Andrzej Jószkiewicz opowiada jak wygrał walkę z rakiem

Andrzej Jószkiewicz ma 41 i jest sportowcem. Ze sportem jest związany od dziecka.

andrzejjoszkiewicz30

Najpierw trenował karate. Później zaczął przygodę z ciężarami. Do dnia dzisiejszego jest doradcą dietetycznym i trenerem wychowania fizycznego. W jednej z ostrołęckich siłowni służy rónież pomocą jako trener personalny. Od zeszłego roku startuje w zawodach i konkuruje z najlepszymi w kraju w kulturystyce. Zajmuje się też muzyką. Gra na basie w kapeli Jak Wiatr. Pracuje również w ochronie. Andrzej nie zwalnia tempa. Ciągle pracuje. Jest bardzo zabieganym człowiekiem. W pewnym momencie jego życie przerwała straszna i ciężka choroba. Andrzej zachorował na nowotwór. Mimo przeszkód jest człowiekiem o niezwykle pozytywnym nastawieniu.

– Jest Pan dojrzałym mężczyzną. W tym wieku wielu sportowców kończy swoje kariery, a Pan dopiero się rozkręca…

– To bardzo mnie dziwi, sport to przecież zdrowie i sprawność. Nie wyobrażam sobię życia bez ruchu. Nie chodzi tu tylko o karate czy kulturystykę, ale o jakiekolwiek zajęcia sportowe. Pomagają nam one cieszyć się zdrowiem, kondycją i koncentracją. Przekłada się to na łatwiejsze zmaganie się z trudami dnia codziennego. W moim wieku sport tym bardziej jest potrzebny, po to by organizm nawet nie myślał o starości. Nigdy nie powinno być na sport za późno. Ja jestem dobrym przykładem na to, że można myśleć o walce z najlepszymi, zaczynając startować w zawodach nawet w wieku lat 40.

andrzejjoszkiewicz10

– Czy na Pana starty w zawodach miała wpływ przebyta choroba?

– Po przejściu ciężkiej choroby inaczej się patrzy nie tylko na sport, ale i na całe życie. Jakieś 10 lat temu zdiagnozowano u mnie ziarnicę złośliwą. Gdy dowiedziałem się, że mam nowotwór, całe moje życie stanęło mi przed oczami. Obejrzałem je jak film w kinie w ciągu kilku sekund. Wykryto u mnie guz wielkości pięści w katce piersiowej i mnóstwo małych guzków. w okolicy szyjno-obojczykowej. O poddaniu się jednak nie było mowy. Tego nauczył mnie m.in. sport. żeby walczyć do końca. Wtedy moja córka miała kilka lat, a żona problemy z pracą, więc motywacja do była jeszcze większa. Na szczęście miałem wsparcie od rodziny, znajomych, kolegów z klubów sportowych z ich prezesami na czele.

– Jak wyglądało leczenie?

– Leczenie jest bardzo ciężkie. Najpierw chemioterapia. Podają ci truciznę w żyły. Niszczy ona komórki rakowe, ale i przy okazji cały organizm. Już w trakcie podłączania leku zaczynałem wymiotować. W kilkanaście tygodni stałem się cieniem człowieka. Potem był miesiąc odpoczynku i musiałem sprostać radioterapii. Chemia wyniszcza cały organizm, natomiast radioterapia zajmuje się miejscami zajętymi przez guzy. Szyję i środek klatki piersiowej miałem poparzony. Nie było mowy o jedzeniu, a picie sprawiało mi ból. Do tej pory miejsca po naświetlaniu muszę chronić przed słońcem. Mięśnie w tych miejscach nie regenerują się, co sprawia że na scenie w porównaniu z innymi zawodnikami wypadam słabiej.

– Co się zmieniło w Pańskim życiu po wyleczeniu?

– Gdy dostajesz od Boga drugą szansę, inaczej patrzysz na wszystko. Zmieniają się priorytety i stosunek do świata i ludzi. Najpierw na wypadek nawrotu choroby zająłem się najbliższą rodziną. Potem postanowiłem, że będę robił to co lubię i to co sprawia mi największą satysfakcję. Mówię tu o sporcie i muzyce. Mimo zaleceń lekarza, który odciągał mnie od ciężkich treningów, ja przez kilka lat odpowiedniej diety i ćwiczeń, wróciłem do formy, którą doskonalę cały czas. Jako trener personalny pomagam też innym osobom poprawić wygląd, wyniki sportowe czy też zdrowie. Zająłem się również moją drugą pasją, czyli muzyką. Gram w jednej z najpopularniejszych kapeli w naszej okolicy. W międzyczasie brałem też udział w kilku projektach muzycznych. A i teraz, zaraz po skończeniu sezonu startowego, mam propozycję zagrania z kapelą o której na pewno będzie głośno.

andrzejjoszkiewicz20

– Jak daje Pan radę, żeby to wszystko pogodzić?

– To niestety nie jest łatwe. Przykro mi to mówić, ale dla rodziny mam o wiele za mało czasu niż bym tego chciał. Ciężko mi jest z czegokolwiek zrezygnować. Jednak chcę na koniec powiedzieć coś czytelnikom „Rozmaitości” od siebie. Nie czekajcie. Jeżeli chcecie zrobić coś, co od dawna chcieliście zrobić, to po prostu to zróbcie! Może to być cokolwiek, co was interesuje albo pragniecie zmian w waszym życiu. Nie zwlekajcie. Na to nigdy nie jest za późno. Sport nauczył mnie walki. Pomógł wygrać z chorobą i z sobą samym. Wam życzę tego, abyście cieszyli się z tego co robicie. Nie powiem, że zawsze jest łatwo, ale zawsze jest naprawdę warto!

Aleksandra Nowicka

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.