyni w jednym z ostrołęckich marketów, prosząca o zachowanie imienia i nazwiska do wiadomości redakcji. – Kiedy szef dostał mandat, oduczył się szybko wpisywania innych cen na półkach i kodowania innych na kody kreskowe – dodaje.

 

Paweł Trzemkowski

Fot. : 1 – P. Dureuil; 2,3 – Archiwum
Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.